UWAGA!

----

Teraz ja - Może to norma?

 Elbląg, Może to norma?
(fot. Anna Dembińska)

Zdanie egzaminu na prawo jazdy, może nie tylko w Elblągu, jest dosłownie maratonem. Ja przynajmniej mogę tak to nazwać, nie zdałam już kilka razy, aż w końcu pomyślałam sobie, że chyba marny ze mnie kierowca i może nie powinnam w ogóle mieć tego papierka...

Usłyszałam tak od jednego egzaminatora, który stwierdził, że nie powinnam być kierowcą, że utrudniam ruch, że wolno jeżdżę, że słaba, a nawet zła dynamika jazdy. Tylko że już w pierwszych minutach egzaminu pan egzaminator powiedział: „oj, cienko to widzę”. Tak naprawdę powiedział to na pierwszym skrzyżowaniu po wyjeździe z WORD-u. Jego zdaniem chyba powinnam jechać jak pirat, ale krążyłam z nim po Elblągu prawie 40 minut. Niestety, za zbyt ostrożną jazdę, za ustąpienie pierwszeństwa, za niewyłączenie kierunkowskazu zostałam skreślona przez niego jako przyszły kierowca.
       Rozumiem, że mogłam jeździć szybciej, ale nie jechałam „20”, tylko trzymałam się koło „40”, a w większości egzaminator wybierał ulice, gdzie były ograniczenia do „40”.
       Niecały tydzień później przystąpiłam do egzaminu ponownie, jeździłam po mieście niecałe 30 minut i fakt, zrobiłam błąd – po prostu zagapiłam się. Wcześniej usłyszałam od egzaminatora, że jeżdżę dobrze, zachowuję spokój, mam podzielną uwagę, zwracam uwagę na wszystko, co się wokół mnie dzieje, mechanizmy w samochodzie są mi dobrze znane i potrafię je obsługiwać. Niestety, troszkę się zagapiłam na skrzyżowaniu i źle pojechałam. No i oblany, moja wina ewidentnie.
       Kolejny egzamin. Egzaminator bardzo się śpieszył, nawet po otwarciu maski nie dał mi spokojnie opowiedzieć tego, co miałam, tylko kazał zamykać. Ale ok, placyk zaliczony, na wzniesieniu też dobrze, potem miasto. Spokojnie jeździłam, tak jak poprzednim razem, tyle że egzaminator ciągle dziwnie wzdychał... Patrzę na licznik, prędkość ok., już sama nie wiedziałam, o co mu chodzi. Ale wykonywałam polecenia i wszystko było dobrze. Minęło jakieś 25 minut jazdy, egzaminator kazał mi pojechać drogą z pierwszeństwem, więc wjeżdżając na nią, włączyłam lewy kierunek i usłyszałam: „po co pani prawy kierunek! prawy pani włączy, jak będzie pani zjeżdżała ze skrzyżowania”. Mówił tonem wiadomo jakim, więc mówię do niego: „to był lewy kierunkowskaz”. Ale on mi na to, że on wie lepiej. No cóż, nie dawałam się wyprowadzić z równowagi. Potem te trudniejsze zadania: zawracanie, rondo, parkowanie, infrastruktura tyłem, hamowanie we wskazanym miejscu i wjazd pod górkę, polecenie w lewo na sygnalizacji świetlnej. Ok., akurat było czerwone, więc zatrzymałam się, zaciągnęłam ręczny i czekam. Pomarańczowe i start. Byłam piąta, więc i tak bym nie przejechała, bo światła tam są bardzo krótkie (ulic nie kojarzę, bo nie jestem z Elbląga). No i zgasł mi samochód. Byłam zdziwiona, takie rzeczy mi się nie zdarzały, zerknęłam na egzaminatora, głupawy uśmiech, ruszam jeszcze raz, znowu zgasł. Egzamin przerwany... Byłam w szoku, ruszanie z ręcznego mam obcykane i robię to dobrze, zawsze i od samego początku mój instruktor mnie za to chwalił. No cóż, może egzaminator jednak mi w tym pomógł? Na moim arkuszu przebiegu egzaminu praktycznego jest czternaście pozytywnych ocen z wykonanych zadań i jedna negatywna – sposób używania mechanizmów sterowania pojazdem, i ocena – silnik gaśnie, na skrzyżowaniu powstał zator itd.
       Potem egzaminator przewiózł mnie przez miasto niczym Kubica... Kierunkowskazów nie używał, pieszy jeszcze na przejściu, a on jechał mu prawie po plecach. Jechał około „70”, slalomem wyprzedzał przed przejazdem kolejowym i to właśnie z taką prędkością, że musiałam się przytrzymać drzwi, bo wylądowałabym na nim. Widać śpieszyło mu się po następną osóbkę.
       Słyszy się, czekając przy bramce na swoją kolej (a ludzie stoją tam i czekają jak na skazanie, zwłaszcza boją się, kto po nich podejdzie), różne rzeczy. Słyszałam, że sporo osób oblewa na wzniesieniu, dwa razy zgaśnie samochód i po egzaminie. Słyszałam, że egzaminatorzy czasem w tym pomagają. Po prostu delikatnie i niezauważalnie (prawie) naciskają swój hamulec i nie ruszysz za nic w świecie. Nie ma szans, by nie zgasł. Dziś wiem, że to jednak prawda. Moja koleżanka miała egzamin i właśnie na wzniesieniu raz jej zgasł. Powiedziała do egzaminatora, by zabrał na chwile nogę z okolic hamulca, to ona ruszy. No i ruszyła, i to płynnie... Wyjechała na miasto, 5 minut i koniec jazdy.
       Czasem ma się chęć coś im odpowiedzieć, ale naprawdę nie warto, wtedy wiadomo, że już po egzaminie. Ludzie nie chcą się odwoływać, no bo co to da? Potem oblewa się kilka razy. Ja stojąc tam i widząc, ile osób zdaje, nie mogę uwierzyć. Na 20 osób zdaje jedna. To niemożliwe, że pozostałe nie potrafią jeździć.
       Robię sobie troszkę przerwy w podejściach do egzaminu, jestem już po prostu wykończona. Może jestem przewrażliwiona? Nie wiem, ale nie tylko ja tak to odbieram. Są tacy, co podchodzą już dwunasty raz. Może taka ma być norma?
       Piszę to wszystko nie ze złości, nie dla zemsty czy jakiejś satysfakcji, ale ktoś chyba musi to opowiedzieć. Przecież my też jesteśmy ludźmi. Nawet jak się robi jakieś błędy, to co to za błędy? Zgaśnie samochód i po egzaminie? Każdemu się zdarza. Jestem teraz załamana, ale się nie poddam. Chcę mieć to prawo jazdy i będę walczyła dalej. I innych też zachęcam, by przetrwali. Wiem, że to trudne, ale nie dajcie się.
      
