Nadzieja przyszła za późno. Olimpia znów bez punktów

Spotkanie już przed pierwszym gwizdkiem miało swój ciężar. Ciężar tabeli i wyników z innych stadionów. Nie sposób było uciec od świadomości, że wynik meczu z GKS-em poprowadzi albo ku oddechowi, albo ku dusznej końcówce sezonu. W przypadku potknięcia Olimpia wchodziłaby w strefę z wyraźnym widmem spadku. Zwycięstwo byłoby niczym uchylone okno w dusznym pokoju. Wystarczyło je tylko otworzyć.
Żółto-biało-niebiescy zaczęli w nieco przemeblowanym wydaniu. Maciej Tobojka dostał szansę od pierwszej minuty, bo już wcześniej, przeciwko Mławiance, po wejściu na boisko potrafił dać impuls. Tym razem miał nadać rytm od początku. Zabrakło natomiast Bartosza Winklera, który swoje minuty zbierał w rezerwach. Taki ruch zawsze coś mówi.
Sam mecz układał się pod dyktando gospodarzy, GKS Bełchatów narzucił ton tej opowieści. Już w 14. minucie Olimpia mogła zostać rozbrojona. Sytuacja sam na sam, ale Wojciechowski zachował się bezbłędnie. Interwencja pewna, zdecydowana, dająca chwilę złudnego spokoju. Złudnego, bo piłka nożna nie znosi długiego wytchnienia. Dwie minuty później wszystko zostało dopieszczone. Dośrodkowanie precyzyjne jak cięcie skalpelem, ruch w polu karnym niemal podręcznikowy i strzał głową Jakuba Bartosińskiego, przy którym bramkarz był już bezradny. Kłopoty Olimpii.
Niestety elblążanie grali słabo. Ponownie nie byli w stanie stworzyć jakiegokolwiek zagrożenia pod bramką rywala. Na domiar złego padł drugi gol. W 58. minucie Adam Dębiński oddał strzał i zrobiło się fatalnie. Wojciechowski być może był zasłonięty, ale pozostaje wrażenie, że mógł interweniować lepiej. Kłopoty Olimpii narastały.
Ożywienie po stronie elblążan jednak w końcu przyszło. W 67. minucie składna akcja zakończyła się dobrym strzałem Kozery, ale bramkarz gospodarzy zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Niewątpliwie oglądaliśmy minuty, w których Olimpia przejmowała inicjatywę i coraz odważniej szukała bramki kontaktowej, zresztą w końcu się udało. Kondracki zagrał jeszcze z własnej połowy, piłkę przejął Kołoczek, dośrodkował w pole karne, a tam najprzytomniej zachował się Kozera. Elblążanie ruszyli dalej, rzucili wszystko na jedną kartę, próbując odrobić straty. Otworzyli się i narazili na kontrataki. GKS Bełchatów miał swoje okazje, ale za każdym razem Wojciechowski stawał na wysokości zadania. Do czasu. W ostatniej akcji meczu padł cios ostateczny. Nikodem Powroźnik zamknął spotkanie.
Olimpia w formie dramatycznej. Piąta porażka z rzędu. Do końca sezonu pozostało pięć spotkań, ale przy takiej dyspozycji wizja IV ligi przestaje być straszakiem, a zaczyna być realnym scenariuszem
GKS Bełchatów - Olimpia Elbląg 3:1 (1:0)
bramki: 1:0 - Bartosiński (16. min.), 2:0 - Dębiński (58. min.), 2:1 - Kozera (82. min.), 3:1 - Powroźnik (90+8 min.)
Olimpia: Wojciechowski - Szczudliński (90+3 Dettlaff), Wierzba, Czernis (77’ Marucha), Pek, Sznajder, Czapliński (90+3 Laszczyk), Tobojka (46’ Kondracki), Kołoczek, Krawczyk (46’ Karbownik), Kozera