Radni posłuchali mieszkańców i odmówili dwóm deweloperom

Tylko jedna inwestycja lex deweloper z czterech ostatnio zgłoszonych do ratusza ma na razie szansę powstać. Chodzi o kamienicę na rogu ul. Wigilijnej i Stary Rynek. Na dwie inne radni się nie zgodzili, wsłuchując się w głos okolicznych mieszkańców, a wniosek w sprawie czwartej inwestycji wycofał przed czwartkową sesją sam deweloper.
Wniosek przed sesją wycofał inwestor, który chce budować mieszkania z parkingiem przy ul. Tamka i Bulwarze Zygmunta Augusta. Radni nie zgodzili się, po protestach mieszkańców, na lokalizację mieszkań według obecnej koncepcji na bazie ustawy lex deweloper przy ul. Legionów/Częstochowskiej i Ogólnej/Jana Pawła II. Przychylili się jedynie i to jednogłośnie do wniosku dewelopera, który planuje zabudowę działki na rogu ul. Wigilijnej i Stary Rynek.
Najwięcej emocji budzi sprawa budowy osiedla na działce między ul. Legionów a Częstochowską. Przypomnijmy, że do ratusza spłynęło 120 pism od okolicznych mieszkańców, sprzeciwiających się budowie na podstawie obecnej koncepcji. Przewiduje ona budowę trzech budynków - jednego cztero- i dwóch ośmiokondygnacyjnych.
Dzień przed sesją RM w Urzędzie Miejskim odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli mieszkańców z deweloperem. Mediatorami byli radni z obu klubów. Proponowali deweloperowi, by zastanowił się nad wycofaniem wniosku i przygotowaniem nowej propozycji, która będzie dla okolicznych mieszkańców do zaakceptowania. Do wycofania wniosku nie doszło, więc radni musieli go głosować.
W czwartek na sesję przyszło kilkoro mieszkańców z tego terenu. Zabrali publicznie głos, apelując do radnych o to, by nie zgadzali się na lokalizację tej inwestycji w obecnym kształcie. Radni głosu mieszkańców posłuchali. 14 radnych KO wstrzymało się od głosu w tej kwestii, przeciwko lokalizacji inwestycji było 10 radnych (9 z PiS i Karolina Śluz z KO). Tym samym wniosek inwestora upadł.
Zapewne wkrótce deweloperzy, których wnioski nie zyskały poparcia Rady Miejskiej, przedstawią miastu swoje nowe propozycje. Obecni na sesji mieszkańcy apelowali o to, by były one zgodne z interesem społecznym i interesem miasta. Emocje były tak duże, że jeden z mężczyzn (niemieszkający na pobliskim osiedlu), który zachęcał radnych z mównicy do zagłosowania na "tak", wdał się po głosowaniu w słowne utarczki z innym mężczyzną z grupy protestujących Elblążan. Do eskalacji nie doszło tylko dzięki czujności strażników miejskich i pracownika agencji ochrony, którzy skutecznie interweniowali w tej sprawie.