Rower kontra reszta miasta (opinia nadesłana)

Zdaję sobie sprawę z konfliktu, który trwa od lat. Kierowcy nie lubią pieszych i rowerzystów, rowerzyści kierowców, piesi rowerzystów. Antagonizm między tymi grupami jest coraz silniejszy, szczególnie, że przybywa osób poruszających się zarówno na dwóch, jak i czterech kołach.
Sama bywam każdą ze stron sporu. Jestem matką-Polką z wózkiem i dzieciakiem plączącym się pod nogami, rowerzystką i byłam bardzo długo także panią-kierującą jak ujmująco nazwał mnie raz pewien policjant. Dlatego próbuję rozumieć wszystkie trzy strony.
A jednak! Niestety coraz częściej widzę, że im większa moda na rower, im więcej mówi się o dobroczynnym wpływie pedałowania (bez obrazy) tym pewniejsi czują się cykliści. Niestety, nie zawsze łączy się to z korzyścią dla pozostałych uczestników konfliktu.
Rowerzyści, bardzo ekologiczni osobnicy, nie smrodzą, nie powodują kłopotów z powietrzem, nie zajmują miejsc parkingowych. Zalety tego, że poruszają się na dwóch kółkach można by wymieniać dość długo. Jednak obawiam się, że fakt, iż w pewien sposób stają się (a mogę i powiedzieć, stajemy się, sama wsiadam wszak na rower) grupą uprzywilejowaną, to ruch cyklistów zaczyna narzucać swoje warunki. Jest to jeszcze zazwyczaj niegroźne, ale nie zawsze. Doskonale rozumiem apele o ścieżki rowerowe, sama wyślę list dziękczynny prezydentowi, gdy ten sprawi, iż Elbląg będzie miastem przyjaznym rowerzystom (a nie jest). Jednak póki co, nie mamy idealnych warunków. Ani dla pieszych, ani dla kierowców, ani dla rowerzystów. Trzeba więc jakoś w tej nie zawsze idealnej rzeczywistości wspólnie funkcjonować.
Obawiam się jednak, że niektórzy rowerzyści przekonani, że skoro drogi są nie wystarczająco bezpieczne, ścieżek rowerowych brak, mogą wdzierać się na chodniki. Nie twierdzę, że wszyscy, jednak wiem, iż problem staje się coraz bardziej poważny. Szczególnie młodzi ludzie brawurowo wykonują slalomy na zatłoczonych chodnikach zupełnie nie przejmując się idącymi nimi pieszymi. Moje dziecko osobiście padło ofiarą takiego miłośnika prędkości i zostało potrącone przez rower. Oczywiście, jadący na nim chłopak nie zatrzymał się, a policja rozłożyła bezradnie ręce „Gdyby go pani złapała...” .
Oczywiście, każda matka idąca z dzieckiem na spacer zostawi ryczącego malucha na środku chodnika i będzie lecieć za pędzącym wyrostkiem na rowerze, żeby chwycić go za kark i zaprowadzić w ręce policji... Niestety, takich sytuacji jak opisana wyżej przeze mnie jest coraz więcej! Często spotyka się rowerzystów jeżdżących z dużą prędkością po chodnikach i uważam, że jest to duże zagrożenie dla pieszych. Sama w roli rowerzystki wolę jeździć po ulicy, gdyż auta (wbrew pozorom) są dla mnie pewniejsze. One są przewidywalne. Nie skręcą raptownie, nie wykonają nieoczekiwanego manewru, jakiego może dokonać pieszy. Nie zatrzymają się zupełnie nagle, nie zmienią kierunku jazdy. Z drugiej strony wiem, że samochód jest niebezpieczny dla mnie, a ja dla niego jestem raczej przeszkodą niż równoprawną użytkowniczką drogi. Trudno. Mam prawo poruszać się po jezdni i kierowcy muszą to jakoś przeżyć. Po chodniku jednak – nie, chyba, że warunki atmosferyczne mnie do tego zmuszą, o czym można poczytać w kodeksie.
