Ratunek dla stoczni

Pięciu przedsiębiorców chce zainwestować pieniądze w elbląską stocznię rzeczną. Jest więc szansa na jej uratowanie. Zdecydowano tak podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy.
Stocznia od kilku lat boryka się z kłopotami finansowymi i ma znaczne długi.
- Postanowiliśmy zaryzykować własny, prywatny majątek - powiedział Władysław Korszański, prezes stoczni.
Według planu, który przedstawiono, elblążanie spróbują wykupić część udziałów, by jeszcze zwiększyć kapitał firmy.
- Zamówienia na pracę ciągle są, do tej pory jednak nie mogliśmy ich zrealizować z braku środków - dodał Korszański. - Sądzę, że z nowym kapitałem to się uda.
Jest też szansa, że w przyszłości udziały firmy będą mogli nabyć pracownicy firmy.
- Gdybym nie wierzył w powodzenie tego przedsięwzięcia, dawno złożylibyśmy wniosek o ogłoszenie upadłości - stwierdził Korszański.
Zobacz także: "Stoczni rzecznej grozi upadłość"
- Postanowiliśmy zaryzykować własny, prywatny majątek - powiedział Władysław Korszański, prezes stoczni.
Według planu, który przedstawiono, elblążanie spróbują wykupić część udziałów, by jeszcze zwiększyć kapitał firmy.
- Zamówienia na pracę ciągle są, do tej pory jednak nie mogliśmy ich zrealizować z braku środków - dodał Korszański. - Sądzę, że z nowym kapitałem to się uda.
Jest też szansa, że w przyszłości udziały firmy będą mogli nabyć pracownicy firmy.
- Gdybym nie wierzył w powodzenie tego przedsięwzięcia, dawno złożylibyśmy wniosek o ogłoszenie upadłości - stwierdził Korszański.
Zobacz także: "Stoczni rzecznej grozi upadłość"
J