UWAGA!

----

Mam swój wóz i pasażerów, którzy chcą być bezpiecznie dowiezieni

 Elbląg, Mam swój wóz i pasażerów, którzy chcą być bezpiecznie dowiezieni
(fot. WS)

Jedną z ośmiu pań-motorniczych, które kierują elbląskimi tramwajami, jest Paulina Pydyn. Młoda, energiczna, niezwykle komunikatywna. Rozmawiamy z nią, jak to się stało, że wybrała ten zawód i jak to jest – być kobietą-motorniczym.

Witold Sadowski: – Jak to się stało, ze kieruje Pani tramwajem?
      
Paulina Pydyn: – To już rodzinna tradycja. Zajęłam się tym za namową taty, który przez kilka lat był motorniczym, a teraz w firmie jest dyspozytorem. Pracę tu zaczęłam w wieku 25 lat, ale tata dużo wcześniej mnie do tego namawiał. Często powtarzał: Paulina, spróbuj, będziesz miała pewną i dobrą pracę. No i w pewnym momencie dojrzałam do podjęcia decyzji, spróbowałam i już tu zostałam.
      
       – To dobra praca dla kobiety?
      
– Uważam, że do tej pracy każdy się nadaje. Trzeba się tylko przezwyciężyć. Pasażerowie na motorniczych często psioczą i nie można tego brać za bardzo do siebie. Przez kilka lat nabrałam już pewnego doświadczenia i w wielu sytuacjach jakoś sobie radzę.
      
       – O jakich sytuacjach Pani mówi?
      
– Bywają w wagonach trudne sytuacje. Zdarzyły mi się dwie bójki między pasażerami, gdzie musiałam sama interweniować i wzywać policję oraz pogotowie. W takich momentach człowiek czuje ogromną odpowiedzialność za innych pasażerów. A drzwi nie można otworzyć, żeby nie wypuścić sprawców. Oczekując na pogotowie i policję, uspokajałam ludzi.
       Często zwracam uwagę pasażerom na ich niewłaściwe zachowanie. Moi koledzy z pracy powtarzają mi, żebym na siebie uważała, bo mogę któregoś dnia i ja zostać pobita. Po kilku dość groźnie wyglądających zdarzeniach, które wygrałam, teraz czuję i wiem, że potrafię z ciężkich sytuacji wybrnąć. Zdarza się, że pasażerowie wstawią się za motorniczym, który ma rację. Jednak częściej postawa społeczeństwa jest bierna, większość udaje, że nic nie widzi. Najgorszy jest brak pomocy i reakcji wielu mężczyzn. Wygląda na to, że ludzie boją się wandali i bandytów.
      
       – Lubi Pani tę pracę.
      
– Bardzo. Tramwaje prowadzę już czwarty rok. Do wczesnego wstawania już się przyzwyczaiłam, ale na początku było ciężko. Gdy mam wyjazd o 4.04, budzik nastawia na 3. Znajomi często dziwią się, jak ja to robię, bo gdy oni wracają akurat z jakiejś imprezy, to ja właśnie idę do pracy. Jedna z koleżanek-motorniczych mieszka w Próchniku i ona z pewnością wstaje o wiele wcześniej niż ja.
       Jestem samotną matką wychowującą dziecko. Gdyby nie pomoc rodziców, to z pewnością nie mogłabym tu pracować. Gdy mam drugie zmiany i do domu wracam koło północy, to właśnie oni się zajmują moim synkiem. Czasami jest tak, że przez tydzień przebywa on u babci i dziadka, a ja tam tylko dochodzę przed pracą. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Dzięki nim robię to, co naprawdę lubię. Mam nadzieję, że synek, tak ja kiedyś po tacie, tak on po mnie też będzie chciał być motorniczym. Już teraz przychodzi czasami do zajezdni i pokazuję mu moje miejsce pracy.
      
       – Radzi sobie Pani z tzw. męskimi problemami, np. z usterkami technicznymi, które przecież – jak w każdej maszynie – się zdarzają?
      
– Czasami zdarza się, że w wagonie nastąpi jakaś awaria. Jeżeli jest to drobna usterka, to staram się ją naprawić w miarę własnych możliwości. Z drobnymi naprawami drzwi, przetwornicy czy wymianą bezpieczników, radzę sobie. Bywa, że jeśli czegoś nie potrafię naprawić, to zgłaszam to dyspozytorowi, a wtedy już on decyduje, co będzie w danej sytuacji robione dalej.
      
       – A scysje z pasażerami, przecież też bywają?
      
– Na przykład tramwaje niemieckie GT6 mają czworo drzwi. Przednie i tylne są otwierane i zamykane przeze mnie. Nad zamykaniem dwóch środkowych nie mam żadnej kontroli – zamykają się one automatycznie. Pasażerowie tego nie rozumieją i często krzyczą na motorniczych z pretensjami, że zamknięto im drzwi przed samym nosem lub, co gorsza, drzwi ich przytrzasnęły. W takich sytuacjach wychodzę z kabiny, wciskam guzik otwierania i pokazuję zasadę działania mechanizmu zamykania drzwi. Taka prezentacja rozwiewa zazwyczaj wszelkie pretensje pasażerów do mnie o to, że niby specjalnie zamknęłam drzwi.
      
       – Pierwsza kolizja...
      
– Pierwszą kolizję tramwajem miałam trzy-cztery miesiące po rozpoczęciu pracy w firmie. Zdarzenie miało miejsce przy moście Unii Europejskiej. Była to zwykła stłuczka bez rannych. Kobieta, jadąc samochodem, nie udzieliła mi pierwszeństwa przejazdu i doszło do kolizji. Bardzo to przeżyłam. Były łzy i nieprzespane noce, ale szybko się otrząsnęłam i pracuję dalej. Generalnie nasi przełożeni ciągle nam powtarzają, że musimy mieć oczy dookoła głowy i myśleć za wszystkich innych użytkowników dróg. Wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z ogromnej masy wagonu i związanej z tym długiej drogi hamowania. Często wydaje im się, że zdążą. Bywa, że taki brak wyobraźni kończy się kolizją. Ale nie chcę tu generalizować i mówić, że wszyscy kierowcy źle jeżdżą, bo to byłoby z mojej strony wielkim nadużyciem. Po prostu trafiają się czasami jeżdżący zamyśleni czy bujający za kierownicą w obłokach. Niedawno właśnie miałam przypadek, gdzie mężczyzna wyjeżdżający z ul. Dolnej wjechał na torowisko, a ja nie dałam rady zahamować. Wszystko skończyło się stłuczką, a kierowca jeżdżący tamtędy codziennie po prostu się zamyślił.
      
       – Są w Elblągu dobre i złe trasy dla motorniczych?
      
– Dla nas do jazdy najlepszy jest odcinek torów biegnący ulicami Ogólną i Płk. Dąbka. Mamy tam w miarę nowe torowisko i wydzielony pas ruchu dla tramwajów. Najtrudniej z kolei jeździ się ul. Browarną, która jest poprzecinana dużą ilością bocznych uliczek. Za każdym przejazdem trzeba tam naprawdę wzmóc bardzo czujność.
      
       – Nie zamierza Pani zmieniać pracy?
      
– W firmie jest szansa i możliwość pewnej drogi awansu. Mój tata po kilku latach został dyspozytorem. Ale ja nie wiem, czy chciałabym przejść do biura lub dyspozytorni. Ja po prostu kocham prowadzić tramwaje! Nie wyobrażam sobie siedzieć gdzieś zamknięta w pomieszczeniu. W wagonie jestem sama panią dla siebie. Mam swój wóz i pasażerów, którzy chcą być bezpiecznie i punktualnie dowiezieni do wybranych przystanków. No i mam kontakt z ludźmi, a to jest dla mnie w tej pracy najważniejsze.
      
      

 


       Rozmowę z Pauliną Pydyn uzupełnia Marek Prochera, kierownik działu eksploatacji spółki Tramwaje Elbląskie:
      
– Często się zarzuca naszym motorniczym, że nie reagują na pewne zdarzenia, co nie do końca jest prawdą. Motorniczy niejednokrotnie musi podjąć błyskawiczną decyzję, jakie jego zachowanie będzie najbardziej odpowiednie do danej sytuacji. Nieraz reakcja motorniczego potrafi dolać przysłowiowej oliwy do ognia. Nierzadko kończy się to zdewastowaniem wozu, jest pobita osoba, a sprawcy zbiegną.
       Najbardziej uciążliwymi przystankami dla elbląskich motorniczych są te, na których utrudniona jest widoczność całego składu. Do takich należą m.in. przystanki na ul. Browarnej na wysokości stacji Elbląg-Zdrój czy Płk. Dąbka przy Gwiezdnej w kierunku Teatralnej. Wymagającym największej koncentracji motorniczego jest przystanek przy Placu Słowiańskim w kierunku ul. 1-go Maja. Usytuowany jest on na ostrym łuku w lewo. Motorniczy przód wagonu obserwuje w lusterku wstecznym pojazdu, a tył długiego składu widzi w lustrze zamontowanym na słupie oświetleniowym. Niestety, częste są przypadki niszczenia takiego lustra przez wandali. Motorniczy wówczas ma bardzo ograniczone pole obserwacji drzwi. Takie bezsensowne działanie wandali może doprowadzić do ściśnięcia pasażera drzwiami lub innego wypadku.
       Okres jesienno-zimowy to trudny czas dla motorniczych ze względu na warunki pogodowe. Największym utrapieniem dla nich jest wówczas tzw. mada, która jest tym, czym gołoledź dla kierowców samochodów. Pokryta lodem szyna sprawia, że wagon, mimo hamowania, sunie po niej do przodu. W tym okresie większą uwagę muszą też zwracać na auta wpadające w poślizgi. Problemy stwarza też wodna breja, która w połączeniu z dużą ilością soli sypanej przez drogowców staje się dobrym przewodnikiem elektrycznym, przyczyniając się do drobnych, ale dość częstych zwarć czy przepięć w instalacji wozu.
      
      
       Bycie tramwajarzem nie jest z pewnością w tych czasach tak prestiżowe, jak w czasach przedwojennych, ale praca motorniczego wciąż zapewnia bezpieczeństwo finansowe i socjalne osobom ją wykonującym. Chętnych do wykonywania tego zawodu nie brakuje. Jak się nam udało dowiedzieć w Tramwajach Elbląskich, najbliższy kurs na motorniczego spółka przeprowadzi nie wcześniej niż w 2013 roku. Odpowiedź na pytanie, czy warto w nim wziąć udział, pozostawiamy samym zainteresowanym.
      

Witold Sadowski

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama