UWAGA!

----

Kilka refleksji o edukacji

 Elbląg, Kilka refleksji o edukacji
fot. AD

Wakacje, wakacje i po wakacjach… Znowu trzeba iść do szkoły – rozpoczyna się nowy rok szkolny 2010/2011. Jestem po lekturze informacji o sytuacji w elbląskiej oświacie. No cóż, niepokojąca sytuacja demograficzna niestety nie omija Elbląga...

Opierając się o dane podane przez media, przedstawmy kilka podstawowych liczb. W tym roku rozpocznie naukę w elbląskich szkołach o 642 uczniów mniej niż w roku ubiegłym, w tym o 319 mniej w szkołach ponadgimnazjanych. To dużo, nawet można powiedzieć, że bardzo dużo. Trochę optymizmu, dużo więcej uczniów, w porównaniu z rokiem ubiegłym, będzie w klasach pierwszych szkoły podstawowej, bardzo dużo chętnych było do przedszkoli (określono to „oblężeniem”), utworzono nowe odziały. W sumie rok szkolny rozpocznie 17 823 uczniów w elbląskich szkołach.
       Oczywiste jest to, że działalność oświaty ograniczona jest ramami prawnymi, jak i finansowymi. Trudno z tym stwierdzeniem dyskutować, a zarazem abstrahować od pewnych uwarunkowań. Trzeba jednakże bardzo uczciwie mówić o tym, czym jest dobra edukacja, dobre nauczanie, dobre dla uczniów, nauczycieli i rodziców, bo są to trzy elementy składowe szkoły. Wiem, że po raz kolejny będę o tym pisał, ale jakiś czas temu obiecałem sobie, że tak trzeba, po prostu, i każdy, kto mnie choć trochę zna, wie, że jest to prawda. Po to też uczestniczę w Elbląskim Komitecie Obywatelskim, aby móc publicznie artykułować swoje poglądy i toczyć otwartą debatę na argumenty.
       Zacznijmy od prawdy oczywistej. To, w jaki sposób będą uczone i wychowywane nasze dzieci, jest ważne dla całego społeczeństwa. Dotyczy to dzieci w przedszkolach, młodzieży w szkołach podstawowych, ponadgminazjanych. Nie będę rozwijał tego wątku, bo po prostu zajęłoby to dużo miejsca. Myślę, że z tym wszyscy się zgadzamy.
       Wiele się o tym mówi, ale czy ma to przełożenie na fakty? To, ile środków przeznaczymy na nauczanie i wychowanie, powinno przełożyć się na efekty w przyszłości. I nie chodzi tylko o środki finansowe. Zapytajmy siebie, każdy z osobna, ile czasu poświęcamy swoim dzieciom? W jaki sposób z nimi spędzamy czas? Czy interesujemy się postępami pociechy w ciągu roku szkolnego? Można sformułować wiele innych pytań… Jeśli przeprowadzimy sobie taki wewnętrzny rozrachunek, wówczas uzyskamy przynajmniej kilka wskazówek do dalszej pracy z dzieckiem. Rodzina i szkoła powinny się uzupełniać, szczególnie w sprawach wychowania. Zdarza się, że rodzice „przerzucają” sprawy wychowawcze na szkołę. Nie tędy droga. Dobrze jest, gdy rodzice angażują się w pracę szkoły, np. w „trójkach klasowych” czy radzie rodziców, ale też tak po prostu, aby pomóc w pewnych sytuacjach w szkole. Każdy, kto pracuje w szkole, wie, jak cenna może być pomoc rodziców. Musi być tutaj także zachowany pewien zdrowy rozsądek, nadopiekuńczość też może być dokuczliwa i niewychowawcza. No cóż, wszyscy tego się uczymy.
       Szkoła nie powinna być zbyt duża, szkoły – „molochy” z dużą liczba uczniów mogą nie spełniać swojej roli. Nieduża liczba uczniów w szkole, czyli jaka? Precyzyjnie tego nie określimy, 500, może 700. Bardziej chyba chodzi o zasadę, aby w szkole nauczyciele znali swoich uczniów, aby nie byli oni anonimowi, tak, żeby szkoła stanowiła pewien spójny organizm. Co nie znaczy, że duża szkoła nie może być dobra? Uważam po prostu, że dużo większe szanse na lepsze efekty są w szkole mniejszej. Wielkość szkoły powinna być związana z etatami, tak, aby pracujący w niej nauczyciele byli pełnoetatowymi pracownikami szkoły, poza jednostkowymi przypadkami (są przedmioty, gdzie jest bardzo mało godzin). Zespoły klasowe powinny być jak najmniej liczne, na ile to jest możliwe. Podobnie podział na grupy przedmiotowe w wypadku np. grup językowych czy wychowania fizycznego i innych. Jest to ważny warunek indywidualizacji nauczania.
       I znowu, wiem, że klasa może być liczna i jednocześnie bardzo dobra. Sam taką kończyłem, i jakoś „wyszedłem na ludzi”, taką mam przynajmniej nadzieję. Niedawno mój przyjaciel, nauczyciel w pewnym gimnazjum na zachodzie Polski, opowiadał mi o swojej szkole, gdzie jedna z klas liczyła 14 uczniów. Klasa była trudna, ale efekty pracy były widoczne, wszyscy mieli dużą satysfakcję. Zapewne tamten samorząd podjął trudną decyzję finansową, ale po pewnym czasie stwierdzono, że było warto.
       Szkoła powinna „tętnić” życiem, także popołudniami, organizować koła pozalekcyjne, zajęcia sportowe i inne. Każdy uczeń powinien mieć możliwość uczestniczenia w takich zajęciach bezpłatnie. Powiemy, że to dużo kosztuje. Tak, dobra edukacja kosztuje, tak jak kosztuje dobry samochód! Dodam, że szkoła powinna być otwarta na społeczność lokalną.
       Bardzo ważny jest też klimat szkoły, zależy on od wielu czynników. Jedną z ważniejszych spraw jest to, kto zarządza placówką, czyli dyrektor. Dyrektor powinien być liderem i urzędnikiem zarazem. Inspirowanie nauczycieli i uczniów, budowanie przyjaznej współpracy z rodzicami, szukanie w ludziach tego, co jest dobre, ale jednocześnie dbanie o finanse szkoły i przestrzeganie prawa oświatowego, wymagania duże. Miałem zaszczyt i honor pracować z takim człowiekiem na początku mojej „kariery zawodowej”. Dużo się wówczas nauczyłem, jeśli chodzi o dydaktykę, ale przede wszystkim nauczyłem się pracy w zespole, w różnych działaniach społecznych. Chyba dopiero wtedy tak do końca zrozumiałem, że praca w szkole, to nie jest taki zwykły zawód. Włodku, dziękuję Ci za to! I tutaj rola organu prowadzącego jest niezwykle ważna. Wybrać takiego dyrektora, aby spełniał tak wysokie wymagania.
       Oczywiście, zainspirowani przez dyrektora nauczyciele będą lepiej pracować. Atmosfera pracy jest niezwykle ważna. Wspieranie dobrych pomysłów, otwartość i dyskusja, ale z drugiej strony szacunek do przełożonego, powinny być normą. Może trochę idealizuję, ale tak powinno być. Nie cenię „zamordyzmu”, dyscyplina tak, ale zastraszenie nie. Trzeba znaleźć „złoty środek”.
       Znowu truizm, dobry nauczyciel w szkole to „sól oświaty”. Wielu takich znam. System dodatków motywacyjnych powinien być wsparciem dla dobrych nauczycieli. Temat nie jest prosty, bo jak to tak do końca ocenić? Nie będę rozwijał wątku, bo byłoby zbyt długo, ale trzeba pamiętać o wspieraniu dobrych nauczycieli, pamiętając, że nasze dzieci (i młodzież) mają różne predyspozycje, i nie tylko suche wyniki powinny być podstawą oceny pracy nauczyciela. Poprawa wyników, nawet tych słabszych na trochę lepsze, też może być sukcesem, działanie wychowawcze także.
       Temat edukacji jest niezwykle rozległy i ważny dla nas wszystkich. Sami uczyliśmy się w różnych szkołach, uczą bądź uczyły się nasze dzieci, wnuki czy osoby z najbliższej rodziny. Wszyscy zapewne chcielibyśmy, aby edukacja była na jak najwyższym poziomie.
       Podsumowanie moich rozważań jest następujące – dobra edukacja kosztuje. Jakiej więc chcemy edukacji?
      