      
Autor Teraz Ja
Liczba publikacji: 1
W tym miesiącu: 0
Ocena Głosów Komentarzy
4.0 7 41

A moim zdaniem...

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • przed podjeciem nauki jazdy na ulicy polecam obycie sie z autem. piszesz, ze zgasl ci silnik. a wiesz czemu zgasl ? nie wiesz, bo nie masz pojecia co zawiodlo. moze za szybko puscilas sprzeglo, moze za malo dalas gazu, moze ruszalas z "trojki" ? nie masz o tym bladego pojecia, bo nie masz pojecia jak fukcjonuje samochod, a bierzesz sie za jego obsluge. nikogo nie bronie, tylko szczerze polecam dobrze obyc sie z autem. ja majac 14 czy 16 lat jezdzilem samochodem brata czy ojca - po prostu interesowalem sie tym ! obserwowalem jak inni jezdza i zanim sam wsiadlem za kolko to wiedzialem co z czym ! egzamin moglem zdawac juz po 15h kursu, bo juz czulem sie na tyle pewnie. zdalem oczywiscie za pierwszym razem, egzaminator nie mial sie czego przyczepic.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    m21d24(2010-07-01)
  • poza tym. .. dobry kierowca ruszy mimo wszystko z kazdego biegu. tobie sie to nie udalo, bo nim nie jestes. a ruszyc na hamulcu ? udaje sie tylko drifterom; )
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    m21d24(2010-07-01)
  • no ja nie wiem jak to z tym oblewaniem jest teraz ale w kręgu moich znajomych egzamin zdany był za pierwszym razem. i to nie były 2 czy 3 osoby ale ok 10.ja prawko mam od 3 lat, zdałem za pierwszym razem i na egzaminie było bezstresowo. ale tak w ogóle to najpierw spójrzmy do rankingu ośrodków szkolenia kierowców i wybrać taki ośrodek który ma dużą zdawalność. Polecam Andrzeja Kujawę (sam tam uczęszczałem) i SchoolCar.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    zdzich(2010-07-01)
  • Jeżeli Pani uważa, że dobrze jechała to polecam odwołanie się. Egzamin jest rejestrowany. Podejrzewam jednak, że po prostu ma Pani jeszcze za małe umiejętności. Proponuje nie poddawać się i poprosić kogoś z autem żeby gdzieś na odludnym parkingu potrenować. Ja zdałem na kat. B za pierwszym razem, jak i na kat. A mimo, że było między kursami 5 lat przerwy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Kierowca(2010-07-01)
  • Oj dziewczyno. Może mają rację, że jesteś słabym kierowcą? Nie bierzesz tego pod uwagę? A poza tym, prawo jazdy to nie - jak piszesz '' papierek'', który musi mieć każdy. To uprawnienie do jazdy samochodem. A lichy kierowca to zagrożenie dla wszystkich.
  • Co prawda to prawada sa tez maiłem okazję trenować jeszcze długo przed egzaminem. Udało sie za pierwszym razem. Ale potwierdzam, że egzamnatorzy jak wracaja z egzaminu to niczym kubica. Zerooo przykładu. Ale jak to mówią nauczycielem trzeba się urodzić a nie zrobić papier na egzaminowanie a samemu jezdzić jak ostatni pajac.
