UWAGA!

----

Walczył o Żuławy

Czy żyją jeszcze elblążanie, którzy przyjechali do miasta w 1945 r., tuż po zakończeniu wojny lub na początku 1946 r., ale nie tylko jako repatrianci, ale jako przedstawiciele nowych władz Polski do tworzenia polskiej administracji? Jeśli tak, to tych pionierów jest z pewnością garstka. Do nich należał zmarły niedawno i pochowany na cmentarzu przy ul. Agrykola w ostatni dzień marca Aleksander Kurnatowski.

Aleksander Kurnatowski był wnukiem powstańca styczniowego zesłanego na Sybir. Urodził się w 1918 r. w Nerczyńsku, prawie pod chińską granicą, studiował na wydziale rolnictwa na Uniwersytecie Wileńskim. Do Elbląga przyjechał z żoną Marią i 10-miesięcznym synem Mieczysławem. Zaczął jako inspektor do spraw geodezji w starostwie elbląskim, został po niedługim czasie specjalistą od scalania ziemi, broniąc dobrych rolników na żyznych Żuławach przed zabieraniem im zbyt dużych - zdaniem ówczesnych władz partyjnych – gospodarstw. Pamiętają to do dziś wnukowie najlepszych gospodarzy.
     To tylko jedna z kartek kalendarza pracy Aleksandra Kurnatowskiego. Druga, nieco już aktualniejszą, mogłaby być walka (także z centralnymi władzami w stolicy) o przetrwanie Żuław w czasie groźnych powodzi. Wówczas pracował po kilkanaście godzin na dobę.
     Docenili to rolnicy podelbląskich wsi, postulując, mimo bezpartyjności Kurnatowskiego, o jego uhonorowanie. Został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, złotymi i srebrnymi medalami oraz odznaczeniami za zasługi dla powiatu, województwa elbląskiego i samego Elbląga, ale dopiero po trzydziestu kilku latach swej pracy, której w sumie było prawie pół wieku.
     Ostatnio elbląskie władze samorządowe, doceniając jego zasługi dla naszego regionu, podjęły decyzję finansowania (poza opłatą z emerytury) pobytu bardzo schorowanego Aleksandra Kurnatowskiego w ogólnopolskim Domu Kombatanta w Warszawie, gdzie zdążył być zaledwie dwa tygodnie. Mógł zamieszkać tam wcześniej, chociażby jako Sybirak, ale uważał, że nie należy się Mu Dom Kombatanta, bo są bardziej zasłużeni. Takim skromnym pozostał do ostatnich chwil życia, pragnąc być pochowanym w ukochanym Elblągu, w którym mieszkał 61 lat, dożywając sędziwego wieku 90 lat.
     Wychował jedynego syna, a gdy ów syn został dziennikarzem, zachęcał go do popularyzowania Elbląga w ogólnopolskich mediach, walki piórem i kamerą o ochronę przeciwpowodziową Żuław i powstanie elbląskiego portu.
     
     
Mieczysław Kurnatowski

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama