UWAGA!

----

Szkoła życia przy Agrykola. Historia Józefa Bujko

 Elbląg, Józef Bujko i Jakub Czyżak
Józef Bujko i Jakub Czyżak (Fot. Mateusz Bryl)

Spotkanie z trenerem Józefem Bujko, będące częścią nowej inicjatywy Olimpii „Poniedziałki z historią”, miało w sobie coś z otwierania starej, dobrze przechowanej kroniki. Być może kartki są już zapisane od dawna, ale historie wciąż pulsują życiem. Spotkanie nie było zwykłą rozmową o piłce, było bardziej opowieścią człowieka, który przeszedł przez niemal wszystkie jej stadia.

Już na początku trener cofnął słuchaczy do swoich pierwszych kroków. Jak wspominał, zaczynał „jako trampkarz w Polonii Elbląg, na boisku Krakusa”. Tam kształtował się jego charakter, tam uczył się pokory wobec futbolu.

– Grało się w swoich trampkach, w swoich spodenkach. Sprzętu nie było, ale była chęć i była pasja – mówił, kreśląc obraz realiów, które dziś mogą wydawać się niemal niewyobrażalne.

Szczególną rolę w jego opowieści odegrał moment powstania nowego rozdziału w historii elbląskiej piłki, czyli połączenie Polonii z Turbiną w 1959 r. i narodziny Olimpii.

– Powstał nowy klub, koledzy zaczęli chodzić, ja do nich dołączyłem i tak to się zaczęło – wspominał bez patosu, ale z wyczuwalnym sentymentem.

To właśnie w tym środowisku dojrzewał jako zawodnik, a później już jako trener.

Z dużą swobodą i naturalnością trener wracał do anegdot, które nadawały spotkaniu lekkości, ale jednocześnie budowały jego autentyczność. Opowieść o meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa z 1966 roku, gdy był kapitanem Olimpii, zapadała w pamięć.

– Boisko było wywałowane, jak stół. Ziemia, żadnej trawy. Oni byli zaskoczeni” – opowiadał.

Równie barwnie przedstawił kulisy organizacyjne tamtego spotkania od dziwnie zaaranżowanych szatni po gest rywala, który zrezygnował z części wpływów z meczu, bo warunki Olimpii biły biedą po oczach.

Jeszcze większy ciężar emocjonalny niosły wspomnienia z 1986 roku, gdy jako trener prowadził Olimpię przeciwko Legii.

– Prowadziliśmy 1:0. Gdyby padła druga bramka, a mieliśmy stuprocentową sytuację, to wygralibyśmy – mówił, jakby wciąż analizował tamte sekundy.

W jego głosie nie było żalu, raczej refleksja i świadomość, jak cienka bywa granica między sukcesem a niespełnieniem. To właśnie mecze z Legią najchętniej przeżyłby jeszcze raz, jako piłkarz i trener.

Ważnym wątkiem była także droga trenerska. Jak sam przyznał, nie była wynikiem wielkich planów, ale naturalnym następstwem boiskowego życia.

– Nie myślałem o tym grając. Dopiero po zakończeniu kariery zaczęło się to rodzić – wspominał.

Swoje pierwsze trenerskie kroki stawiał w Barkasie Tolkmicko, aby później, dzięki namowie działaczy przede wszystkim Franciszkowi Wiśniewskiemu, wrócił do Elbląga i na stałe związał się z Olimpią.

W jego wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewała filozofia pracy, oparta na prostocie i zaufaniu do piłkarskich podstaw.

– Dużo zajęć z piłką. To było najważniejsze – podkreślał. Jednocześnie zwracał uwagę, jak zmienił się futbol: – Dziś jest więcej taktyki, mniej luzu. A piłka potrzebuje swobody, żeby była przyjemna dla oka.

Wypowiedź zdawała się być nie tylko oceną współczesności, ale też pewnym credo człowieka wychowanego w tamtych realiach.

Nie zabrakło także refleksji nad przemianami, które dotknęły klub w latach 90. Trener wrócił do trudnego okresu, gdy Olimpia próbowała ratować się na różne sposoby. Jak wspominał, pojawiały się próby prowadzenia działalności handlowej m.in. sprzętem sportowym, dresami i innymi towarami.

– Były takie próby, żeby klub się utrzymał. Handel, różne rzeczy… ale to długo nie mogło funkcjonować – mówił.

W jego słowach nie było jednak rozczarowania, raczej spokojna refleksja człowieka, który widział te wydarzenia z bliska. Wspominał okres problemów finansowych, doraźnych rozwiązań i narastającego kryzysu, którego nie dało się już zatrzymać.

