Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem

Przypadające na 17 października obchody Dnia Walki z Ubóstwem mają uświadomić opinii publicznej potrzebę likwidacji ubóstwa we wszystkich krajach, w szczególności zaś w krajach rozwijających się. Zasmuca fakt, iż według danych Unii Europejskiej, polskie dzieci są najbiedniejsze spośród wszystkich 27 unijnych krajów.
Temat przewodni tegorocznych obchodów Międzynarodowego Dnia Walki z Ubóstwem – „Dzieci i rodziny przemawiają przeciwko ubóstwu” nawiązuje do 20. rocznicy uchwalenia Konwencji o Prawach Dziecka. ONZ zdaje sobie sprawę, że inwestowanie w dzieci i ochrona ich praw jest jedną z najbardziej niezawodnych dróg to wyeliminowania ubóstwa.
W swoim przesłaniu Sekretarz Generalny ONZ zwraca też uwagę, iż „W dobie światowych kryzysów nasza uwaga powinna koncentrować się szczególnie na najbiedniejszych i pozbawionych opieki. (…) Według ostatnich szacunków w tym roku światowy kryzys ekonomiczny pozbawił pracy co najmniej 50 milionów ludzi. Przypuszcza się, że w 2009 r. 100 milionów ludzi znajdzie się poniżej granicy ubóstwa. Pomimo obfitości dóbr na świecie, podstawowe potrzeby dzieci nadal pozostają niezaspokojone. Miliony dzieci są pozbawione dostępu do edukacji, większe jest też ryzyko, że porzucą szkołę. Dzieje się tak szczególnie w przypadku dziewcząt. (…) W dziedzinach, w których zwiększono światowe inwestycje na walkę z AIDS, gruźlicą, malarią i chorobami, którym można zapobiec poprzez szczepienia, odnotowano oczekiwane postępy. Godnym uwagi sukcesem było także zmniejszenie liczby zgonów dzieci poniżej piątego roku życia. Dokonania te wskazują, jak można osiągnąć postęp w realizacji Milenijnych Celów Rozwoju w krajach, gdzie jest to zagrożone. Należy inwestować w kluczowe dziedziny, takie jak podstawowa edukacja i infrastruktura oraz zdrowie matek. Organizacja Narodów Zjednoczonych podejmuje walkę z kryzysem na wielu frontach – promując bezpieczeństwo żywnościowe, rozwijając zieloną ekonomię, zapewniając silną opiekę społeczną oraz wdrażając światowy pakt pracy. (…) Konkretne działania i prawidłowe inwestycje pozwolą czerpać z osiągnięć, wypełnić zobowiązania i zapewnić każdemu mężczyźnie, kobiecie i dziecku możliwość wykorzystania swojego potencjału”.
Tyle najwyższy przedstawiciel ONZ. Trudno się z nim nie zgodzić, wszelkie inwestycje w edukację i zdrowie zawsze się opłacą. Szkoda tylko, że dokonując przeliczeń ekonomicznych, nie wpadli na to jeszcze nasi politycy, którzy widząc tylko krótkowzroczne, kadencyjne słupki, pozbawiają perspektyw kolejne już pokolenie Polaków.
Trudno nie odnieść wrażenia, oglądając serwisy informacyjne, że w naszym kraju już nic się nie opłaci – limity na leczenie (choć biorąc pod uwagę wysokość składek na ZUS, zabiegi i dobre warunki leczenia należą się składkowiczom, jak przysłowiowa zupa psu), opieka ginekologiczna nad kobietami w ciąży (co gwarantowało państwo nawet za tej „niedobrej” komuny!), rehabilitacja dla przewlekle chorych (choć na chłopski rozum biorąc, lepiej przecież usprawnić człowieka, żeby wykonał wokół siebie podstawowe czynności, niż z kasy państwa opłacać kolejnego pracownika socjalnego), no i edukacja. Ta ostatnia w ogóle według niektórych chyba się nie opłaca – i dlatego nasi wykształceni inżynierowie robią kariery poza granicami kraju, a do nas do budowy autostrad trzeba będzie niedługo ściągać Chińczyków… Do tego jeszcze trzeba dodać tzw. limity, które ograniczają możliwość dorobienia żyjącym i tak na skraju ubóstwa emerytom i rencistom.
