
Sto rodzin w Tolkmicku poważnie ucierpiało na skutek powodzi 28 lipca, a władze gminy musiały z własnego budżetu wydać ponad 720 tys. zł na usuwanie jej skutków. Mieszkańcy zapowiadają wystąpienie z pozwem zbiorowym przeciwko Państwowemu Gospodarstwu Wodnemu Wody Polskie. Są rozżaleni, ponieważ kilkakrotnie prosili o zajęcie się oczyszczaniem zaniedbanego koryta rzeki Stradanki. - Osoby za to odpowiedzialne zostały rozliczone, w ten sposób został odwołany nasz dyrektor Zarządu Zlewni w Elblągu – mówiła podczas sesji (28 sierpnia) Rady Miejskiej w Tolkmicku Joanna Borycka, zastępca dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu.
„Cóż ja mogę powiedzieć”
Wielkie emocje towarzyszyły ostatniej sesji Rady Miejskiej w Tolkmicku. Odbyła się ona z udziałem mieszkańców, którzy od obecnych na niej przedstawicieli PGW Wody Polskie chcieli otrzymać odpowiedź na pytanie: dlaczego ich apele o oczyszczanie koryta rzeki Stradanki nie zostały wysłuchane. Ich zdaniem mogło to zapobiec tak dużemu rozmiarowi powodzi. Ucierpiało w niej poważnie sto rodzin, a gmina z własnego budżetu musiała wyłożyć ponad 720 tys. zł na usuwanie jej skutków. To nie koniec, bo liczenie strat nadal trwa.
- Obfite opady deszczu spowodowały wystąpienie niemal wszystkich rzek i cieków wodnych na ternie naszej gminy. Powódź spowodowała ogromne starty w infrastrukturze w Tolkmicku, Suchaczu i Nadbrzeżu. Poważnie ucierpiało około 100 rodzin. Wciąż trwa liczenie i szacowanie strat w mieniu komunalnym i prywatnym, do czego powołana została odpowiednia komisja. Przez wiele dni walczyliśmy o ustabilizowanie koryta rzeki Stradanki, usuwaliśmy skutki zalań i podtopień, wykonując zadania w trybie kryzysowym. Z tego tytułu nasz budżet został obciążony dodatkowymi wydatkami rzędu ponad 720 tys. zł, przy rezerwie kryzysowej 137 tys. zł. Dziękuję strażakom, pracownikom urzędu, gminnych jednostek, radnym, przedsiębiorcom, żołnierzom WOT i mieszkańcom za pomoc w usuwaniu skutków powodzi – mówił Józef Zamojcin, burmistrz Tolkmicka.
Na sesję zaproszono zastępcę dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu Joannę Borycką oraz kierownika Nadzoru Wodnego w Braniewie Łukasza Jaroszewskiego. Okazuje się, że dotychczasowy dyrektor Zarządu Zlewni w Elblągu został odwołany. Dlaczego? Przytoczmy jedną z dyskusji pomiędzy przewodniczącym Rady Miejskiej w Tolkmicku a kierownikiem Nadzoru Wodnego w Braniewie.
- My wcześniej monitowaliśmy, że rzeka Stradanka jest zaniedbana, nie jest bagrowana, czyszczona, mocno zaniedbane jest jej ujście. Czy państwo chcielibyście się do tego jakoś ustosunkować? – mówił Sylwester Rosół, przewodniczący Rady Miejskiej w Tolkmicku.
- Cóż ja mogę powiedzieć? Też mogę tylko współczuć mieszkańcom, że zdarzyła się rzecz katastrofalna. Próbowałem cały czas tutaj ruszyć tę rzekę, ale w pewnym momencie trafiłem na mur, którego nie mogłem przebić po prostu. W tej chwili jest otwarcie przetargu, mamy badanie ofert, jeszcze coś na tej rzece tutaj podziałamy i tyle – wyjaśniał Łukasz Jaroszewski, kierownik Nadzoru Wodnego w Braniewie.
- Czy może pan rozwinąć myśl? Co to za mur, którego nie można przebić? – dopytywał przewodniczący.
- Murem była osoba w postaci dyrektora, który został już odwołany ze stanowiska i tyle – mówił Łukasz Jaroszewski.
- Ja wiem, że mieszkańcy szykują tutaj pozew zbiorowy i pewnie ubezpieczalnie zwrócą się do państwa z pozwem, jeżeli w jednoznaczny sposób wykażą, że to z państwa strony, zarządzającego tą rzeką, Wód Polskich, były zaniedbania, więc będą drogi procesowe. Jak to się ma do tych 720 tys. zł? Nie bardzo mi się uśmiecha, abyśmy musieli ich szukać. Bo to pan burmistrz stanął na wysokości zadania i wynajął dwie firmy prywatne, państwo jako trzeci się też dołączyli, za co wam chwała, do bagrowania tej rzeki, ale już po fakcie. Czy poczuwacie się do tego, by nas wesprzeć? – pytał przewodniczący Rady.