       Tekst także na moim blogu.
      
      
Krzysztof Sidorkiewicz

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • No właśnie - dobra edukacja kosztuje. Wiec po co rodzic dzieci skoro nie ma na nie pieniedzy???
  • a ja dopatruje się przyczyn małej ilości uczniów w czym innym: otóż wiele osób, a w zasadzie rodzin z dziećmi, opuszcza elbląg. Bo rodzinne życie w Elblągu nie daje żadnych możliwości materialnych- ludzie puszczają elbląg w poszukiwaniu lepszych miejsc. i wcale się im nie dziwię.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    ossssa(2010-09-01)
  • cudze dzieci, za moje pieniądze, otrzymują edukację z cudzych kiepskich chęci i nikt nic bezpośrednio nie zrobi, pozostaje nam auto-edukacja lub marzenia o czynach społecznych nauczycieli pochodzących z okresu PGR
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    socjal dup**acja(2010-09-01)
  • My tez na jesieni wyjeżdżamy. Miasto bezrobocia, bez szans. .. A jestesmy wykształceni. Szkoda, że tak się teraz dzieje. ..
  • jeszcze troszkę wakacji www.youtube.com
  • Jezleli dzieci sa jeszcze małe warto wyjechać, tu nie ma szans na dobra szkole a później ułożenie sobie życia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Radkin(2010-09-01)
  • Jaki niż - moje dziecko uczęszcza do szkoły, do 42 osobowej klasy. KATASTROFA!!!! Podobno UM. ..
  • Obecna sytuacja edukacyjna wymaga zmiany zarządzania. Nastawienie na wynik ekonomiczny nie jest nic nowym a przedkłada się przede wszystkim na liczebność klas. Mniejsze grupy generują koszty i koło się zamyka. Kolejna sprawą jest rozkład uczniów w szkołach przede wszystkim podstawowych i gimnazjach gdzie wędrówka dzieci po całym mieście jest sprzeczna z zasadą "szkoła bliżej dziecka" Może warto na początku uporządkować ten obszar edukacji!
  • temat na czasie. a może skończyć by z bylejakością?
  • ten szatynek w bluzie z kapturem to dobry piłkarz z concordii
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    MIREK485(2010-09-04)
  • I tak wszystko rozbija się o kasę. Uczeń i nauczyciel się nie liczą. We wrześniu rozbijają klasy!!!! Skandal. Moje dziecko w sp15.chodzi do drugiej klasy i nie chce rozstawać się ze swoimi kolegami i koleżankami - klasa rozbita. Nie chce iść do szkoły!!!
Reklama