Zaszaleją szczególnie ci, którzy do renty socjalnej 504 zł netto mogą zarobić (jeśli w ogóle są w stanie) 924, 50 brutto. Dodam, że w związku z tym, że limity zależne są od danych GUS za kwartał, kwoty, po których renty są zawieszane, obecnie maleją! Sprawę miało rozwiązać zniesienie limitów, ale w grudniu ubiegłego roku Prezydent RP ustawę zawetował. A przecież, zarabiając, ludzie Ci generowaliby do budżetu państwa pieniądze z podatków – ironizując, to pewnie też się nie opłaca.
I tak powolutku jawi nam się przed oczami odpowiedź na pytanie: Dlaczego polskie dzieci są najbiedniejsze w całej Unii Europejskiej i dlaczego tak, wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa… Każdy z pewnością jeszcze mógłby dodać coś od siebie: zapóźniona reorganizacja zakładów pracy i zwiększające się bezrobocie, za mało przedszkoli, szczepienia dla dzieci, za które trzeba płacić, krótka refundacja leku dla chorych na stwardnienie rozsiane i chęć pozbawienia od nowego roku cukrzyków refundacji za długoterminowe dialogi insuliny itd. itd.
Krótkowzroczność naszych władz w odniesieniu do kwestii, o ważności których mówi Sekretarz Generalny ONZ, jest co najmniej zadziwiająca. Nawet początkujący student zarządzania wie, że żeby zarobić, trzeba najpierw zainwestować. Jeśli nasze władze nie zaczną inwestować w naszych obywateli, w edukację dzieci i młodzieży oraz w promocję zdrowia, staniemy na czele krajów, ale tych spoza cywilizacji tzw. Zachodu.
Nie spodziewając się zbyt wiele po politykach, każdy z nas może i powinien wspierać akcje i fundacje, wspierające dzieci w nauce i prowadzące dożywianie dzieci w szkołach. Nawet jeśli nie stać nas na wpłacenie jakichś pieniążków na rzecz dzieci, możemy ofiarować im ciepły posiłek, klikając na pajacyka na www.pajacyk.pl lub raz do roku w ramach rozliczenia PIT ofiarować 1 procent na dowolną organizację, która zajmuje się wspieraniem najbiedniejszych.
W swoim przesłaniu Sekretarz Generalny ONZ zwraca też uwagę, iż „W dobie światowych kryzysów nasza uwaga powinna koncentrować się szczególnie na najbiedniejszych i pozbawionych opieki. (…) Według ostatnich szacunków w tym roku światowy kryzys ekonomiczny pozbawił pracy co najmniej 50 milionów ludzi. Przypuszcza się, że w 2009 r. 100 milionów ludzi znajdzie się poniżej granicy ubóstwa. Pomimo obfitości dóbr na świecie, podstawowe potrzeby dzieci nadal pozostają niezaspokojone. Miliony dzieci są pozbawione dostępu do edukacji, większe jest też ryzyko, że porzucą szkołę. Dzieje się tak szczególnie w przypadku dziewcząt. (…) W dziedzinach, w których zwiększono światowe inwestycje na walkę z AIDS, gruźlicą, malarią i chorobami, którym można zapobiec poprzez szczepienia, odnotowano oczekiwane postępy. Godnym uwagi sukcesem było także zmniejszenie liczby zgonów dzieci poniżej piątego roku życia. Dokonania te wskazują, jak można osiągnąć postęp w realizacji Milenijnych Celów Rozwoju w krajach, gdzie jest to zagrożone. Należy inwestować w kluczowe dziedziny, takie jak podstawowa edukacja i infrastruktura oraz zdrowie matek. Organizacja Narodów Zjednoczonych podejmuje walkę z kryzysem na wielu frontach – promując bezpieczeństwo żywnościowe, rozwijając zieloną ekonomię, zapewniając silną opiekę społeczną oraz wdrażając światowy pakt pracy. (…) Konkretne działania i prawidłowe inwestycje pozwolą czerpać z osiągnięć, wypełnić zobowiązania i zapewnić każdemu mężczyźnie, kobiecie i dziecku możliwość wykorzystania swojego potencjału”.
Tyle najwyższy przedstawiciel ONZ. Trudno się z nim nie zgodzić, wszelkie inwestycje w edukację i zdrowie zawsze się opłacą. Szkoda tylko, że dokonując przeliczeń ekonomicznych, nie wpadli na to jeszcze nasi politycy, którzy widząc tylko krótkowzroczne, kadencyjne słupki, pozbawiają perspektyw kolejne już pokolenie Polaków.
Trudno nie odnieść wrażenia, oglądając serwisy informacyjne, że w naszym kraju już nic się nie opłaci – limity na leczenie (choć biorąc pod uwagę wysokość składek na ZUS, zabiegi i dobre warunki leczenia należą się składkowiczom, jak przysłowiowa zupa psu), opieka ginekologiczna nad kobietami w ciąży (co gwarantowało państwo nawet za tej „niedobrej” komuny!), rehabilitacja dla przewlekle chorych (choć na chłopski rozum biorąc, lepiej przecież usprawnić człowieka, żeby wykonał wokół siebie podstawowe czynności, niż z kasy państwa opłacać kolejnego pracownika socjalnego), no i edukacja. Ta ostatnia w ogóle według niektórych chyba się nie opłaca – i dlatego nasi wykształceni inżynierowie robią kariery poza granicami kraju, a do nas do budowy autostrad trzeba będzie niedługo ściągać Chińczyków… Do tego jeszcze trzeba dodać tzw. limity, które ograniczają możliwość dorobienia żyjącym i tak na skraju ubóstwa emerytom i rencistom.
Zaszaleją szczególnie ci, którzy do renty socjalnej 504 zł netto mogą zarobić (jeśli w ogóle są w stanie) 924, 50 brutto. Dodam, że w związku z tym, że limity zależne są od danych GUS za kwartał, kwoty, po których renty są zawieszane, obecnie maleją! Sprawę miało rozwiązać zniesienie limitów, ale w grudniu ubiegłego roku Prezydent RP ustawę zawetował. A przecież, zarabiając, ludzie Ci generowaliby do budżetu państwa pieniądze z podatków – ironizując, to pewnie też się nie opłaca.
I tak powolutku jawi nam się przed oczami odpowiedź na pytanie: Dlaczego polskie dzieci są najbiedniejsze w całej Unii Europejskiej i dlaczego tak, wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa… Każdy z pewnością jeszcze mógłby dodać coś od siebie: zapóźniona reorganizacja zakładów pracy i zwiększające się bezrobocie, za mało przedszkoli, szczepienia dla dzieci, za które trzeba płacić, krótka refundacja leku dla chorych na stwardnienie rozsiane i chęć pozbawienia od nowego roku cukrzyków refundacji za długoterminowe dialogi insuliny itd. itd.
Krótkowzroczność naszych władz w odniesieniu do kwestii, o ważności których mówi Sekretarz Generalny ONZ, jest co najmniej zadziwiająca. Nawet początkujący student zarządzania wie, że żeby zarobić, trzeba najpierw zainwestować. Jeśli nasze władze nie zaczną inwestować w naszych obywateli, w edukację dzieci i młodzieży oraz w promocję zdrowia, staniemy na czele krajów, ale tych spoza cywilizacji tzw. Zachodu.
Nie spodziewając się zbyt wiele po politykach, każdy z nas może i powinien wspierać akcje i fundacje, wspierające dzieci w nauce i prowadzące dożywianie dzieci w szkołach. Nawet jeśli nie stać nas na wpłacenie jakichś pieniążków na rzecz dzieci, możemy ofiarować im ciepły posiłek, klikając na pajacyka na www.pajacyk.pl lub raz do roku w ramach rozliczenia PIT ofiarować 1 procent na dowolną organizację, która zajmuje się wspieraniem najbiedniejszych.
mk