Wyszli na ulice, ale było ich mniej

Swój udział zadeklarowało około 360 osób. Jednakże deklaracje nie pokryły się z rzeczywistością – ulicami Elbląga przeszło o wiele mniej, bo około 60-70 osób. Dzisiejszy (22 marca) marsz był finałem akcji „Elbląg wychodzi na ulicę!”. Zobacz zdjęcia.
Swój udział (na jednym z portali społecznościowych) zadeklarowało ok. 360 osób. Jednakże podczas finału akcji „Elbląg wychodzi na ulicę!” pod Bramą Targową zjawiło się zdecydowanie mniej chętnych. Wśród tych, którzy przyszli byli zarówno ci młodsi elblążanie, jak i starsi, kibice piłkarscy, a także członkowie Grupy Referendalnej – razem około 60-70 osób.
– Marsz organizowany jest po to, aby pokazać niezadowolenie Polaków, w tym przypadku elblążan, z sytuacji politycznej w naszym kraju. Za tym idzie również niezadowolenie z sytuacji gospodarczej – mówiła 19- letnia organizatorka akcji, która chce pozostać anonimowa, gdyż jak mówi nie zależy jej na rozgłosie. – Ten marsz nie jest związany z polityką, wiem, że jestem łączona z PiS-em, z Ruchem Palikota, ale nie jestem z nimi związana w jakikolwiek sposób.
Dlaczego elblążanie zdecydowali się przyjść?
– Spodziewaliśmy się o wiele więcej osób. Przyszliśmy z ciekawości, ale także dlatego, żeby pokazać nasze niezadowolenie. Cały Elbląg jest rozkopany, inwestycji nie prowadzi się do końca, nie ma mostów, nie ma tramwajów – mówili Maciej i Ola.
– Boli mnie to, że przy obecnej sytuacji w naszym państwie, przy tym, że za rok, gdy skończę szkołę i pójdę do pracy, nie widzę dla siebie perspektyw, funkcjonowania w tym kraju jako obywatel i czuję, że jest nam potrzebna zmiana. Jestem tutaj po to, aby pokazać to tym, którzy nie przyszli, żeby się obudzili z letargu, w którym tkwimy – wyjaśniał Wojtek. – Najbardziej przeszkadza mi system gospodarczy, który mamy, to, że gdziekolwiek się nie ruszymy potrzebne są papierki czy kwity.
Na początku wygłaszanego manifestu organizatorka podziękowała tym, którzy mimo wszystko przyszli i dodała, że „jak się okazuje większość z nas jest konformistami”. W swoim wystąpieniu poruszyła wiele tematów.
– W Elblągu nie ma żadnych perspektyw, my w tym mieście niedługo umrzemy z głodu! Nie ma warunków rozwoju, wszystkie miejsca pracy są przepełnione. Żeby dostać się do lekarza trzeba zapisać się pół roku wcześniej. Czy o taką Polskę walczyli nasi przodkowie? Dlaczego tyle osób jest zdania, że nie należy się przejmować, bo i tak nic nie zdziałamy? – pytała młoda elblążanka. – Czy według Państwa którykolwiek z pomysłów obecnej władzy został spełniony? Czy taką Polskę nam obiecywano? Czy mimo obietnic, które nam składano mamy lepsze warunki? Czy Unia Europejska pomaga nam w ten sposób, w jaki obiecała? Unia Europejska chce „pochłonąć” nasz kraj, chce go podporządkować w taki sam sposób jak Stany Zjednoczone, Rosja czy Niemcy. Czy o to chodzi? Czy widzicie swoje perspektywy w tym mieście, kraju? Czemu tyle osób wyjeżdża do Anglii, Irlandii czy do Niemiec? Bo tam jest po prostu łatwiej. A gdzie jest łatwiej tam jest więcej ludzi. Służba zdrowia też nie pomaga, dla nich lepiej abyśmy umarli, niż żyli dalej, a oni musieli płacić za nasze zdrowie. Czy za to powinniśmy płacić podatki? 14 kwietnia w Elblągu odbędzie się referendum za odwołaniem rządów pana prezydenta, Grzegorza Nowaczyka. Mam nadzieję, że frekwencja na referendum będzie znacznie większa niż dzisiaj, nie pozwólmy dalej gwałcić swoich praw. Są one gwałcone na każdym kroku. Czy jest dalej wolność słowa w tym kraju? Wolność poglądów, przekonań? Co robi Kościół z naszym krajem? Nie będąc wyznawcą naszej religii nie mamy żadnych praw, kler jest sprzedany. Żeby pochować kogokolwiek trzeba zapłacić, czy to jest normalne? – pytała elblążanka, która w dalszej części swojego wystąpienia mówiła m.in., że nie ma wolnych mediów, że ważne tematy wypierane są przez takie jak śmierć Madzi z Sosnowca, że „mieliśmy mieć Irlandię, a mamy Bangladesz”, pytała gdzie jest Aquapark, Stadion Olimpii, drogi czy galerie handlowe.
I choć nie do końca było wiadomo, czy marsz rzeczywiście się odbędzie, czy zakończy na wygłoszonym manifeście to jednak uczestnicy przeszli ulicami miasta, według zaplanowanej trasy, która wiodła przez ulicę Stary Rynek, Wigilijną, Giermków, Hetmańską, aż do Placu Jagiellończyka. Marsz odbył się legalnie, bowiem organizatorzy złożyli stosowny wniosek do Urzędu Miasta, ponadto miał on charakter pokojowy.
