UWAGA!

----

Do 15 lipca w mieście usunięto prawie że wszystkie zwłoki

To kolejny opis wydarzeń 1945 roku w Elblągu. Jego autorami są elbląscy lekarze - Barbara Pisarek i Bolesław Szatrański. W przededniu 10 lutego przypominamy rok 1945 w Elblągu, oddając głos historykom i kronikarzom. Dziś fragment artykułu elbląskich lekarzy o tym, jak wyglądał Elbląg w 1945 r. i o początkach tworzenia elbląskiej służby zdrowia.

„Pod koniec 1944 r. w Elblągu było ok. 150 tys. ludności, w tym ok. 50 tys. stałych mieszkańców, liczni uchodźcy z Prus Wschodnich, przesiedleńcy, jeńcy różnych narodowości, zatrudnieni w przemyśle robotnicy przymusowi i inni. Na początku 1945 r., na wieść o zbliżającym się froncie, rozpoczęły się indywidualne wyjazdy Niemców do Rzeszy. Część z nich rozproszyła się po okolicznych wsiach, zwłaszcza na Wysoczyźnie Elbląskiej. W czasie walk o miasto przebywało w nim ok. 10 tys. cywilów. Po zakończeniu walk do miasta ściągały tłumy ludzi - wyniszczonych głodem, stresem wojennym, wycieńczonych długą wędrówką (m.in. ze wschodu), szukających w mieście szansy na zdobycie środków do życia: żywności, elementarnych warunków sanitarnych, pomocy medycznej. Zastali morze gruzów, dogorywające pożary, bandy rabusiów i szabrowników oraz penetrujących miasto żołnierzy radzieckich. Często dochodziło do rozbojów i gwałtów.
     O skali zagrożenia epidemiologicznego może świadczyć liczba zgonów wśród ludności - od wyzwolenia miasta do końca 1945 r. odnotowano ich 1100, a są to niepełne dane ówczesnego Urzędu Stanu Cywilnego. Liczne były zgony związane z działaniami wojennymi i chorobami. Olbrzymim zagrożeniem epidemiologicznym była znaczna ilość niepogrzebanych zwłok zmarłych i zabitych.
     Miasto, po zalaniu Żuław, straciło lądową komunikację z Gdańskiem. Ogromny problem stanowiło dowiezienie żywności (głównie z południa - z Grudziądza, Brodnicy i Torunia) a także zaopatrzenie w wodę do picia. Katastrofalny stan sanitarny nieuchronnie prowadził do szerzenia się chorób zakaźnych. Pod koniec marca i w kwietniu wybuchła w Elblągu epidemia tyfusu plamistego; szalał dur brzuszny, czerwonka, choroby weneryczne. [...]
     W pierwszych tygodniach po wyzwoleniu (w lutym i marcu 1945 r.) opiekę lekarską sprawował szpital wojskowy Armii Radzieckiej, do którego dostęp ludności cywilnej był wprawdzie ograniczony, jednak wielu mieszkańców Elbląga zawdzięczało życie i zdrowie lekarzom rosyjskim. Niemiecka służba zdrowia nie ujawniała się, nie licząc pojedynczych lekarzy i sióstr zakonnych, którzy zgłosili się do pracy w polskim szpitalu - zorganizowano go w budynku szkolnym przy ul. Traugutta 93. W zapewnieniu obsady lekarskiej ewidentnej pomocy udzielił mjr lekarz Osipow (do końca czerwca 1945 r.).
     13 kwietnia 1945 r. przybył do Elbląga mgr farmacji Aleksander Szałek. Z braku lekarzy - Polaków podjął się on administrowania Szpitalem Miejskim, ale kiedy 21 kwietnia przybył do miasta dr Stanisław Netzer, to jemu powierzono Szpital. Oficjalną działalność Szpital rozpoczął w ostatnim tygodniu kwietnia. Mieściły się w nim oddziały: wewnętrzny, zakaźny i weneryczny. [...]
     Oddział weneryczny posiadający 150 łóżek początkowo prowadzony był przez lekarzy radzieckich (do 30 czerwca), a funkcjonował do maja 1946 r.
