Teraz ja - Fatalny pomysł Stronnictwa Demokratycznego (opinia)

Jak widać, przed wyborami samorządowymi rozpoczęły się w SD treningi tzw. kiełbasy wyborczej, czyli jak demokratycznie wpuścić w maliny wyborców. Pierwszą absurdalną obiecankę już mamy – „darmowe” podręczniki dla wszystkich.
Dziwne, że w XXI w jeszcze ludzie nabierają się na takie slogany (SD proponuje: Niech podręczniki kupi miasto).
Oczywiście w życiu nie ma nic za darmo – z tym się wszyscy zgadzają. Także za te podręczniki będzie trzeba zapłacić. Kto to zrobi? Wszyscy ludzie w formie podatków. Nawet ci, którzy nie mają dzieci, co jest niesprawiedliwe moralnie. Przypomina mi się słynna praca –hasło Bastiata „Co widać a czego nie widać”. Nie mamy nic przeciwko temu, aby ktoś zabierał nam z kieszeni więcej pieniędzy, które pójdą na „darmowe” podręczniki, natomiast jeżeli ktoś nam wyda o złotówkę za mało w sklepie – upominamy się o nią uparcie.
Co do ceny ów książek – jak informuje Portel.pl – „Za nowe podręczniki rodzic musi zapłacić około 250 PLN/dziecko”. Natomiast panom z SD wyszło „5 mln 600 tys. zł, co da kwotę ok. 400 zł na osobę. Stefan Rembelski informuje, że hurtowo zakupi się podręczniki taniej. Czyżby? A gdzie się podziało 150zł/dziecko? Czy będziemy dopłacać też do kredek, mazaków i zeszytów dzieci?
A może panu Rembelskiemu umknęło to, iż trzeba opłacić wszystkich urzędników, którzy będą zajmować się „darmowymi” podręcznikami, nic nie wnosząc do gospodarki, przez co oczywiście wyjdzie to drożej niż kupowanie podręczników oddzielnie.
Poza tym 1 proc. budżetu na podręczniki to mniej pieniędzy na inne, naprawdę ważne sektory, np. na łatanie dziur na drogach albo inne ogólne prace. Nie lepiej zamiast obiecywać elblążanom koty z worka, mówić, co jest naprawdę ważne?
Wierzę, że każdy może sobie prywatnie zaplanować budżet – rodzinom zmagającym się z biedą nie naprawi się rzuceniem jakiegoś żałosnego ochłapu w postaci kilku książek, kiedy są uciskane na każdym kroku poprzez watahę urzędników czekających tylko na zagarnięcie połowy z ich ciężko wypracowanych pieniędzy.
Co sądzicie na temat tego problemu? Zapraszam do dyskusji.
Oczywiście w życiu nie ma nic za darmo – z tym się wszyscy zgadzają. Także za te podręczniki będzie trzeba zapłacić. Kto to zrobi? Wszyscy ludzie w formie podatków. Nawet ci, którzy nie mają dzieci, co jest niesprawiedliwe moralnie. Przypomina mi się słynna praca –hasło Bastiata „Co widać a czego nie widać”. Nie mamy nic przeciwko temu, aby ktoś zabierał nam z kieszeni więcej pieniędzy, które pójdą na „darmowe” podręczniki, natomiast jeżeli ktoś nam wyda o złotówkę za mało w sklepie – upominamy się o nią uparcie.
Co do ceny ów książek – jak informuje Portel.pl – „Za nowe podręczniki rodzic musi zapłacić około 250 PLN/dziecko”. Natomiast panom z SD wyszło „5 mln 600 tys. zł, co da kwotę ok. 400 zł na osobę. Stefan Rembelski informuje, że hurtowo zakupi się podręczniki taniej. Czyżby? A gdzie się podziało 150zł/dziecko? Czy będziemy dopłacać też do kredek, mazaków i zeszytów dzieci?
A może panu Rembelskiemu umknęło to, iż trzeba opłacić wszystkich urzędników, którzy będą zajmować się „darmowymi” podręcznikami, nic nie wnosząc do gospodarki, przez co oczywiście wyjdzie to drożej niż kupowanie podręczników oddzielnie.
Poza tym 1 proc. budżetu na podręczniki to mniej pieniędzy na inne, naprawdę ważne sektory, np. na łatanie dziur na drogach albo inne ogólne prace. Nie lepiej zamiast obiecywać elblążanom koty z worka, mówić, co jest naprawdę ważne?
Wierzę, że każdy może sobie prywatnie zaplanować budżet – rodzinom zmagającym się z biedą nie naprawi się rzuceniem jakiegoś żałosnego ochłapu w postaci kilku książek, kiedy są uciskane na każdym kroku poprzez watahę urzędników czekających tylko na zagarnięcie połowy z ich ciężko wypracowanych pieniędzy.
Co sądzicie na temat tego problemu? Zapraszam do dyskusji.