Teraz ja - Władze mają ważniejsze rzeczy na głowie

Rok 1521, 8 marca, wczesne godziny poranne. Pełniący nocną straż na elbląskich murach najemnicy udają się na spoczynek, zastępują ich mieszczanie. Kilka godzin później następuje krzyżacki atak na miasto. Trwa wojna z zakonem...
Zdobycie Elbląga, będącego po stronie króla polskiego, byłoby dla Krzyżaków znaczącym sukcesem militarnym. Atak na miasto zostaje jednak odparty. Do legendy przechodzi bohaterska postawa mieszczan i czyn piekarskiego czeladnika, który w ostatniej chwili opuszcza kratę w bramie, zamykając atakującym drogę do miasta. Obrońcy świętują zwycięstwo. Elbląg przez najbliższe kilkaset lat obchodzić będzie hucznie rocznicę tego wydarzenia, przyjmując ósmy dzień marca za swoje święto, święto miasta. Postać dzielnego piekarczyka staje się legendą. Władze Elbląga corocznie biorą udział w hucznych obchodach rocznicy, świętując wraz z mieszkańcami.
Rok 1772, 8 marca, Elbląg szykuje się do kolejnych obchodów „rocznicy piekarczyka”. W tym roku jednak znikła gdzieś radosna atmosfera tego dnia. Nie ma świętujących tłumów, toastów, przemówień i pochodów. Także i w Elblągu czuje się atmosferę zmian, końca pewnej epoki. Władze miasta biorą udział w obchodach, ale zaczynają mieć już ważniejsze sprawy na głowie niż frywolne rozrywki.
Rok 1990, 8 marca. Elbląg, podobnie jak cała Polska, oddycha już powietrzem wolności. Nie ma dyktatu Moskwy, nie ma wytycznych z Warszawy, elbląski pierwszy sekretarz nie ma już takiej władzy, jak kiedyś. Przyszło nowe. Niestety, to nowe najwyraźniej niewielką ma wiedzę historyczną o mieście i żaden szacunek dla jego tradycji i przeszłości. Kto by tam myślał o jakieś rocznicy... Obrona przed Krzyżakami? Święto miasta? Piekarczyk? Co, może jeszcze tego szkopa Balka na fontannę znowu? Daj pan spokój, władza ma ważniejsze sprawy na głowie, trza komunizm niszczyć, panie...
Rok 2011, 8 marca. Pamięć tak ważnych dla Elbląga wydarzeń sprzed 490 lat mają w głębokim ... poszanowaniu jedynie elbląscy historycy, muzealnicy i pasjonaci. Miasto, samorząd i władze przepuszczają kolejną okazję promowania Elbląga, zorganizowania kulturalnego wydarzenia. No tak, mają ważniejsze sprawy na głowie. Nadal.
Rok 2021, 8 marca. Telewizja ogólnopolska oprócz aktualnych, niezwykle ważnych spraw politycznych – jaki polityk nie lubi jakiego i dlaczego; oprócz tradycyjnej informacji o kwiatku dla pań w dzień ich święta; nadaje obszerne (wszak ile można o dniu kobiet, ile można słuchać gadających głów) transmisje z obchodów 500-lecia wielkiego święta Elbląga. Wieczorem zaś transmituje na żywo (bo to barwne, atrakcyjne i inne niż cała reszta akademii ku czci ósmego marca) spod Bramy Targowej widowisko światło-dźwięk, odtwarzające krzyżacki atak i mężną postawę mieszczan elbląskich. W inscenizacji biorą udział grupy odtwórcze z całego Pomorza i Warmii – wszak jest wiosna, jeszcze nie mają zatrudnienia pod Grunwaldem. Zaś pomiędzy kolejnymi aktami widowiska zawodowi lektorzy komentują przebieg zmagań z Krzyżakami oraz przedstawiają historię miasta. Dziesiątki tysięcy przed telewizorami i tysiące na żywo, oglądają widowisko. Elblążanie z dumą obserwując swojego prezydenta, wcielającego się w rolę dzielnego Piekarczyka.