- Ja w tej kwestii głosu zabrać już nie mogę. Jestem na najniższym szczeblu, to nie jest moja decyzja – odpowiedział Łukasz Jaroszewski.

„To była spychotechnika”
Mieszkańcy podawali przykłady, z których wynika, iż prosili o zajęcie się zaniedbanym korytem Stradanki. Halina Rakowska-Bramowicz pismo w tej sprawie wysłała do Wód Polskich w 2023 roku. Reakcję na jej apele nazywa spychotechniką.
- Pisałam do Wód Polskich dwa lata temu, w 2023 r. Jedno z pism było o tym, że tak zaniedbanego koryta rzeki nie pamiętam, a mieszkam od początku w Tolkmicku. Odpowiedzi były przeróżne. Generalnie nazwałabym to spychotechniką. Dostawałam odpowiedzi z Braniewa, Elbląga i na koniec końców w 2023 roku przyjechała ekipa, wykosiła trzciny po moich interwencjach i nawet ich nie wybrała. Koryto rzeki za czasów kiedy byłam dzieckiem było bardzo wysoko podniesione, były robione murki oporowe. Nie dlatego, że ktoś miał widzimisię, tylko że było realne zagrożenie. W tym piśmie napisałam, że rzeczka sprawia wrażenie strumyka, ale jest bardzo niebezpieczna i powoływałam się na poprzednią powódź. Żadnej reakcji typu: dobrze zastanowimy się, zbadamy temat. Nie, po prostu zwykła spychotechnika. Teraz mamy problem i zrobię wszystko, żeby Wody Polskie odpowiedziały finansowo. To są rzeczy karygodne – mówiła Halina Rakowska-Bramowicz, mieszkanka Tolkmicka.
Kolejna z mieszkanek Barbara Chrząszcz dopytywała, czy Wody Polskie są ubezpieczone na skutek wylania rzeki Stradanki.
- Jak Wody Polskie widzą problem odszkodowań dla ludzi i remont tej naszej rzeczki? – pytała pani Barbara.
- Na temat ubezpieczenia to nie powiem, bo szczerze powiem, że nie wiem. Trzeba by pytać wyżej, w RZGW – wyjaśnił Łukasz Jaroszewski.
- To ja tego nie rozumiem, jak może pan nie wiedzieć? To kogo mamy na następną sesję zaprosić, by odpowiedział na nasze pytania? – chciała wiedzieć mieszkanka.
- Na pewno nie mnie, bo jestem tutaj na samym dole – skwitował to pytanie Łukasz Jaroszewicz.
- To dlaczego Wody Polskie przysłały nam osoby tutaj nieodpowiednie, niekompetentne w tej sprawie – nie odpuszczała tego wątku pani Barbara.
- Każdy u nas jest odpowiedzialny za coś. Ja nie odpowiadam za jakieś ubezpieczenia – udzielił odpowiedzi Łukasz Jaroszewicz.
„Czy możecie przestać kłamać?”
Radna gminy Iwona Rywelska dopytywała, czy w Wodach Polskich było jakieś spotkanie, na którym analizowano skutki powodzi. Podkreśliła też, że bezskutecznie dopominała się o harmonogram prac, które będą prowadzone na Stradance, Olszance i Grabiance.
- Nie wierzę w to, że po takim zalaniu jakiego doświadczyliśmy my, Nadbrzeże, Suchacz, nie mieliście państwo spotkania przedstawicieli dyrektorów i nie omawialiście tej sytuacji. Na pewno macie jakieś spostrzeżenia, jakieś decyzje były. Musicie coś wiedzieć. Czy was w Wodach Polskich też obowiązuje taki sam przepływ informacji, że jeżeli dostajecie jakieś pismo, to na to pismo w ciągu dwóch tygodniu odpowiadacie? Wie pan, że najpierw wysłałam maila do pana, później pismo w formie papierowej. Czy moglibyście chociaż raz, tak szczerze wysłać harmonogram prac? Ani razu państwo nie przesłaliście harmonogramu prac, jaki byłby prowadzony na tych rzeczkach, Stradanka, Olszanka, Grabianka. Zapewnia pan nas, że rzeczka nie tylko będzie wykoszona, ale odmulona. Po czym odpisuje mi pan na pismo, że koparka nie może czyścić rzeczki, ponieważ znajduje się tam cenna flora, fauna. Czy możecie choć raz przestać kłamać, bo kłamstwa są dla ludzi ciężkie do przetrawienia. Pisma, które były pisane w lipcu i w lipcu zostaliśmy zalani. Nie było na nie żadnego odzewu. Zero zrozumienia – mówiła radna Rywelska.
