Opieka, za którą nie ma ceny

- Mąż nie porusza się samodzielnie, przepraszam za porównanie, ale jest jak kłoda drewna – wydaje mi się, że waży trzy razy więcej, niż w rzeczywistości. Chwała Bogu, że po prostu coś takiego jak hospicjum istnieje, nie wyobrażam sobie opieki nad mężem bez ich pomocy – mówi pani Bernadetta. Odwiedziliśmy pana Wojciecha Jezierskiego i panią Jadwigę, pacjentów, którzy korzystają w swoich domach z pomocy opiekunów medycznych. Ta forma hospicyjnego wsparcia może funkcjonować niemal wyłącznie z przekazanych przez nas darowizn. Zapotrzebowanie na nią, jak pokazuje życie, jest ogromne. Zdjęcia.
Był taki dzień
Pana Wojciecha do łóżka – już niestety na zawsze – położyło stwardnienie zanikowe boczne.
- Pewnego dnia leciutko opadł mu kącik ust, miał też delikatne problemy z mową. Te pierwsze objawy choroby były w kwietniu, a już miesiąc później z majówki, spędzanej w domu nad jeziorem, karetka zabrała go prosto do szpitala. Od tego momentu minęły trzy lata, dziś mąż potrzebuje całodobowej opieki – mówi pani Bernadetta.
Pan Wojciech dziś już nie mówi, nie rusza samodzielnie żadną częścią ciała, z żoną porozumiewa się wzrokiem: spojrzenie w lewo – oznacza tak, w prawo oznacza nie. Słyszy i wszystko rozumie. Gdy pytam go, czy mogę napisać, kim był całe zawodowe życie, kieruje spojrzenie w lewo. Żona potwierdza. – Tak, oczywiście, proszę napisać – mówi pani Bernadetta.
Pan Wojciech Jezierski przez 28 lat był samorządowcem, członkiem Rady Gminy Elbląg, był jej przewodniczącym, jest Honorowym Obywatelem Gminy Elbląg.
- Znała go pani dobrze, ale teraz nie poznała? No cóż, choroba bardzo zmienia, a dotknąć może każdego z nas. Mąż zanim zachorował był bardzo towarzyski, dowcipny, lubił ludzi. Jak szliśmy na balety, to obtańcowywał wszystkie kobiety. Czasem byłam na to zła. Jesteśmy razem 53 lata, a teraz najgorsza jest ta moja bezsilność, że nic nie mogę zrobić, nie mogę pomóc. Obecnie nawet na chwilę nie wychodzę z domu, chyba żeby wyrzucić śmieci. Mąż jest podłączony do respiratora, nawet nie rusza palcem u ręki, czy u nogi, nie porusza nawet głową. W opiece nad nim pomagają mi anioły, gdyby nie one, to nie wiem, co by z nami było - mówi pani Bernadetta.
Dziesięć aniołów do pomocy
Anioły - to dziesięć pań opiekunek medycznych z Hospicjum Elbląskiego im. Aleksandry Gabrysiak. Pomagają i wspierają we wszystkim pana Wojciecha i jego rodzinę. Nie do przecenienia jest ich rola w pracy zespołu hospicjum domowego i zapewnieniu kompleksowej opieki paliatywnej pacjentowi w jego naturalnym środowisku.
- Dziesięć, ale oczywiście na zmianę. Są jednak sytuacje, gdzie trzy osoby jednocześnie. Mąż nie porusza się samodzielnie, przepraszam za porównanie, ale jest jak kłoda drewna – wydaje mi się, że waży trzy razy więcej, niż w rzeczywistości. Chwała Bogu, że po prostu coś takiego jak hospicjum istnieje, nie wyobrażam sobie, opieki nad mężem bez ich pomocy – mówi pani Bernadetta.
Opiekun medyczny to bezpłatna forma opieki i w całości opłacana przez Stowarzyszenie na rzecz Hospicjum Elbląskiego ze środków pochodzących z 1,5 procent podatku, darowizn oraz realizowanych projektów. Kim są opiekunowie medyczni?
- To osoby odpowiednio wykształcone, z dużym doświadczeniem, przygotowane do pracy z osobami ciężko chorymi. Jednak o sile tej opieki nie decydują wyłącznie kwalifikacje. Ta praca wymaga nie tylko wiedzy, ale także dużej odporności emocjonalnej – mówi dr Wiesława Pokropska, dyrektor elbląskiego hospicjum.
