Teraz ja - Zapomniana dzielnica?

Ostatnio pisałem na temat wandalizmu jaki miał miejsce na wiadukcie, który łączy ul. Akacjową z resztą miasta. Po dwóch tygodniach od dewastacji postanowiłem się wybrać w to miejsce, aby sprawdzić czy doszło do naprawy mienia.
Zadam retoryczne pytanie: Jaki jest sens w dewastowaniu publicznego mienia i czy jest to aż taki problem, żeby przejść obok przystanku i go nie zniszczyć?
Poniekąd można nawet zrozumieć ludzi, którzy zajmują się graffiti. Mają swoją kulturę i wyrażają siebie poprzez napisy na murach czy przystankach, ale kompletnie nie rozumiem jak można rozbijać szyby na przystanku autobusowym,
który ma za zadanie chronić (również tego, kto go zniszczył) przed wiatrem lub deszczem. Wandal lub wandale wykazali się wyjątkowym tchórzostwem, ponieważ wybrali miejsce ustronne a nie np.: centrum miasta lub okolice dworców.
O to co zastałem na miejscu: rozbite butelki na ulicy, było tam mnóstwo szkła, które może przebić opony samochodów lub rowerów, ponadpalane rozkłady jazdy autobusu (niektóre tak, że nie można niczego przeczytać) oraz powybijane szyby w drugim przystanku. Teraz miasto musi wydać pieniądze, które można by było zainwestować inaczej, lepiej.
Miasto a dokładnie my - mieszkańcy będziemy płacić pieniądze za przyjemność wandala płynącą ze niszczenia czegoś, co ma służyć nam wszystkim.