UWAGA!

----

Dzikie życie w Sydney

 Elbląg, Olga Lesz opowiadała o swojej podróży do Australii
Olga Lesz opowiadała o swojej podróży do Australii (fot. dk)

Spotkania z cyklu „Podróże dalekie i bliskie – opowieści elblążan” regularnie organizowane przez Bibliotekę Elbląską zaskarbiły sobie sympatię wielu elbląskich miłośników podróżowania. Wczoraj (24 kwietnia) w filii nr 5 Biblioteki Elbląskiej przy ulicy Rodziny Nalazków pasjonaci turystki mogli wysłuchać wrażeń z podróży po Sydney Olgi Lesz, która spędziła w tym odległym o tysiące kilometrów od Elbląga mieście całe trzy dni.

Choć trzy dni to zdecydowanie za mało, by skorzystać ze wszystkich atrakcji oferowanych przez tak wielkie miasto, Olga Lesz, z zawodu przedszkolanka, przywiozła z podroży ogrom wrażeń. A oprócz nich także sporo ciekawych rekwizytów, wśród nich bumerang wykonany przez prawdziwego Aborygena, aborygeński instrument muzyczny czy aborygeńskie dzieło sztuki w postaci obrazu. Od polskiego małżeństwa zamieszkałego w Australii dowiedziała się, że Australijczycy są narodem raczej zamkniętym. Inaczej jest jednak podczas różnego rodzaju świąt. Wtedy to Australijczycy wylegają na ulice, chcąc spędzić je wspólnie z innymi. A spędzają je najczęściej na plaży, bo jak wiadomo klimat australijski sprzyja świętowaniu na świeżym powietrzu. Jest ciepło, a nawet gorąco.
       - Podczas podróży poznałam małżeństwo Polaków od dziesięciu lat mieszkające w Sydney – mówi Olga Lesz. – Dowiedziałam się od nich, że to miasto jest bardzo przyjazne, ale zamknięte. Jednak gdy są święta narodowe lub święta tradycyjne jak Boże Narodzenie, na które ja tam trafiłam, wszyscy ludzie stają się przyjaciółmi. Nie spędzają świąt tak jak my. Nie kultywują wszystkich tradycji, tylko spędzają święta na plaży. Pakują wszystko, co się da do podręcznej lodówki, ubierają krótkie spodenki i 24 grudnia idą na plażę, by świętować wraz z innymi. Kiedy kończą się święta, wracają do porządku dziennego i znów każdy żyje tylko dla siebie.
       Leżące nad Pacyfikiem Sydney posiada aż 30 plaż. Wizytówką miasta jest Opera House, kompleks budynków, których dach pokryty jest płytkami ceramicznymi, lśniącymi pod wpływem promieni słonecznych. Kompleks, który powstał w ciągu 16 lat, kosztował 102 mln dolarów. Australijskie ceny to nie lada wyzwanie dla portfela przeciętnego Polaka. Samo wejście do opery to koszt do 150 dolarów. Jedną z atrakcji miasta jest Ogród Chiński, w którym z kolei można poczuć klimat dalekiej Azji. Pani Olga i jej córka paradując w chińskich strojach czuły się w nim iście po królewsku. Okazuje się, że nawet w tak wielkiej aglomeracji, jaką jest Sydney, można spotkać dziką zwierzynę. W zoo „Wild Life” można spotkać kangura, emu czy misia koala, a nawet zwierzęta pogłaskać. Spotkanie pierwszego stopnia ze zwierzęciem nie zawsze kończy się miło. O tym mogła przekonać się nasza podróżniczka, kiedy to koala odcisnął na jej ramieniu swoje pazurki. Koala to zwierzęta niezwykle leniwe, te bardziej żywotne przesypiają tylko 20 godzin na dobę, inne potrafią spać do 23 godzin.
       Niezwykłym przeżyciem dla podróżniczki była podróż w leżące pod Sydney Góry Błękitne, których nazwa pochodzi od parującego olejku eukaliptusowego tworzącego błękitną mgiełkę nad górami. Tu pani Olga zetknęła się z prawdziwym Aborygenem, od którego nabyła ręcznie wykonany bumerang. Podróż w Góry Błękitne to także przejażdżka bardzo stromą kolejką, chatki, które sto lat temu zamieszkiwali górnicy (w górach tych przed laty wydobywano węgiel) oraz bogactwo nietypowej dla nas fauny i flory.
      
dk

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • Każda podróż jest niezwykła i inspirująca. A jeśli można się podzielić wrażeniami i pamiątkami w szerszym gronie to cudowne uczucie można przeżywać ponownie wracając wspomnieniami do tego miejsca.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    olajoh(2013-04-25)
  • aż 3 dni ?? wow-szaleństwo !! to może ktoś opowie o wycieczce do Egiptu, gdzie spotkał "prawdziwych potomków faraonów" i mógł kupić prawdziwe egipskie pamiątki. .. .. :P (proszę dobrze poszukać metki MADE IN CHINA) oj mam wrażenie, że gdyby Pani Olga zboczyła troszkę z tej turystycznej ścieżki i poznałaby Sydney, takie jakie jest naprawdę. .. .
  • Aata - po co ta zazdrość. Sympatyczne spotkanie, ludzie się dzielą swoimi wrażeniami, a i o Egipcie czemu nie - jeżeli byłeś/ byłaś zgłoś się do biblioteki - przyjdę na Twoje spotkanie.
  • A może akurat w Sydney tylko 3 dni, a ilość wrażeń wystarczająca, aby o tym opowiedzieć szerszemu gronu? Byłaś/eś na tym spotkaniu?
Reklama