Teraz ja - Mam maturę. Co dalej?

Właśnie zakończył się okres studniówek, przed tegorocznymi maturzystami trzy miesiące wzmożonej pracy. Ostatnie powtórki i wreszcie nadejdzie ten długo wyczekiwany okres – matury. A co później? Z pewnością zadajecie sobie pytanie, co będę w życiu robił, gdzie będę pracował?
Mam maturę. Teraz w mojej głowie kłębi się milion pomysłów. Iść na studnia, spróbować znaleźć pracę, czy otworzyć własną działalność.
Niestety, pracy nie dostanę, ponieważ średnie wykształcenie nie jest wystarczającym atutem dla pracodawców. Na otworzenie własnej działalności nie mam wystarczającego kapitału. W tej chwili coraz poważniej zastanawiam się na wyborem kierunku studiów. No właśnie i tu kolejny problem.
Po jakich studiach bez problemu znajdę pracę? To jest bardzo trudne pytanie. Obecnie najbardziej prosperującymi kierunkami są: biotechnologia, chemia, fizyka, matematyka, informatyka i ochrona środowiska. Ale kto wie, jak to będzie za pięć lat, kiedy skończę studia.
W związku z tym, że wymienione wyżej specjalności są tzw. kierunkami zamawianymi, to mam szansę dostać stypendium w wysokości 1000 zł miesięcznie, które pokryłoby część kosztów związanych z wynajęciem stancji. Przyznam szczerze, że to może działać motywująco. Z drugiej strony zastanawiam się, czy dam radę? Przecież np. matematyka nie należy do najłatwiejszych.
Nie ma co się zastanawiać. Bez ukończenia studiów mogę pożegnać się z dobrze płatną pracą, więc lepiej zainwestować we własne wykształcenie, chyba, że do końca życia będę żył na garnuszku rodziców.
Niestety, pracy nie dostanę, ponieważ średnie wykształcenie nie jest wystarczającym atutem dla pracodawców. Na otworzenie własnej działalności nie mam wystarczającego kapitału. W tej chwili coraz poważniej zastanawiam się na wyborem kierunku studiów. No właśnie i tu kolejny problem.
Po jakich studiach bez problemu znajdę pracę? To jest bardzo trudne pytanie. Obecnie najbardziej prosperującymi kierunkami są: biotechnologia, chemia, fizyka, matematyka, informatyka i ochrona środowiska. Ale kto wie, jak to będzie za pięć lat, kiedy skończę studia.
W związku z tym, że wymienione wyżej specjalności są tzw. kierunkami zamawianymi, to mam szansę dostać stypendium w wysokości 1000 zł miesięcznie, które pokryłoby część kosztów związanych z wynajęciem stancji. Przyznam szczerze, że to może działać motywująco. Z drugiej strony zastanawiam się, czy dam radę? Przecież np. matematyka nie należy do najłatwiejszych.
Nie ma co się zastanawiać. Bez ukończenia studiów mogę pożegnać się z dobrze płatną pracą, więc lepiej zainwestować we własne wykształcenie, chyba, że do końca życia będę żył na garnuszku rodziców.