Cennym elementem spotkania były również obserwacje dotyczące zawodników. Bujko podkreślał znaczenie indywidualnych umiejętności i odwagi na boisku:

– Jeżeli zawodnik nie wygra jeden na jeden, to ciężko wygrać mecz.

Wspominał przy tym piłkarzy, którzy potrafili „zrobić różnicę”.

Na koniec rozmowa przybrała bardziej osobisty ton. Na pytanie o znaczenie Olimpii w jego życiu odpowiedział krótko, ale wymownie: „To szkoła życia”. I w istocie, słuchając tej opowieści, trudno było nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z człowiekiem, który przez dekady niósł ze sobą doświadczenie nie tylko sportowe, ale i ludzkie.

Konkludując, jedni idą przez życie z lekkim plecakiem wspomnień, inni niosą ze sobą ciężką walizkę historii. Dzisiejszy gość bez wątpienia należy do tej drugiej grupy.

qba

Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Bo kiedyś był duch walki a teraz to duchy latają po boisku.
  • Wraz z odejściem Jana Kierno i słynnym sprzedawaniu meczy przez słynnego później trenera i spadku z wtedy drugiej ligi zaczął się upadek sekcji piłki kopanej. Później było tylko gorzej. I niestety z wątkami alkoholu, kryminalistów, oszustów.... Smutna to historia od Klubu gdzie miasto szło po ulicach po meczach śpiewając piosenki o piłkarzach i klubie po kolejne spadki i wstyd. Można książkę napisać. Będzie to niezły kryminał. A tytuł proponuję, ,historia pierwszej łapówki-"
  • Wole wspominać te dobre chwile z panem Kierno i trenerem Łazarkiem, a było ich niemało i Olimpia potrafiła wtedy zagrać na równi z każdym. Mam to szczęście, że akurat wtedy byłem czynnym kibicem i miałem z tego wiele chwil radości i dumy. I mój śpiew też niósł się ulicami miasta, kiedy fetowaliśmy historyczny awans do drugiej ligi (obecnie pierwsza). Młodość i radość ze spotkań na Agrikola i fajne wspomnienia.
  • Józef Bujko. Moim zdaniem zdecydowanie najlepszy trener w historii Olimpii. To On jako. trener trzykrotnie wprowadził Olimpię do 2ligi a było to wtedy zaplecze obecnej ekstraklasy. Nie było nikogo takiego i chyba już nigdy nie będzie.
  • W latach osiemdziesiatych i poczatku dziewięćdziesiątych gdy za strzelenie bramki byl tucznik w prezencie dzialy sie rzeczy wielkie a wódka plynela strumieniami po meczach. Byla grupa bankietowa i domownicy. To byly czasy i te mecze jakies bardziej ciekawe. Znalem sklad Olimpii na pamięć a teraz znam moze dwóch zawodników. I te ksywy Skała Szabelka Losiu Sielu Latawiec Wujo Maciuś Nowogród Kwiatek Zetor Misza Centek Buczek Filon Fijar Piernik Szczur pozniej Byczek Zawadzior Dzejson Góral Boniek Gruby Mlynek Wylup Zoltar Gucio Hyzio Tybur Cebi Jajo Pele Leper Nadol no i wielu innych ale niestety nie pamietam wszystkich
  • Kiedyś w latach 78-88 lubiłem chodzić na treningi Olimpii. Pamiętam jak piłkarze(nie wszyscy) po treningach chodzili na rożno przy basenie na 1 lub 2 browarki. Można było pogadać o odbytych i nadchodzących meczach. Wtedy im to nie przeszkadzało i walczyli w każdym meczu i gryźli trawę.
  • Wtedy piwo było w zakładach pracy. I nie było w tym nic złego. Ludzie wiedzieli co można, a czego nie.... A sportowcy to byli sportowcy, a nie męty i nieudacznicy. Pod koniec lat 80 ważniejsze się stało czy nieudacznik jest synkiem prezesa spółdzielni i wtedy tatuś załatwiał kopanie w renomowanym klubie że Starego Pola. I tak właśnie zaczynał się upadek sportu w mieście i okolicach.... Wyobraźcie sobie, że później alkoholików i kryminalistę dopuszczano do pracy z dziećmi. I to były te błędy sekcji kopanej....
  • Parę wpisów jest dziwnych! Dziękuję że mogłem trenować pod Pana trenera okiem! Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!
Reklama