Trzydzieści lat minęło

W handlowym światku Elbląga pozostało już niewiele sklepów, które mogą szczycić się 30-letnim stażem pod jedną marką. Jednym z takich rodzynków jest sklep „Merino”, który wraz ze swoją kierowniczką Anną Golik obchodzi w tym roku trzydziestolecie działalności.
- W roku 1977 rozpoczęto budowę pawilonu handlowego przy ul. Teatralnej - wspomina Anna Golik [na zdjęciu niżej pierwsza z prawej]. - Miasto zabiegało, tak jak i dzisiaj, o inwestorów, bo w budżecie nie miało zbyt wiele pieniędzy. Znalazło wsparcie w fabryce przemysłu lekkiego w Wasilkowie, której dyrekcja zdecydowała o zainwestowaniu w budowę sklepu wzorcowego w Elblągu. Ówczesne Ministerstwo Przemysłu Lekkiego tworzyło wtedy na terenie Polski sieć sklepów handlujących wyrobami tego przemysłu. Jednym z 26, jakie powstały, było elbląskie „Merino”. Budowę zakończono w maju 1978 roku, a ja zostałam zaproszona do ratusza, gdzie dyrektor Wydziału Handlu, pan Pilecki zaproponował mi objęcie kierownictwa w nowym sklepie. Zdecydowałam się na to z wielkimi obawami. Potwierdziły się one bardzo szybko, bo musiałam pilnie nauczyć się cyfrowej symboliki, jaką opatrywano wyroby przemysłu lekkiego. Wkrótce zdawałam praktyczny egzamin z tej nauki, bo jako sklep wzorcowy byliśmy uprawnieni do sprowadzania towaru wprost z fabryk. Jeździło się pociągami po całej Polsce, podpisywało umowy na dostawy, a w sklepie pojawiały się tłumy elblążan, bowiem z zaopatrzeniem w dobrej jakości materiały ubraniowe, firany, dywany, czy inne gotowe wyroby z tej branży były w tym czasie wielkie kłopoty.
Jakość przede wszystkim
- Zawsze zabiegałam o to, by nasza oferta handlowa była jak najlepszej jakości, bo tylko wtedy klienci mieli satysfakcję - stwierdza Anna Golik.- A zadowolony klient to stały klient i to handlowe powiedzenie potwierdza się nadal. Dzisiaj z naszej oferty korzystają dorosłe już dzieci stałych klientów, bo bardzo często przyprowadzają ich do sklepu rodzice. To dla nas specjalna satysfakcja, jak i chyba dla każdego handlowca. Szczycimy się tym, że nasze panie przy ladach są otwarte na doradztwo i rozmowy z klientami. Dlatego zawsze zabiegałam o stałą obsługę. Tylko ten czas płynie nieubłaganie, bo panie, które rozpoczynały tu pracę, już prawie wszystkie przeszły na emerytury. Ich następczynie starają się podtrzymać dobre handlowe tradycje sklepu. Zaopatrzenia w towar dokonujemy nadal bezpośrednio u producentów. To pozwala na pominięcie hurtowników, a tym samym ma wpływ na cenę oferty. Ponadto zawsze wiemy co i w jakiej jakości sprowadzamy do sklepu. Z chwilą pojawienia się w mieście hipermarketów odczuliśmy zmniejszenie ilości klientów. Wabiły ich niskie ceny oferowanych wyrobów, ale szybko przekonali się, że tanio nabyte artykuły nie oznaczają dobrej ich jakości.
W zmiennych nastrojach
- Pojechałam do niemieckiej fabryki znanej z dobrej jakości firanek - wspomina Anna Golik. - Przyjechałam po zamówiony towar wcześniej niż mówiłam i udałam się na halę produkcyjną. Maszyny pracowały, wytwarzając firanki, stwierdziłam więc z zadowoleniem, że długo tu nie będę oczekiwała. Na ziemię sprowadził mnie kierownik, stwierdzając, że ta produkcja, którą obserwuję, jest przeznaczona na zachód Europy, a na Polskę będą to robić w innej technologii. Oczywiście zrezygnowałam z gorszej jakości wyrobów. Jednak najbardziej przykrym doświadczeniem pozostała współpraca z elbląską SM „Sielanka”, do której należało administrowanie pawilonem przy ul. Teatralnej. Jak doszło do prywatyzacji, nie miałam pieniędzy, żeby go wykupić. Do Elbląga przyjechał dyrektor fabryki w Wasilkowie, inwestującej przed laty swoje pieniądze w budowę pawilonu i w rozmowie z władzami spółdzielni, w której uczestniczyłam, stwierdził, że fabryka rezygnuje ze zwrotu kosztów budowy pawilonu, a w zamian prosi o zagwarantowanie utrzymania w nim sklepu „Merino”. „Sielanka” na to przystała, ustaliła wysokość czynszu, a ja terminowo go opłacałam. Być może to sprawiło, że wysokość opłat za najem rosła z roku na rok. W końcu poinformowałam spółdzielnię, że rezygnuję z tego lokalu i proszę o tydzień czasu na likwidację i przeniesienie sklepu o kilkadziesiąt metrów dalej. Niestety, otrzymałam tylko dwie doby na tę operację, pomimo, że przez tyle lat systematycznie opłacałam czynsz, na własny koszt malowałam pomieszczenia, naprawiałam dach. To najbardziej gorzkie z doświadczeń, jakie miałam w ciągu trzydziestu lat działalności handlowej.
Życie toczy się dalej
- Większość fabryk polskiego przemysłu lekkiego, znanych na świecie z doskonałej jakości produkcji, na fali zbyt drastycznych przemian gospodarczych została pozamykana - mówi Anna Golik. - Doprowadziło do tego przede wszystkim zamknięcie handlu tymi wyrobami z Rosją i brak zbytu na krajowym rynku. Czesi byli w tych działaniach bardziej racjonalni i u nich ta gałąź przemysłu rozkwita. Długoletnia współpraca z polskimi producentami w naszym przypadku jest utrzymywana. Są jeszcze w Polsce nieliczne fabryki, które po prywatyzacji utrzymują wysoką jakość wyrobów. Życie toczy się dalej, następuje zmiana pokoleń naszych klientów, a my nasz jubileusz czcimy pracą i staraniami, by nie zawieść elblążan. Oby tylko starczyło zdrowia i spokoju, bo zadowolenia z naszej pracy nie brakuje.