UWAGA!

----

Między Ellerwald i Władysławowem, czyli spotkanie o powojennym osadnictwie

 Elbląg, Zabudowanie we wsi Jegłownik. Fotografia ze zbiorów Juliusza Marka
Zabudowanie we wsi Jegłownik. Fotografia ze zbiorów Juliusza Marka

W czwartek, 21 maja, o godz. 18 w świetlicy we Władysławowie koło Elbląga odbędzie się kolejne spotkania autorskie dr. Arkadiusza Wełniaka, autora książki „I wtedy przyszli Polacy...” o powojennym osadnictwie na tych ziemiach. Poprzednie w Elblągu, Tolkmicku i Komorowie Żuławskim przyciągnęły tłumy, tym razem autor skupi się na osadnictwie wiejskim w zachodniej części powiatu elbląskiego po 1945 roku.

„W pierwszej połowie sierpnia 1945 roku Starosta Powiatowy Tadeusz Radomiński podpisał nominację dla pierwszych polskich wójtów w gminach wiejskich powiatu elbląskiego. Do Nowakowa oddelegowany został Bolesław Bogusz, którego zobligowano do zorganizowania i stworzenia od podstaw struktur Zarządu Gminnego. W Jegłowniku wójtem został 57-letni wówczas Flawian Ławrynowicz, wywodzący się spośród pierwszej grupy polskich przesiedleńców przybyłych z Warszawy i okolic. Można to uznać za istotną cezurę wyjściową w powojennych dziejach żuławskich gmin powiatu Elbląg” – tak o powojennym osadnictwie w w gminach wiejskich Nowakowo i Jegłownik pisze Arkadiusz Wełniak, autor książki „I wtedy przyszli Polacy...”

 

Nie mają większych zapasów

W raporcie z 29 sierpnia 1945 roku Ławrynowicz pisał m.in. „niezbędna jest tu jakakolwiek aprowizacja, bo nieliczni tu nadal osadnicy nie posiadają żadnych większych zapasów. Niektórzy zastraszeni, bo już ich znowu naszli złodzieje i bandyci w sowieckich mundurach. Wiele gospodarstw porzucono po ich kompletnym rozszabrowaniu. Uprasza się władze starościńskie o niezbędną pomoc, przysłanie fachowców, mierniczego i milicjanta pod bronią”.

Na początku września 1945 roku we wsiach gmin Nowakowo i Jegłownik zlustrowanych już przez Państwowy Urząd Ziemski wykazano ogółem 274 Polaków, w większości rekrutujących się z byłych polskich robotników przymusowych oraz rodzin przybyłych z dawnych nadgranicznych powiatów Pomorza i Północnego Mazowsza. Aż do czasów rozwinięcia działalności przez Oddział Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Elblągu oraz w miarę przekazania przez Armię Czerwoną polskiej administracji poszczególnych majątków, wszelkie ruchy osiedleńcze w tej części powiatu były żywiołowe, samorzutne i pozostające poza kontrolą administracji w Elblągu.

Jak czytamy w sprawozdaniu osiedleńczym za 1945 rok „w gminach Alt-Terranova (Nowakowo-AW) i Jodłowo (Jegłownik- AW) urzędnicy PUZ nie uczestniczyli na początku w przydziałach gospodarstw, a tylko niektórzy z ich użytkowników posiadali wystawione zaświadczenia z formułką „udają się do wsi celem zajęcia opuszczonych poniemieckich gospodarstw”. Umożliwiało to pierwszym osadnikom samodzielny wybór najlepszych z nich”.

 

Znaczne połacie obu żuławskich gmin pozostawały latem 1945 roku pod wodą, a wobec ogromnej skali zniszczeń, zasiedlonych przez polską ludność było jedynie jedenaście wsi. Największe skupiska polskich przesiedleńców w tej części powiatu elbląskiego odnotowano w sierpniu 1945 roku w Jegłowniku, Wikrowie, Szopach i Bielniku.

Niektóre - jak Raczki Elbląskie czy Kopanka - były długo niemal całkowicie wyludnione. Szczególnie niekorzystne warunki pod osadnictwo wiejskie występowały w 1945 roku w gminie Nowakowo. Zalana lub poważnie podtopiona pozostawała większość obszarów na północnym polderze Ellerwald, w rozlewisku Nogatu a także w części Wyspy Nowakowskiej. Możliwości zagospodarowania stwarzały więc jedynie osady położone tuż za rzeką Elbląg w gromadach Nowakowo i Ostróg. Najwcześniej, bo już 12 maja, w samym Nowakowie (Alt Terranova) osiedlił się były robotnik przymusowy Franciszek Michalak oraz dwóch byłych więźniów KL Stutthof. Kilka dni później pięć opuszczonych gospodarstw w ówczesnym Bollwerk objęła pierwsza grupka rolników z Mazowsza. Na przełomie sierpnia i września 1945 roku osadnicy polscy, przybywający głównie z okolic Warszawy, kierowani byli także do innych wsi tej gminy, m.in. do Kępy Rybackiej i Kazimierzowa.