Reasumując, myślę, że policja chwaląc rowerzystów powinna jednocześnie przypominać im, że nie są królami dróg i chodników. Że mają prawa, ale i obowiązki, a także i zakazy. O tym również, iż oni mogą być bardzo niebezpieczni. Mój dzieciak tylko trochę popłakał, ale traumę ma do dziś. Co by było, gdyby rowerzysta potrącił go z silniejszą mocą? Nie. Nie będę się zastanawiać. Ale wy spróbujcie.
A jednak! Niestety coraz częściej widzę, że im większa moda na rower, im więcej mówi się o dobroczynnym wpływie pedałowania (bez obrazy) tym pewniejsi czują się cykliści. Niestety, nie zawsze łączy się to z korzyścią dla pozostałych uczestników konfliktu.
Rowerzyści, bardzo ekologiczni osobnicy, nie smrodzą, nie powodują kłopotów z powietrzem, nie zajmują miejsc parkingowych. Zalety tego, że poruszają się na dwóch kółkach można by wymieniać dość długo. Jednak obawiam się, że fakt, iż w pewien sposób stają się (a mogę i powiedzieć, stajemy się, sama wsiadam wszak na rower) grupą uprzywilejowaną, to ruch cyklistów zaczyna narzucać swoje warunki. Jest to jeszcze zazwyczaj niegroźne, ale nie zawsze. Doskonale rozumiem apele o ścieżki rowerowe, sama wyślę list dziękczynny prezydentowi, gdy ten sprawi, iż Elbląg będzie miastem przyjaznym rowerzystom (a nie jest). Jednak póki co, nie mamy idealnych warunków. Ani dla pieszych, ani dla kierowców, ani dla rowerzystów. Trzeba więc jakoś w tej nie zawsze idealnej rzeczywistości wspólnie funkcjonować.
Obawiam się jednak, że niektórzy rowerzyści przekonani, że skoro drogi są nie wystarczająco bezpieczne, ścieżek rowerowych brak, mogą wdzierać się na chodniki. Nie twierdzę, że wszyscy, jednak wiem, iż problem staje się coraz bardziej poważny. Szczególnie młodzi ludzie brawurowo wykonują slalomy na zatłoczonych chodnikach zupełnie nie przejmując się idącymi nimi pieszymi. Moje dziecko osobiście padło ofiarą takiego miłośnika prędkości i zostało potrącone przez rower. Oczywiście, jadący na nim chłopak nie zatrzymał się, a policja rozłożyła bezradnie ręce „Gdyby go pani złapała...” .
Oczywiście, każda matka idąca z dzieckiem na spacer zostawi ryczącego malucha na środku chodnika i będzie lecieć za pędzącym wyrostkiem na rowerze, żeby chwycić go za kark i zaprowadzić w ręce policji... Niestety, takich sytuacji jak opisana wyżej przeze mnie jest coraz więcej! Często spotyka się rowerzystów jeżdżących z dużą prędkością po chodnikach i uważam, że jest to duże zagrożenie dla pieszych. Sama w roli rowerzystki wolę jeździć po ulicy, gdyż auta (wbrew pozorom) są dla mnie pewniejsze. One są przewidywalne. Nie skręcą raptownie, nie wykonają nieoczekiwanego manewru, jakiego może dokonać pieszy. Nie zatrzymają się zupełnie nagle, nie zmienią kierunku jazdy. Z drugiej strony wiem, że samochód jest niebezpieczny dla mnie, a ja dla niego jestem raczej przeszkodą niż równoprawną użytkowniczką drogi. Trudno. Mam prawo poruszać się po jezdni i kierowcy muszą to jakoś przeżyć. Po chodniku jednak – nie, chyba, że warunki atmosferyczne mnie do tego zmuszą, o czym można poczytać w kodeksie.
Reasumując, myślę, że policja chwaląc rowerzystów powinna jednocześnie przypominać im, że nie są królami dróg i chodników. Że mają prawa, ale i obowiązki, a także i zakazy. O tym również, iż oni mogą być bardzo niebezpieczni. Mój dzieciak tylko trochę popłakał, ale traumę ma do dziś. Co by było, gdyby rowerzysta potrącił go z silniejszą mocą? Nie. Nie będę się zastanawiać. Ale wy spróbujcie.