  • Dziewczyna poruszyła tu ważny temat. Nie łudźmy się. Egzaminator ma płacone za każdy egzamin. Wiec jest żywotnie zainteresowany, żeby za wielu go nie zdawało. To, że jest to po prostu egzaminacyjna mafia wie każde dziecko w tym kraju. Co i raz wybuchają afery w kolejnych WORDach. Co i raz słyszymy o korupcji, aresztowaniach. Inną sprawą jest kwestia szkolenia. Mam czasami ochotę wysiąść z samochodu i zdzielić instruktora po pysku jak widzę, co wyprawia z kursantem. Poczynając od "leżenia na kierownicy" ( szczególnie klobiety) na manewrach wszelakiej maści kończąc. Niedawno pan instruktor z Moraga kazał zawracać kursantowi na podwójnej ciągłej tuż przed moim nosem. To, że ma cały samochód zawdzięcza dobrym hamulcom i grubo ponad milionowi wyjeżdżonych kilometrów. I wiecie co? Zamiast przeprosić, miał jeszcze pretensje, że nie uważam na naukę jazdy !!!
  • Jak patrzę na to co się dzieje na naszych drogach, a jeżdżę po nich już od paru dziesiątków lat bez znaczącego zdarzenia kolizyjnego to uważam, że egzaminy na kierowców są traktowane mało rygorystycznie. Kompletny brak podstawowych zasad poruszania się po drogach przez znaczącą grupę spalaczy benzyny i ropy jest tego dobitnym przykładem. Drugim zaś, momentem warunkującym zachowania drogowe, to kompletny brak kultury i normalne soczyste chamstwo, którym to charakteryzuje się statystyczny ścieracz polskiego, kiepskiego asfaltu. Dlatego też Panienko, po takich, jak zeznajesz osobiście - plamach - powinnaś być natychmiast delegowana do dalszych szkoleń i egzaminów dla twojego dobra i tych, którzy mają obserwować i tolerować na drodze ignorancje i brak zdecydowania a przede wszystkim brak umiejętności i widoczne oznaki małego doświadczenia praktycznego.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    AborygenMiejscowy(2010-07-01)
  • Instruktor nauki jazdy gdy nie pozwoliłem siłowo zajechać drogi przez kursanta przez jego szybę pokazał mi wyprostowany palec. I nie było to raczej pozdrowienie. Jeżeli tego siwiejącego jeszcze raz spotkam w podobnej sytuacji napiszę jaka to szkoła kształci dobrze wychowanych kierowców.
  • ja zdawalam egzamin 4 razy! i zdalam! ale rowniez bylam "mieszana" przez egzaminatorow. gdy wzielam dodatkowe lekcje (w zupelnie innym osrodku niz mialam kurs)to facet ktory ze mna jezdzil pytal co oni ode mnie chcieli, bo wedlug niego nie ma sie do czego przyczepic. wiec zmobilizowalam sie do zdania i zdalam! tyle ze przez ponad rok prawie w ogole nie jezdzilam samochodem bo po prostu balam sie (slyszalam caly czas w glowie ze jestem zagrozeniem na drodze). teraz jezdze juz spokojnie, na luzie, bez nerwow. i to sama:) prawko mam od 7 lat, ale uwazam ze do tego trzeba dorosnac! mysle ze nie powinno sie robic prawka w wieku 18 lat(bo w moim odczuciu robi sie je tylko dla szpanu przed kolegami). co najmniej 20! to moja opinia!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    dnigga(2010-07-01)
  • czy PRPOKURATURA moze zająć się egzaminatoramiu którzy ewidentnie łamią prawo ?!?!?!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    szyfrant Zielonka(2010-07-01)
  • Ja zdałam za trzecim razem, ale dwa niezdane egzminy to była moja wina. Siedząc w WORDzie wielokrotnie słysząłam, jak wielu ludzi opowiada o swoich niezdanych egazminach, i to, co rzuciło mi sie w uszy; ), to zupełny brak samokrytycyzmu- wyczyniaja tacy tak straszne bzdury na drodze, ze szok, ale wg nich i tak to wina egzminatora, ze za takie cos ich oblał. Troche uczciwego spojrzenia na siebie/
Reklama