Wstyd. Olimpia odpada z WPP

Elbląski trzecioligowiec żegna się z Wojewódzkim Pucharem Polski po meczu, w którym nie potrafił przejąć kontroli ani narzucić własnych warunków gry. Tęcza Biskupiec wygrała w pełni zasłużenie.
Czwartoligowiec kontra trzecioligowiec. Papier przyjmie wszystko i właśnie na nim, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, można było bez większego wysiłku nakreślić obraz spotkania, w którym Olimpia Elbląg występuje w roli faworyta. Zespół z wyższej ligi, teoretycznie z solidniejszym zapleczem doświadczeń, z ambicjami sięgającymi dalej niż ćwierćfinałowe progi. Drużyna, która po drodze wyeliminowała już Stomil Olsztyn. Futbol jednak ma w sobie coś z przekory starego bajarza. Lubi zaskakiwać, igrać z logiką i podsuwać historie wymykające się chłodnym kalkulacjom. Każde dziewięćdziesiąt minut pisze własny rozdział, często wbrew wcześniejszym założeniom.
Te przedmeczowe przewidywania szybko zderzyły się z rzeczywistością, tym bardziej że żółto-biało-niebiescy przystępowali do spotkania z wyraźnymi ubytkami. Kartki oraz problemy zdrowotne wykluczyły z gry Sarnowskiego, Czernisa i Kozerę, a występ Wierzby do ostatnich chwil pozostawał niewiadomą. Ostatecznie kapitan Olimpii pojawił się na murawie od pierwszych minut.
Początek rywalizacji nie przyniósł jednak wyraźnego potwierdzenia papierowych prognoz. Co prawda elblążanie pierwszy celny sygnał wysłali w 16. minucie, gdy na strzał zdecydował się Karbownik, ale to w zasadzie jedyne, jakieś zagrożenie. Dwie minuty później odpowiedziała Tęcza, ale w obu przypadkach bramkarze zachowali czujność i nie dali się zaskoczyć.
Po pół godzinie gry to gospodarze sprawiali lepsze wrażenie, budując zagrożenie zwłaszcza po stałych fragmentach, a kolejne rzuty rożne wprowadzały sporo niepokoju w szeregi Olimpii. W 35. minucie Szypulski spróbował szczęścia z rzutu wolnego, ale słupek uchronił Olimpię przed stratą bramki.
Cztery minuty później Tęcza dopięła swego. W polu karnym zabrakło zdecydowania Szczudlińskiego, w sumie trudno wytłumaczyć, dlaczego nie wybił piłki. Ta spadła pod nogi Podgórskiego, który bez wahania wykorzystał prezent i otworzył wynik spotkania. Tuż przed przerwą, w 45. minucie, Kolesnyk stanął jeszcze oko w oko z Wojciechowskim, ale uderzył niecelnie. Obraz pierwszej połowy nie pozostawiał wątpliwości. Gospodarze grali konkretniej, z większym przekonaniem o zasłużenie prowadzili. Tęcza sprawiała wrażenie zespołu z wyższej ligi.
Nie da się wygrać, oddając jeden celny strzał. Nie da się wygrać, grając statycznie i bez dynamiki. Nie da się wreszcie wygrać, gdy próżno szukać choćby cienia zaangażowania. W drugiej połowie Olimpia niby próbowała odwrócić losy spotkania, ale były to próby bezobjawowe. Fakty natomiast są nieubłagane. Porażka stała się faktem i to w sposób, który trudno obronić jakimikolwiek argumentami. Porażka wstydliwa, i to mówiąc łagodnie. To już trzecia przegrana z rzędu, a bilans w 2026 roku nie pozostawia złudzeń – dziesięć meczów i aż sześć porażek. Wojewódzkiego Pucharu Polski w tej edycji się nie wygra, a przy takiej grze coraz poważniej trzeba się zastanowić, czy Olimpia utrzyma się w III lidze.
Podsumowując jeszcze mecz z Tęczą, to zakończył się porażką 0:2. W doliczonym czasie gry Jakub Chojnowski dobił elblążan.
Tęcza Biskupiec - Olimpia Elbląg 2:0 (1:0)
1:0 - Podgórski (39. min.), 2:0 - Chojnowski (90. min.)
Olimpia: Wojciechowski - Szczudliński (46’ Sznajder), Wierzba, Winkler, Młynarczyk (80’ Turulski), Pek, Kondracki (70’ Laszczyk),, Krawczyk (76’ Wilczek), Karbownik, Czapliński, Kołoczek