     Z fragmentarycznych danych udało się ustalić, że oddział zakaźny w maju 1945 r. został przeniesiony z pomieszczeń przy ul. Traugutta 93 do budynku mieszkalnego przy ul. Trybunalskiej 11. Z zachowanego raportu wiadomo, że oddział miał 170 łóżek i przebywało w nim 150 ciężko chorych na tyfus, w tym kilkunastu Polaków, którzy byli umieszczani w oddzielnych salach i mieli nieco lepsze wyżywienie. [...]
     Pierwsze udokumentowane w zapiskach ambulatorium utworzono przy ul. Traugutta 93, w budynku szpitala. W tym czasie na terenie miasta przebywało tylko około 300 Polaków, ale wkrótce ich liczba zaczęła szybko wzrastać w wyniku akcji osiedleńczej. [...]
     Od sierpnia 1945 r. trwała akcja przymusowych szczepień przeciw durowi brzusznemu. Początkowo spotykała się ona z obojętnością i niezrozumieniem mieszkańców; przez trzy miesiące zaszczepiono tylko 3 tys. osób. Dopiero wprowadzenie sankcji w postaci niewydawania kart żywnościowych i nieprzydzielenia mieszkań dało efekty - do 20 grudnia zaszczepiono blisko 9 tys. osób na 10 tys. podlegających temu obowiązkowi. Zarządzono także przegląd lekarski kobiet w wieku 15-50 lat w celu wykrycia chorób wenerycznych. [...]
     Z tych miesięcy zachowała się relacja naczelnika Wydziału Zdrowia dr Gadulskiego, w której opisuje pierwsze tygodnie pracy elbląskiej służby zdrowia. Oto jej obszerne fragmenty:
     „Miasto - śródmieście zniszczone, po walkach masę zwłok znajduje się nie tylko w domach, mieszkaniach, piwnicach, ale i w ogrodach. Przy odwrocie Niemcy zerwali tamy, gdzie też dużo ludzi zginęło. W ciągu działalności od kwietnia do 15 lipca br. w mieście usunięto prawie że wszystkie zwłoki, za wyjątkiem przypadkowo znajdowanych zwłok przysypanych w piwnicach. W porozumieniu z władzami portu i władzami wojskowymi rosyjskimi energicznie oczyszcza się zatokę i port z olbrzymiej ilości zwłok zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych. Gruzy z ulic uprzątnięto. [...] Elbląg cierpi na tzw. brak lekarstw. Lekarstwa pozostały albo zniszczone, albo wyszabrowane i wywiezione, albo też zabrane przez władze rosyjskie. Osiedlanie się lekarzy Polaków utrudnia brak przydziału odpowiednich mieszkań. W związku z pojawieniem się wypadków duru plamistego zwracam się do Ministerstwa Zdrowia o przysłanie surowicy i szczepionki nie tylko dla Polaków, ale i dla Niemców, by w ten sposób zabezpieczyć napływową ludność polską przed konieczną stycznością z chorymi Niemcami lub przydzielonymi mieszkaniami, w których leżeli chorzy na tyfus, i zapobiec szerzeniu się epidemii.” [...]
     Zainicjowana została nowa faza walki z durem brzusznym. Na posiedzeniu ordynatorów i kierowników przychodni (16 listopada 1945 r.) miasto Elbląg podzielono na 12 rejonów. Jeden lekarz opiekował się dwoma rejonami. W rejonie działał patrol sanitarny z kolumną dezynfekcyjną (pielęgniarka epidemiologiczna, dezynfektor i pomocnik), wykonywali oni prace sanitarne w wykrytych ogniskach tyfusowych. Lekarze zostali zobowiązani do kontroli zgłaszanych przypadków lub podejrzeń zachorowania na tyfus, do przeprowadzenia akcji zmobilizowano cały personel lekarski i pielęgniarski. Wprowadzono przymusową hospitalizację chorych zakaźnych.
     W tej akcji (trwającej do końca 1945 r.) dokonano przeglądu 1944 domów, wykonano 1500 zabiegów dezynfekcyjnych, stwierdzono 300 przypadków wszawicy i około 100 przypadków świerzbu. Znaleziono 220 zwłok niepogrzebanych, wykopano i przeniesiono na cmentarz 651 zwłok. Oczyszczono także rzekę Elbląg i rzeczkę Kumielę.
