Teraz ja - Czemu ZKM żyje w zamierzchłych czasach? Mamy 21. wiek

Cały świat idzie do przodu, pita można wysłać przez Internet, ale w naszym pięknym mieście co krok musi się człowiek nadziewać na archaiczne instytucje, które zamiast ułatwiać życie i załatwiać sprawy w kilka sekund, robią z tego aferę.
Na karach parkingowych dumnie widnieje adres mailowy Centrum Obsługi Klienta, na stronie również.
Sytuacja trywialna, parkujemy auto, patrzymy w portfel, oj, brak drobnych. Idziemy do sklepu rozmienić, a po powrocie zastajemy karę za wycieraczką, jakby ciężko było poczekać 5 minut, czy aby nie dreptamy z biletem parkingowym w ręku. Trudno.
W regulaminie stoi jak byk, że jeśli od kary do wydrukowania biletu nie minęło 5 minut, to możemy wnieść o anulowanie kary. Będąc człowiekiem świadomym obecnych czasów, pstryknąłem fotkę obu „dokumentów” i wysłałem to mailem do Centrum Obsługi Klienta, podkreślam, Centrum. Oczywiście mail okraszony żądaniem potwierdzenia dostarczenia i przeczytania. Minął tydzień. Nic. Telefon do Centrum. Jakiś znudzony życiem facio, który przerywa człowiekowi w pół zdania i bezwzględnie żąda osobistego stawienia się u niego w biurze z oboma kwitkami jest murem nie do przebicia.
Pytanie do niego: Macie na stronie adres mailowy (ironizując) Centrum Obsługi Klienta, macie na kwitach parkingowych ten adres, to co to za centrum, że nikt maili nie czyta?
Odpowiedź: aaa bo maile to tylko kierownik czyta, raz na miesiąc, jak ma czas, i co to jest mail, nikt tego nie używa.
Po chwili pertraktacji łaskawie zgodził się, żebym mu to wysłał faxem.
Ludzie, mamy dwudziesty pierwszy wiek! Fax to przeżytek, cały świat idzie do przodu, pita można wysłać przez Internet, ale nieeee, przecież w naszym pięknym mieście co krok musi się człowiek nadziewać na archaiczne instytucje, które zamiast ułatwiać życie i załatwiać sprawy w kilka sekund, robią z tego aferę, na której rozwiązanie normalny człowiek musi poświęcić kilkadziesiąt minut, żeby nie powiedzieć, kilka godzin.
Paranoja!
Sytuacja trywialna, parkujemy auto, patrzymy w portfel, oj, brak drobnych. Idziemy do sklepu rozmienić, a po powrocie zastajemy karę za wycieraczką, jakby ciężko było poczekać 5 minut, czy aby nie dreptamy z biletem parkingowym w ręku. Trudno.
W regulaminie stoi jak byk, że jeśli od kary do wydrukowania biletu nie minęło 5 minut, to możemy wnieść o anulowanie kary. Będąc człowiekiem świadomym obecnych czasów, pstryknąłem fotkę obu „dokumentów” i wysłałem to mailem do Centrum Obsługi Klienta, podkreślam, Centrum. Oczywiście mail okraszony żądaniem potwierdzenia dostarczenia i przeczytania. Minął tydzień. Nic. Telefon do Centrum. Jakiś znudzony życiem facio, który przerywa człowiekowi w pół zdania i bezwzględnie żąda osobistego stawienia się u niego w biurze z oboma kwitkami jest murem nie do przebicia.
Pytanie do niego: Macie na stronie adres mailowy (ironizując) Centrum Obsługi Klienta, macie na kwitach parkingowych ten adres, to co to za centrum, że nikt maili nie czyta?
Odpowiedź: aaa bo maile to tylko kierownik czyta, raz na miesiąc, jak ma czas, i co to jest mail, nikt tego nie używa.
Po chwili pertraktacji łaskawie zgodził się, żebym mu to wysłał faxem.
Ludzie, mamy dwudziesty pierwszy wiek! Fax to przeżytek, cały świat idzie do przodu, pita można wysłać przez Internet, ale nieeee, przecież w naszym pięknym mieście co krok musi się człowiek nadziewać na archaiczne instytucje, które zamiast ułatwiać życie i załatwiać sprawy w kilka sekund, robią z tego aferę, na której rozwiązanie normalny człowiek musi poświęcić kilkadziesiąt minut, żeby nie powiedzieć, kilka godzin.
Paranoja!