 

Tendencja do grupowego osiedlania się

W pierwszych miesiącach po zakończeniu wojny dość charakterystyczna była tendencja do grupowego osiedlania się, gdzie dodatkowo wielu z nowych polskich mieszkańców było powiązanych relacjami rodzinnymi i sąsiedzkimi oraz pochodziło z tych samych okolic (np. miejscowości w powiatach Rypin, Lipno, Brodnica).

Rozproszeniu osadniczemu nie sprzyjała zdecydowanie fatalna sytuacja bezpieczeństwa związana zarówno z kradzieżami i gwałtami dokonywanymi przez stacjonujących w okolicy żołnierzy Armii Czerwonej oraz przez uzbrojone grupy przestępcze i polskich szabrowników. Wedle pierwszych ogólnych szacunków liczba ludności niemieckiej na terenie gmin Nowakowo i Jegłownik przekraczała w sierpniu 2200 osób, przy czym paradoksalnie w następnych miesiącach notowano jej przyrost.

Fatalne warunki aprowizacyjne, brak bezpieczeństwa, zniszczenia infrastruktury i zabudowań gospodarczych, słabość aparatu administracyjnego, podtopienia dróg i ograniczenia komunikacyjne niemal całkowicie utrudniały planowe osadnictwo w 1945 roku. Wielu pionierów zniechęconych sytuacją opuściło późną jesienią niegościnne tereny, przenosząc się gdzie indziej lub wracając do miejscowości pochodzenia.

Jeszcze w lutym 1946 roku liczba Polaków w obu gminach była nadal kilkukrotnie niższa niż ludności niemieckiej. Szczególnie było to widoczne w gminie Nowakowo, gdzie zimą 1945/1946 część już zasiedlonych wsi uległa ponownemu wyludnieniu. O jakichkolwiek cechach planowego osadnictwa można mówić dopiero w odniesieniu do pierwszej połowy 1946 roku, kiedy Oddział PUR w Elblągu zaczął kierować do niektórych wsi przesiedleńców z pierwszych, większych transportów zza Buga oraz z województw centralnych.

Wraz z wysiedleniami ludności niemieckiej i postępami akcji odwadniania Żuław liczba ludności polskiej rosła, aczkolwiek tempo przyrostu w przypadku miejscowości w gminie Nowakowo było aż do 1948 roku wyjątkowo słabe. Występowały pod tym względem znaczne dysproporcje i różnice z pozostałymi gminami powiatu elbląskiego, szczególnie z tymi położonymi na wschód od Elblągu jak Pomorska Wieś i Milejewo, gdzie sytuacja była od początku stabilniejsza. Swoją rolę odgrywała także zastana struktura gospodarstw a także początkowe prowizoryczne regulacje związanych z przydziałem gospodarstw rolnych. Ta pierwsza oparta na wielkich (wielohektarowych) majątkach rolnych, utrudniała osadnictwo indywidualne stając się potem podstawą do tworzenia tam Państwowych Nieruchomości Ziemskich, odgórnych eksperymentów kolektywizacyjnych, a po 1949 roku sieci PGR.

 

Zmiany nazw

Latem i jesienią 1947 roku na terenie gminy Nowakowo osiedlono dużą grupę ludności ukraińskiej z akcji Wisła (głównie z powiatu hrubieszowskiego), a rok później w ramach akcji specjalnej „P” także ludność rolniczą z dotkniętych powodzią nadwiślańskich obszarów powiatu Nowy Dwór Mazowiecki. W 1948 roku zatwierdzono ostatecznie urzędowe warianty nazw miejscowości oraz zdecydowano, że obszar powiatu elbląskiego będzie powiększony o trzy nowe gminy wiejskie: Zwierzno, Żurawiec, Gronowo Elbląskie, które dotąd wchodziły w skład powiatu malborskiego. W grudniu 1950 roku liczba ludności zameldowanej w gminie Jegłownik wynosiła 2864 osoby, a sąsiednie Nowakowo prawie 1800 osób. Mimo że pod względem pochodzenia terytorialnego przewagę mieli przesiedleńcy z województw centralnych (warszawskiego, kieleckiego, lubelskiego), duży odsetek stanowili również osiedleńcy z pasa przygranicznych powiatów ówczesnego województwa bydgoskiego czy Kociewia i Kaszub.

Ludność polska przesiedlona z dawnych województw wschodnich Rzeczypospolitej była w mniejszości i była rozproszona, szczególnie w gminie Nowakowo. Obraz społeczno-kulturowy uzupełniały: ludność ukraińska z akcji „Wisła”, reemigranci i repatrianci wojenni z Europy Zachodniej oraz nieliczna grupka ludności rodzimej (autochtonów). To zróżnicowanie skutkowało początkowo szeregiem problemów z adaptacją w nowym miejscu, z integracją międzygrupową, z występującymi gdzieniegdzie antagonizmami i konfliktami.

 

Po wcześniejszych spotkaniach w Elblągu, Tolkmicku i Komorowie Żuławskim podczas czwartkowego spotkania we Władysławowie naświetlona zostanie specyfika osadnictwa wiejskiego oraz zagadnienia ludnościowe, narodowościowe oraz społeczno-kulturowe w zachodniej części powiatu elbląskiego po 1945 roku. Ujęcie mikro historyczne prowadzonych badań pozwala wykazać pewne różnice w przebiegu tych procesów w poszczególnych wsiach gmin Nowakowo i Jegłownik. Do prezentacji zostaną włączone zapisy źródłowe i relacje, które z różnych przyczyn nie weszły ostatecznie do publikacji książkowej. Będzie to dobra okazja do dyskusji, wymiany informacji z mieszkańcami i uczestnikami spotkania na temat przodków osiedlających się po wojnie na tych terenach oraz okoliczności ich przybycia.

Wstęp na spotkanie, które rozpocznie się o godz. 18 w świetlicy wiejskiej we Władysławowie, jest wolny.


Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Moim zdaniem fatalny tytuł książki. Prowokacyjny i wywołuje złe skojarzenia jakieś nagłości, czegoś niepożądanego, niechcianego. Nie pasuje do - bądź co bądź - pracy naukowej, którą przeczytałem. Mnóstwo faktów, ale bez wyraźniej narracji. Jak autor ocenia to co opisuje? Tytuł sugeruje, że raczej negatywnie
  • Tytuł powinien brzmieć "I wtedy wyszli/uciekli Niemcy" albo "I wtedy wreszcie powrócili Polacy". A poglądy autora.... no cóż są też ciekawe.
  • @Pionierek - jak napiszesz "swoją" pracę doktorską, to sobie zatytułujesz jak będziesz chciał, pewnie miałeś kłopoty nawet z dyktandem z polaka w podstawówce :-D
  • Jeśli chodzi o sam Elbing, to jacy Polacy tu mogli wrócić i skąd, skoro od założenia miasta tu w większości mieszkali Niemcy? Obecnie to w 98% potomkowie ludności napływowej i przesiedleńcy (może 2% to potomkowie Niemców, którzy nie uciekli).
  • Oczywiście Polskie komentarze są blokowane. Tylko proniemieckie przechodzą?
  • Tytuł tej monografii powstał na bazie dialogu między dziadkiem Hansem, a jego wnuczkiem Jurgenem. Wnuczek zapytał "Dziadku Hansie opowiedz co się z Tobą działo w 1945 r. " Dziadek odpowiedział "Byłem w tedy z rodzicami w Elbingu, który zniszczyli doszczętnie ruscy". Wnuczek dopytywał "A co się stało potem?" Dziadek Hans ze smutkiem odpowiedział "I wtedy przyszli Polacy".
  • Przecież przyszli na ziemie odzyskane, takie są fakty więc tytuł adekwatny do ówczesnego powojennego czasu, trudnego dla wszystkich. Gdyby pan rzetelnie przeczytał bądź udał się na spotkanie to dowiedziałby się, że nie tytuł nie jest stronniczy i w tym kontekście o jakim są tutaj te dywagacje. Autor nie gloryfikuje narodu niemieckiego tylko bardzo rzetelnie przedstawia tamtejszą rzeczywistość i fakty historyczne, za co dla niego wielki szacun.
  • A moim zdaniem trafniej byłoby skomentować jakim złem niepożądanym była wojna dla wszystkich przesiedleńców, bez względu na pochodzenie zamiast się czepiać tytułu.
  • Tak się składa, że przebrnąłem przez to obszerne opracowanie. Z trudem. I po tej lekturze nie wiem jakie poglądy ma Autor. Ale wiem, że źle dobrał tytuł, który szkodzi tej książce.
  • No więc właśnie bo liczy się przede wszystkim treść a nie tytuł i jeśli nie doszukał się pan poglądów tzn, że ich nie ma. Jest za to wierne oddanie tematu o powojennym osadnictwie i panujących realiach społeczno -politycznych regionu więc wartość historyczna bezcenna, szczególnie dla przyszłych pokoleń. Tytuł można sobie interpretować wg uznania lecz nie osądzajcie książki jak i autora po okładce.
  • @Pionierek - Powrócili? A kiedy miałeś na Żuławach Polaków przed 1945 rokiem? W jakim okresie historycznym? Zbłądzonych wędrowców i pracowników sezonowych pomijam. To nie były słowiańskie ziemie. Przed Niemcami byli Prusowie.
Reklama