     Nadmienić w tym miejscu należy, że w Elblągu przebywało wtedy około 10 tys. Polaków i nadal około 15 tys. Niemców.”
     
     Tekst jest fragmentem pracy Barbary Pisarek i Bolesława Szatrańskiego „Medycyna Elbląska w latach 1945-2000. Ludzie i wydarzenia”, opublikowanej w specjalnym numerze „Rocznika Elbląskiego” pod redakcją prof. Andrzeja Grotha. Wybór i skróty - PD. Książkę można jeszcze kupić w elbląskim Muzeum.
oprac. PD

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • (. .. ) Ojca nie można było od razu pochować, ponieważ panował siarczysty mróz a zmarznięta ziemia pokryta była warstwą śniegu. Matka Jürgena, wraz z inną kobietą, owinęły więc zabitego w dywan i przeniosły zwłoki do ogrodu, gdzie pozostawiono je pod gruszą. Okazało się, że pochówek był możliwy dopiero w marcu, kiedy to (. .. ) postanowił wraz z Jürgenem pochować zabitego na cmentarzu św. Anny, przy dzisiejszej ul. Agrykola. Z wielkim trudem wykopali szpadlem i haczką w głęboko zamarzniętej ziemi niezbyt głęboki grób. Zmęczeni i zmarznięci udali się po zwłoki na ulicę Chopina, ale było już zbyt ciemno, więc postanowili, że pochowają zamordowanego następnego dnia. Tak też zrobili, ale gdy zawieźli na sankach zwłoki zawinięte w dywan, ze zdumieniem stwierdzili, że w wykopanej mogile pochowano już kogoś innego, a spod przysypanych grud ziemi wystaje dłoń pochowanej kobiety! Wykorzystując doświadczenia z poprzedniego dnia, wykopali nowy grób i wreszcie pochowali zabitego. Po kilku miesiącach Jürgen postawił na grobie ojca drewniany krzyż z wypalonym napisem: Ernst Haese 5.12.1898 – 9.2.1945.- --- Więcej czytaj w lutowym wydaniu "Magazynu Elbląskiego".
  • pół roku wczesniej Ernst Haese pewnie zabijał ludnosc cywilna podczas powstania warszawskiego, a potem wysadzał maisto w powierze, a potem wypedzał tych co ocaleli, ale niestety o tych jego chwalebnych wyczynach rodzinka nie pamietała, dlatego pomineła to w swoim pamietniczku. Niemieckie szwidle historyczne przekraczaja maire przyzwoitości, z ukarania katów robi się dramaty ludzkie, a przeciez gdyby ci Niemcy byli tacy dobrzy to usunęliby hitlera od władzy, dlaczego tego ci uczciwii Niemcy nie zrobili?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    pisarczyk(2008-02-06)
  • Jak jeszcze Polska rządzili komuniści, to wiele ludzi chcialo ich odsunac od wladzy, ale nie bylo to takie proste i trwalo wiele lat. A jak komus umrze ojciec - chocby byl najwiekszym lobuzem - to co ma z nim zrobic? Nie pochowac go? Dac psom do jedzenia? "Panie, chroń mnie od nienawiści, od pogardy chroń mnie, Boże" (Zbigniew Herbert)
  • a przez kogo ci komuniści rzadzil w Polscei? przez Niemców, przez ich ciagła pogardę do innych nacji, w tym do Polaków, przez ten idiotyczny pęd do naprawiania świata poprzez krzywdy innych, a do mogiły kazdy powinien mieć prawo, ale nie róbmy z takich "historyjek" z katów ofiar, . .. .. a co maja powiedzieć ludzie których bliskich dzięki takim "cywilizowanym i czułym" Niemcom, spalono w kominach krematoriów, albo ci którzy stracili bliskich w kanałach Warszawy? Niemcy sa ostatni w kolejce to wypisywania takich tkliwych historyjek, ostatni absolutnie, a wypisywanie ich po polsku to prowokacja wręcz, aby wzbudzic współczucie pisza jezykiem podludzi? szok,
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    polopokta(2008-02-06)
  • Każdy ma swoją historię - małą. prywatną. I Polak, i Niemiec. Nie rozumiem, dlaczego Niemiec powinien cicho siedziec i nie wspominać, jak ojca chował. PS. Komunizmu w Polsce nie zaprowadzili Niemcy, tylko Rosjanie. A na Polskę we wrześniu napadły wojska i Hitlera i Stalina!!!!