Jak mówią pracownicy hospicjum, opiekunom medycznym powierza się swoją intymność. Jednak przede wszystkim pomagają w codziennej pielęgnacji i czynnościach opiekuńczych, wspierają pacjentów i ich bliskich w domach, często są jedynymi osobami, z którymi można spokojnie porozmawiać, co ważne budują relacje oparte na zaufaniu, uważności i poczuciu bezpieczeństwa.

Pan Wojciech przez 28 lat pracował w lokalnym samorządzie, fot. Anna Dembińska
"Za chwileczkę będziemy"
Z pomocy opiekunów medycznych korzysta między innymi pani Jadwiga, która jest jedną z podopiecznych hospicjum domowego. Choruje onkologicznie od kilku lat. Wcześniej z rakiem zmagał się mąż.
- Na początku czułam wielką awersję do tego całego tego hospicjum, bo słyszałam bardzo złe opinie. Miałam do nich uprzedzenie: tam nie dbają, nie ma higieny, idzie się umrzeć i to w niezbyt fajnych warunkach. I tak trzymałam męża rękami i nogami, żeby był w domu. Jednak nadeszła taka noc, taki wstrząs, taki przełom. Mąż miał 40 stopni gorączki, majaczył, sikał pod siebie. Byłam w domu sama. I proszę pani, straciłam po prostu głowę, straciłam cały rezon, jaki miałam. Mąż był cały mokrusieńki, chciałam mu zmienić bieliznę. Pociągnęłam go, nogi spadły na podłogę, tułów został na tapczanie. Byłam przerażona, nie wiedziałam, co mam zrobić. Miałam ten telefon do hospicjum. Nie, nie zadzwonię, myślałam. Nie, nie oddam go w życiu, nie oddam go do hospicjum! Niech umiera w domu. Jednak przyszedł o 2. w nocy taki moment krytyczny. Zadzwoniłam, bałam się, że mnie zbędą. Gdy opowiedziałam, co się dzieje, usłyszałam: za chwileczkę będziemy – opowiada pani Jadwiga.
Mąż pani Jadwigi zmarł w hospicjum, jak podkreśla godnie, otoczony specjalistyczną opieką, dobrem i empatią. Dziś ona jest pod opieką zespołu hospicjum domowego, którego tak ważną częścią są opiekunowie medyczni.
- Zrobią wszystko, co trzeba, a nawet więcej. Ja jestem, proszę pani może sama, ale nie samotna. Mam cudowną opiekę i mówię: jeśli kiedyś znajdziecie się w podobnej do mojej sytuacji, nie wahajcie się i korzystajcie z pomocy hospicjum – mówi pani Jadwiga.
Zapotrzebowanie duże, pieniędzy mało
Taką formę wsparcia elbląskie hospicjum mogłoby z powodzeniem rozwijać. Życie pokazuje, jak ogromne jest na nią zapotrzebowanie. Przeszkodą jest po prostu brak pieniędzy. Dodatkowa piecza opiekunów medycznych w domach pacjentów nie jest finansowana przez NFZ. Jest to forma wsparcia, którą w całości opłaca stowarzyszenie ze środków pochodzących z 1,5 procenta podatku, darowizn oraz realizowanych projektów.
- Główną barierą dalszego rozwoju tej formy opieki są środki finansowe. Potrzeby są znacznie większe, niż możliwości. Dlatego tak ogromne znaczenie ma dla nas przekazywany 1,5 proc. podatku, wsparcie darowiznami oraz zaangażowanie ludzi, którzy chcą pomagać – podkreśla dyrektor dr Wiesława Pokropska.
Przykładowo - hospicjum realizowało roczny projekt ze środków Fundacji Biedronki, gdzie na opiekę opiekunów medycznych przeznaczono 250 tys. zł, a rzeczywisty koszt wsparcia przekroczył 400 tys. zł. Różnica mogła zostać pokryta wyłącznie dzięki środkom własnym stowarzyszenia, pochodzącym z 1,5 proc podatku, darowizn i innych form wsparcia.
W 2024 roku Hospicjum Elbląskie otaczało łącznie opieką - we wszystkich formach wsparcia, które oferuje - 1053 pacjentów.