Czy to już Boże Narodzenie?
Wchodzę do jednego sklepu - wita mnie zielona choinka. Myślę - albo mam przewidzenia, albo wystawcom pomyliły się daty. Ale nie! W kolejnym dużym markecie widzę ogromną wystawkę z… bombkami, plastykowymi Mikołajami i lampkami choinkowymi. Czy to już nie jest przesada?
Uwielbiam Boże Narodzenie. Dla mnie te święta to jedne z piękniejszych dni w roku. Lubię nastrój Świąt, zapach choinki i lampki rozjaśniające całe miasto. Zawsze, gdy zdejmuję świąteczne ozdoby, czuję żal, że już po wszystkim, że znów skończyło się za wcześnie. Wielu ludzi czuje to samo. Czy to jednak znaczy, że trzeba przedłużać Boże Narodzenie aż tak?
Koniec października bardziej kojarzy nam się ze zbliżającym Dniem Wszystkich Świętych i Zaduszkami niż z kolorowymi choinkami. W duszach mamy nastrój jesienny, melancholijny. Wspominamy zmarłych, wszystkich tych, za którymi tak bardzo tęsknimy. Nie musimy w październiku czy listopadzie zastanawiać się nad wystrojem domu w czasie Bożego Narodzenia, mamy jeszcze czas na prezentowe szaleństwo.
Nie chodzi tu wyłącznie o komercjalizację Bożego Narodzenia. Albo tylko o to, że kolorowe Mikołaje zastępują prawdziwego ducha Świąt i że coraz mniej dzieci słyszy przypowieść o świętym, który był dobry dla ubogich i niesprawiedliwie traktowanych. Pomijając też jeszcze jeden fakt - iż w pogoni za prezentami zapominamy o tym, by znaleźć chwilę dla najbliższych, robimy Bożemu Narodzeniu jeszcze jedną krzywdę. Przedłużając „atmosferę świąteczną” do granic możliwości, ustawiając choinki już w październiku, sprawiamy, że Boże Narodzenie robi się zwyczajne, nudne. To, co mamy na co dzień, nie jest przecież czymś, na co czekamy z niecierpliwością.
Dlatego tak bardzo denerwują mnie te wystawy świąteczne, które widzę już pod koniec października. Wiem, że przez nie Boże Narodzenie traci na wartości i staje się kolejnym, zwykłym i nudnym chwytem marketingowym. Nie chcę tego, bo te Święta mają przecież wartość wyjątkową. Nie marnujmy tego i nie stawiajmy sztucznych choinek wtedy, kiedy większość idzie do sklepu, by kupić znicz dla uczczenia pamięci tych, którzy odeszli…
Koniec października bardziej kojarzy nam się ze zbliżającym Dniem Wszystkich Świętych i Zaduszkami niż z kolorowymi choinkami. W duszach mamy nastrój jesienny, melancholijny. Wspominamy zmarłych, wszystkich tych, za którymi tak bardzo tęsknimy. Nie musimy w październiku czy listopadzie zastanawiać się nad wystrojem domu w czasie Bożego Narodzenia, mamy jeszcze czas na prezentowe szaleństwo.
Nie chodzi tu wyłącznie o komercjalizację Bożego Narodzenia. Albo tylko o to, że kolorowe Mikołaje zastępują prawdziwego ducha Świąt i że coraz mniej dzieci słyszy przypowieść o świętym, który był dobry dla ubogich i niesprawiedliwie traktowanych. Pomijając też jeszcze jeden fakt - iż w pogoni za prezentami zapominamy o tym, by znaleźć chwilę dla najbliższych, robimy Bożemu Narodzeniu jeszcze jedną krzywdę. Przedłużając „atmosferę świąteczną” do granic możliwości, ustawiając choinki już w październiku, sprawiamy, że Boże Narodzenie robi się zwyczajne, nudne. To, co mamy na co dzień, nie jest przecież czymś, na co czekamy z niecierpliwością.
Dlatego tak bardzo denerwują mnie te wystawy świąteczne, które widzę już pod koniec października. Wiem, że przez nie Boże Narodzenie traci na wartości i staje się kolejnym, zwykłym i nudnym chwytem marketingowym. Nie chcę tego, bo te Święta mają przecież wartość wyjątkową. Nie marnujmy tego i nie stawiajmy sztucznych choinek wtedy, kiedy większość idzie do sklepu, by kupić znicz dla uczczenia pamięci tych, którzy odeszli…