Teraz ja - Coraz bliżej święta

Chodź za oknem jeszcze tego nie widać, a do Bożego Narodzenia jeszcze ponad miesiąc, to jednak wystawy sklepowe już nam przypominają, że niedługo święta!
W elbląskich hipermarketach, tuż po sprzedaży zniczy, nadszedł czas na asortyment świąteczny, czyli bożonarodzeniowy. Już od ponad dwóch tygodni mamy możliwość zakupu świątecznych bombek, choinek (na razie sztucznych), łańcuchów, mikołajów itd. Im bliżej świąt, tym jest tego więcej, a my więcej kupujemy. Przeciętny Polak na święta wydaje około 400 zł, które zostawia w sklepie na żywność i prezenty da bliskich. C o ciekawe, z badań wynika, że co roku staramy się wydać mniej, ale… jakoś nam to nie wychodzi.
Po co to wszystko?
Czas się zastanowić: Czy święta nie tracą przez to na wartości? Tracą i to dużo, nie kojarzymy już świąt jako radosnego czasu spędzonego w gronie rodziny. Nie jest to czas czekania na pierwszą gwiazdkę i otrzymywania drobnych prezentów. To czas wydatków, brania kredytów na komputer dla syna, zaciąganiu debetu na koncie. Przy przygotowaniu świąt nie czuje się już tej atmosfery. Nie zaczynają się one tydzień przed Wigilią, ale już na początku listopada. To wszystko traci na swojej wartości, pomijając fakt, że dla chrześcijan to Wielkanoc jest ważniejszym świętem od Bożego Narodzenia (ale to osobna sprawa i na dodatek mało osób o tym wie). Dzieci czekają na Mikołaja, który przyniesie kupę prezentów!
Firmy udzielające pożyczek robią świąteczne promocję - kredyt 3 proc.; sklepy z rtv i agd - raty 0 proc.; hipermarkety - kup jajko, hulajnoga gratis. A my korzystamy, bezmyślnie kupujemy, ile w koszykach upchamy. Częsty widok przedświąteczny (największy hipermarket w Elblągu): wózek zapakowany po samą górę, osoby prowadzącej zza sterty prezentów nie widać i rachuneczek 400 zł. Tylko skąd na to brać?
Jak to podsumować, nie używając słowa - żenada? Komercja. Nie ma w Polsce święta niekomercyjnego, wszystko opiera się na marketingu i umiejętności wciskania nam, konsumentom, wszystkiego i w jak największej ilości, a mamieni upustami, promocjami, rabatami my na to lecimy i kupujemy.
Po co to wszystko?
Czas się zastanowić: Czy święta nie tracą przez to na wartości? Tracą i to dużo, nie kojarzymy już świąt jako radosnego czasu spędzonego w gronie rodziny. Nie jest to czas czekania na pierwszą gwiazdkę i otrzymywania drobnych prezentów. To czas wydatków, brania kredytów na komputer dla syna, zaciąganiu debetu na koncie. Przy przygotowaniu świąt nie czuje się już tej atmosfery. Nie zaczynają się one tydzień przed Wigilią, ale już na początku listopada. To wszystko traci na swojej wartości, pomijając fakt, że dla chrześcijan to Wielkanoc jest ważniejszym świętem od Bożego Narodzenia (ale to osobna sprawa i na dodatek mało osób o tym wie). Dzieci czekają na Mikołaja, który przyniesie kupę prezentów!
Firmy udzielające pożyczek robią świąteczne promocję - kredyt 3 proc.; sklepy z rtv i agd - raty 0 proc.; hipermarkety - kup jajko, hulajnoga gratis. A my korzystamy, bezmyślnie kupujemy, ile w koszykach upchamy. Częsty widok przedświąteczny (największy hipermarket w Elblągu): wózek zapakowany po samą górę, osoby prowadzącej zza sterty prezentów nie widać i rachuneczek 400 zł. Tylko skąd na to brać?
Jak to podsumować, nie używając słowa - żenada? Komercja. Nie ma w Polsce święta niekomercyjnego, wszystko opiera się na marketingu i umiejętności wciskania nam, konsumentom, wszystkiego i w jak największej ilości, a mamieni upustami, promocjami, rabatami my na to lecimy i kupujemy.