Dyrektor traci stanowisko
Obecna na sesji zastępca dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu Joanna Borycka poinformowała, że „odpowiedzialne osoby zostały rozliczone”.
- Mieliśmy taką sytuację popowodziową, kiedy osoby za to odpowiedzialne zostały za to rozliczone, w ten sposób został odwołany nasz dyrektor Zarządu Zlewni w Elblągu. Nie wiem, czy to jest jakieś pocieszenie dla państwa. Bardzo współczuję, staramy się tej sytuacji zaradzić i przede wszystkim wyciągać wnioski na przyszłość, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. Pan kierownik ma przesłać harmonogram prac, które będą wykonywane na państwa terenie – mówiła Joanna Borycka.
Jednocześnie podkreśliła, że przyczyny powodzi są wielopoziomowe.
- Wszyscy razem musimy się zastanowić przede wszystkim jakie były przyczyny tej powodzi. One były wielopoziomowe. To nie tylko kwestia tego że, rzeka nie była prawidłowo utrzymana. Powodzie błyskawiczne są powodziami, które po prostu są, deszcze nawalne spadają, owszem ta odpowiedzialność nasza jest w tym wymiarze, zdaję sobie z tego sprawę. Wcześniej kierownik mówił o tym murze, który my mieliśmy i taka sytuacja była, ja tego nie neguję, wręcz absolutnie to potwierdzam. Pan kierownik wielokrotnie zgłaszał się do pana dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu, właśnie z tym, że jest taka sytuacja, prosi o wsparcie techniczne. Tak było, mamy na to potwierdzenie w dokumentach, które są dokumentami publicznymi. Nie chcę nikogo tłumaczyć, pamiętajmy, że my również jesteśmy ograniczeni bardzo mocno finansowo – wyjaśniała Joanna Borycka.
„Zlewnia to bardzo adekwatne słowo”
Przewodniczący Rady Miejskiej w Tolkmicku zaznaczył, że zwolnienie jednej, czy kilku nawet osób, nie rozwiązuje problemu mieszkańców.
- Po co tworzyć państwową instytucję Wody Polskie, która nie ma budżetu na wykonywanie zadań, do jakich jest powołana. To tak, jakbym otworzył sobie przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne, a nie miał koparki czy pracowników. Trochę absurd – mówił przewodniczący Rady.
Radny Paweł Koszyński dopytywał o to, czy, a jeśli tak to kiedy, przy Stradance wykonano inne prace, niż tylko wykaszanie?
- W ubiegłym roku zrobiłem plan prac na 3,5 mln zł, z tego dostałem 300 tys. zł. Ja wtedy przygotowując dokumentację przetargową muszę się dopasować do tych pieniędzy, które otrzymuję. I dlatego nie wszystkie rzeczy, o które każdy wnioskuje, jestem w stanie wsadzić. Żeby gdzieś coś dać, ja muszą skądś zabrać. I tak się błędne koło zamyka u mnie – tłumaczył Łukasz Jaroszyński.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Jakie konkretnie działania prewencyjne zostały podjęte. Żadne? - dopytywał dalej radny Koszyński.
- To znaczy - zawsze coś tam staramy się udrożnić. Zawsze stawiam jakąś tam koparkę, która coś tam pokopie. Chodzą ludzie i ręcznie wyciągają i usuwają zatory. Tutaj było dużo pism na temat murków. Nie posiadam takich środków, żeby z nimi coś zrobić. To mi cały czas przechodzi na lata kolejne i tyle – wyjaśnił kierownik Łukasz Jaroszyński. I dodał: - Ja przekładam plan do Zarządu Zlewni, ten plan idzie do RZGW i z RZGW do Warszawy. Kasę dzieli KZGW w Warszawie. Dostajemy budżet taki i ja muszę się do niego dopasować .
- Myślę, że "zlewnia" jest to bardzo adekwatne słowo – o takie podsumowanie pokusił się przewodniczący Rady Miejskiej w Tolkmicku.
„Można kandydować”
Dyskusja podczas sesji była długa, zapis z przebiegu jej całości jest dostępny na stronie UMiG w Tolkmicku. My zapytaliśmy rzecznika prasowego RZGW w Gdańsku o powody odwołania dyrektora Zarządu Zlewni w Elblągu.
- Nie mam za wiele w tej sprawie do powiedzenia. Dyrektorów Zarządów Zlewni powołuje i odwołuje prezes Wód Polskich i na tym szczeblu zapadła decyzja. Nie podano publicznie uzasadnienia. Jeśli chodzi o konkurs na stanowisko:
https://www.gov.pl/web/wody-polskie/nabory-na-stanowiska-dyrektorow3
można kandydować. Oczywiście ciągłość zarządzania jednostką jest utrzymana, Zarządem kieruje zastępca odwołanego dyrektora – odpisał nam Bogusław Pinkiewicz.