Chociaż nie, w sumie, w roku 2021 elbląskie władze będą miały ważniejsze rzeczy na głowie niż jakieś tam święto miasta. Nawet jego okrągłą, liczącą pół tysiąclecia rocznicę. W czerwcu machnie się znowu jakiś koncert, wystawi budy z kiełbasą i też będzie dobrze. Zresztą, ten cały piekarczyk i tak gadał po niemiecku, więc nie ma co świętować.
Rok 1772, 8 marca, Elbląg szykuje się do kolejnych obchodów „rocznicy piekarczyka”. W tym roku jednak znikła gdzieś radosna atmosfera tego dnia. Nie ma świętujących tłumów, toastów, przemówień i pochodów. Także i w Elblągu czuje się atmosferę zmian, końca pewnej epoki. Władze miasta biorą udział w obchodach, ale zaczynają mieć już ważniejsze sprawy na głowie niż frywolne rozrywki.
Rok 1990, 8 marca. Elbląg, podobnie jak cała Polska, oddycha już powietrzem wolności. Nie ma dyktatu Moskwy, nie ma wytycznych z Warszawy, elbląski pierwszy sekretarz nie ma już takiej władzy, jak kiedyś. Przyszło nowe. Niestety, to nowe najwyraźniej niewielką ma wiedzę historyczną o mieście i żaden szacunek dla jego tradycji i przeszłości. Kto by tam myślał o jakieś rocznicy... Obrona przed Krzyżakami? Święto miasta? Piekarczyk? Co, może jeszcze tego szkopa Balka na fontannę znowu? Daj pan spokój, władza ma ważniejsze sprawy na głowie, trza komunizm niszczyć, panie...
Rok 2011, 8 marca. Pamięć tak ważnych dla Elbląga wydarzeń sprzed 490 lat mają w głębokim ... poszanowaniu jedynie elbląscy historycy, muzealnicy i pasjonaci. Miasto, samorząd i władze przepuszczają kolejną okazję promowania Elbląga, zorganizowania kulturalnego wydarzenia. No tak, mają ważniejsze sprawy na głowie. Nadal.
Rok 2021, 8 marca. Telewizja ogólnopolska oprócz aktualnych, niezwykle ważnych spraw politycznych – jaki polityk nie lubi jakiego i dlaczego; oprócz tradycyjnej informacji o kwiatku dla pań w dzień ich święta; nadaje obszerne (wszak ile można o dniu kobiet, ile można słuchać gadających głów) transmisje z obchodów 500-lecia wielkiego święta Elbląga. Wieczorem zaś transmituje na żywo (bo to barwne, atrakcyjne i inne niż cała reszta akademii ku czci ósmego marca) spod Bramy Targowej widowisko światło-dźwięk, odtwarzające krzyżacki atak i mężną postawę mieszczan elbląskich. W inscenizacji biorą udział grupy odtwórcze z całego Pomorza i Warmii – wszak jest wiosna, jeszcze nie mają zatrudnienia pod Grunwaldem. Zaś pomiędzy kolejnymi aktami widowiska zawodowi lektorzy komentują przebieg zmagań z Krzyżakami oraz przedstawiają historię miasta. Dziesiątki tysięcy przed telewizorami i tysiące na żywo, oglądają widowisko. Elblążanie z dumą obserwując swojego prezydenta, wcielającego się w rolę dzielnego Piekarczyka.
Chociaż nie, w sumie, w roku 2021 elbląskie władze będą miały ważniejsze rzeczy na głowie niż jakieś tam święto miasta. Nawet jego okrągłą, liczącą pół tysiąclecia rocznicę. W czerwcu machnie się znowu jakiś koncert, wystawi budy z kiełbasą i też będzie dobrze. Zresztą, ten cały piekarczyk i tak gadał po niemiecku, więc nie ma co świętować.