Dzisiejszy marsz bezpośrednio odnosi się do tego, który już jutro (23 marca) przejdzie ulicami Warszawy. Kilkunastotysięczny tłum niezadowolonych z obecnej sytuacji w kraju weźmie w nim udział, by w ten sposób zaprotestować przeciwko rządom Donalda Tuska.
– Marsz organizowany jest po to, aby pokazać niezadowolenie Polaków, w tym przypadku elblążan, z sytuacji politycznej w naszym kraju. Za tym idzie również niezadowolenie z sytuacji gospodarczej – mówiła 19- letnia organizatorka akcji, która chce pozostać anonimowa, gdyż jak mówi nie zależy jej na rozgłosie. – Ten marsz nie jest związany z polityką, wiem, że jestem łączona z PiS-em, z Ruchem Palikota, ale nie jestem z nimi związana w jakikolwiek sposób.
Dlaczego elblążanie zdecydowali się przyjść?
– Spodziewaliśmy się o wiele więcej osób. Przyszliśmy z ciekawości, ale także dlatego, żeby pokazać nasze niezadowolenie. Cały Elbląg jest rozkopany, inwestycji nie prowadzi się do końca, nie ma mostów, nie ma tramwajów – mówili Maciej i Ola.
– Boli mnie to, że przy obecnej sytuacji w naszym państwie, przy tym, że za rok, gdy skończę szkołę i pójdę do pracy, nie widzę dla siebie perspektyw, funkcjonowania w tym kraju jako obywatel i czuję, że jest nam potrzebna zmiana. Jestem tutaj po to, aby pokazać to tym, którzy nie przyszli, żeby się obudzili z letargu, w którym tkwimy – wyjaśniał Wojtek. – Najbardziej przeszkadza mi system gospodarczy, który mamy, to, że gdziekolwiek się nie ruszymy potrzebne są papierki czy kwity.
Na początku wygłaszanego manifestu organizatorka podziękowała tym, którzy mimo wszystko przyszli i dodała, że „jak się okazuje większość z nas jest konformistami”. W swoim wystąpieniu poruszyła wiele tematów.
– W Elblągu nie ma żadnych perspektyw, my w tym mieście niedługo umrzemy z głodu! Nie ma warunków rozwoju, wszystkie miejsca pracy są przepełnione. Żeby dostać się do lekarza trzeba zapisać się pół roku wcześniej. Czy o taką Polskę walczyli nasi przodkowie? Dlaczego tyle osób jest zdania, że nie należy się przejmować, bo i tak nic nie zdziałamy? – pytała młoda elblążanka. – Czy według Państwa którykolwiek z pomysłów obecnej władzy został spełniony? Czy taką Polskę nam obiecywano? Czy mimo obietnic, które nam składano mamy lepsze warunki? Czy Unia Europejska pomaga nam w ten sposób, w jaki obiecała? Unia Europejska chce „pochłonąć” nasz kraj, chce go podporządkować w taki sam sposób jak Stany Zjednoczone, Rosja czy Niemcy. Czy o to chodzi? Czy widzicie swoje perspektywy w tym mieście, kraju? Czemu tyle osób wyjeżdża do Anglii, Irlandii czy do Niemiec? Bo tam jest po prostu łatwiej. A gdzie jest łatwiej tam jest więcej ludzi. Służba zdrowia też nie pomaga, dla nich lepiej abyśmy umarli, niż żyli dalej, a oni musieli płacić za nasze zdrowie. Czy za to powinniśmy płacić podatki? 14 kwietnia w Elblągu odbędzie się referendum za odwołaniem rządów pana prezydenta, Grzegorza Nowaczyka. Mam nadzieję, że frekwencja na referendum będzie znacznie większa niż dzisiaj, nie pozwólmy dalej gwałcić swoich praw. Są one gwałcone na każdym kroku. Czy jest dalej wolność słowa w tym kraju? Wolność poglądów, przekonań? Co robi Kościół z naszym krajem? Nie będąc wyznawcą naszej religii nie mamy żadnych praw, kler jest sprzedany. Żeby pochować kogokolwiek trzeba zapłacić, czy to jest normalne? – pytała elblążanka, która w dalszej części swojego wystąpienia mówiła m.in., że nie ma wolnych mediów, że ważne tematy wypierane są przez takie jak śmierć Madzi z Sosnowca, że „mieliśmy mieć Irlandię, a mamy Bangladesz”, pytała gdzie jest Aquapark, Stadion Olimpii, drogi czy galerie handlowe.
I choć nie do końca było wiadomo, czy marsz rzeczywiście się odbędzie, czy zakończy na wygłoszonym manifeście to jednak uczestnicy przeszli ulicami miasta, według zaplanowanej trasy, która wiodła przez ulicę Stary Rynek, Wigilijną, Giermków, Hetmańską, aż do Placu Jagiellończyka. Marsz odbył się legalnie, bowiem organizatorzy złożyli stosowny wniosek do Urzędu Miasta, ponadto miał on charakter pokojowy.
Dzisiejszy marsz bezpośrednio odnosi się do tego, który już jutro (23 marca) przejdzie ulicami Warszawy. Kilkunastotysięczny tłum niezadowolonych z obecnej sytuacji w kraju weźmie w nim udział, by w ten sposób zaprotestować przeciwko rządom Donalda Tuska.
mw