  • a. jest w pewnej nieścisłości (albo źródło, które cytuje) - cmentarz św. Anny, największy w przedwojennym Elblągu to obecnie park im. Trauguta, do Agrykoli jeszcze jest kawałek drogi
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    MirCrow(2008-02-07)
  • MirCrow - mylisz się na 50%. Zajrzyj np. do Planu Elbląga wydanego przez "Truso Verlag" w 1992 roku. Przy dzisiejszej ulicy Agrykola (d. Jahn-Straße) znajdowały się następujące cmentarze (idąc w stronę ul. Kosciuszki): Cmentarz Św. Anny (nowy), Cmentarz Mennonicki, dalej przerwa, którą wypełnia dzisiaj cmentarz żołnierz armii sowieckiej - i na końcu cmentarz Św. Mikołaja. Natomiast po prawej stronie dzisiejszej ul. Traugutta (d. Äußerer Mühlendamm) znajdował się stary cmentarz Św. Anny, a dalej w stronę ul. Kwiatowej cmentarz Św. Marii.
  • (. .. ) "po utracie ojca zatrzymał się z matką i dziadkami w przepełnionym od dachu po piwnice domu (. .. ) przy ulicy Kopernika 20.Dzisiaj znajduje się tutaj siedziba Towarzystwa Mniejszości Niemieckiej w Elblągu. Wraz z dziadkami spali początkowo w pomieszczeniu piwnicznym, obok którego na kupie koksu leżały dwa ciała zabitych i nie pochowanych Niemców". Więcej - czytaj w lutowym wydaniu "Magazynu Elbląskiego".
  • Wnawiązaniu do kilkudniowych wypowiedzi dot. 63 rocznicy zrobiła się ładna kaszana. Ale przynajmniej część piszących w tamtej sprawie ma rację. A i tak nie rozstrzygnięto sporu -czy było wyzwolenie, czy coś innego.
  • Pisarczyku trochę przesadziłeś. Po upływie tylu lat od tamtych wydarzeń, myśląc, że i ty nabrawszy mądrości życiowej powinieneś w takich sprawach być bardziej powściągliwy. Wojna to jest wielkie nieszczęście ludzkości i bardzo złudnym sposobem rozwiązywania problemów. Podsycana dwustronną propagandą czyni z ludzi zwierzętami. Przyroda też wytworzyła taką podgrupę pewnych gatunków, które ją oczyszczają. Mrówki. sępy, szakale itd. A, że zmarłych ludzi trzeba grzebać to wiesz. Chęć odwetu tamtych lat poszła zbyt daleko, a czemu jeszcze tkwi tego to ja nie rozumiem.
  • czekam na wstrząsajace opisy pochowania zwłok adolfa i jego kobity, no prosze zamiescić, na pewno łza w niejednym oku sie zakreci na mysl jaka wielka tragedia dosiegła tych biednych ludzi, w jakims leju podpaleni razem z psem, ach co za smutek, co za szkoda,
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    drasmaturg(2008-02-07)
  • Z niektórych wypowiedzi widać, że ta dyskusja o 63 elbląskiej rocznicy była potrzebna. Jak widać to miasto nie ma ciągłości historycznej i kulturowo społecznej. Jest smutniejsze od stalinowskiej Nowej Huty. Pozbawione polskiej inteligencji nie może podnieść się z popiołów. Wszystko tu rozpoczyna się mniej więcej około roku 1949.Przywiezieni z różnych stron wyrobnicy robili co mogli, tyle na ile ich było stać. W dniu dzisiejszym to nawet się cofamy. Nie ma nic. Kiedyś były mistrzowskie tytuły, turbiny, piwo. Całe szczęście, że z tych symboli miasta od czasu do czasu słyszymy Biskup Elbląski. To jest chyba jedyne, co pozwala w centralnej Polsce przypomnieć ludziom gdzie leży Elbląg. Elblągu obudż się leżysz w Europie. W której możesz tak jak dawniej świecić pięknym nadbałtyckim światłem.
Reklama