Mała szkodliwość?
Każdy z nas zna lub ma w rodzinie osobę starszą - babcię, dziadka, rodziców, albo niepełnosprawną fizycznie, której przysługuje możliwość parkowania w specjalnie wyznaczonych miejscach. Ale jak wyegzekwować od sprawnych kierowców, by nie zajmowali tych miejsc.
Za korzystanie z miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych ludzie starsi i niepełnosprawni musieli zapłacić, wykupując kartę z upoważnieniem do stawania na tzw. miejscach z wózeczkiem.
Aby przekonać się, jak nagminne jest zajmowanie stanowisk z wózeczkiem przez osoby do tego nieupoważnione, wystarczy udać się na parking przy którymś z naszych hipermarketów.
Zagadnięty przeze mnie „ochroniarz”, który dyżuruje na parkingu przy markecie, z nieskrywanym zażenowaniem powiedział mi, że kierowcy nie reagują na ich uwagi, by nie parkować na miejscach dla niepełnosprawnych. Co gorsze, uświadomił mnie, że kiedy powiadamiał o tym Straż Miejską, ta odmawiała przyjazdu z powodu „małej szkodliwości czynu”!
Kto ma w rodzinie osobę starszą lub chorą, dobrze wie, że czasem te kilka metrów do przejścia robi różnicę i że stanowiska, za korzystanie z których trzeba było zapłacić, są szersze po to, by mógł obok samochodu zmieścić się wózek.
Zadaję więc pytanie: czy naszego społeczeństwa nie stać już ani na współczucie, ani na działanie zgodne z prawem, choćby w ramach dobrego wychowania? Czy dojdziemy do tego, że będzie trzeba robić zdjęcia i wbrew ustawie publikować dane właścicieli często luksusowych aut, którym po prostu nie chce się parkować na właściwym miejscu?
Na pewno spotkali się Państwo z takimi sytuacjami. Wielu kierowców zachowuje się właściwie, ale co zrobić ze zdrowymi „wygodnickimi”?
Aby przekonać się, jak nagminne jest zajmowanie stanowisk z wózeczkiem przez osoby do tego nieupoważnione, wystarczy udać się na parking przy którymś z naszych hipermarketów.
Zagadnięty przeze mnie „ochroniarz”, który dyżuruje na parkingu przy markecie, z nieskrywanym zażenowaniem powiedział mi, że kierowcy nie reagują na ich uwagi, by nie parkować na miejscach dla niepełnosprawnych. Co gorsze, uświadomił mnie, że kiedy powiadamiał o tym Straż Miejską, ta odmawiała przyjazdu z powodu „małej szkodliwości czynu”!
Kto ma w rodzinie osobę starszą lub chorą, dobrze wie, że czasem te kilka metrów do przejścia robi różnicę i że stanowiska, za korzystanie z których trzeba było zapłacić, są szersze po to, by mógł obok samochodu zmieścić się wózek.
Zadaję więc pytanie: czy naszego społeczeństwa nie stać już ani na współczucie, ani na działanie zgodne z prawem, choćby w ramach dobrego wychowania? Czy dojdziemy do tego, że będzie trzeba robić zdjęcia i wbrew ustawie publikować dane właścicieli często luksusowych aut, którym po prostu nie chce się parkować na właściwym miejscu?
Na pewno spotkali się Państwo z takimi sytuacjami. Wielu kierowców zachowuje się właściwie, ale co zrobić ze zdrowymi „wygodnickimi”?
mk