UWAGA!

----

O „Szkiełku”, whisky i wykształciuchach

 Elbląg, O „Szkiełku”, whisky i wykształciuchach

Wczoraj (17 listopada) byłam na spotkaniu z Grzegorzem Miecugowem, organizowanym przez księgarnię Świat Książki. Powodem spotkania była wydana prawie rok temu książka „Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu”, którą Miecugow napisał wspólnie z Tomaszem Sianeckim.

Grzegorza Miecugowa przedstawiać nie trzeba. Jego dorobek zawodowy jest znany. Wydawało się mi, że ten popularny dziennikarz niczym nie zaskoczy zebranych słuchaczy, a spotkanie przebiegnie w wymianie ochów i achów nad programem „Szkło kontaktowe”. Na szczęście miło się rozczarowałam! Jak to zaznaczył sam autor na wstępie, jest gawędziarzem i lubi rozmawiać. Na szczęście! Ponieważ moderator rozmowy był, eufemistycznie mówiąc, słabo do tej roli przygotowany, Grzegorz Miecugow, swoim „obyciem” w kontaktach z czytelnikami i widzami oraz bezpośredniością uratował spotkanie.
     A o czym to opowiadał Grzegorz Miecugow? Na przykład o tym, że w jego programie nie ma miejsca na pozę i udawanie. Jak zauważył, byłoby niemożliwym przez tyle lat udawać kogoś innego. Tym bardziej, jak sam się przyznał, aktorem jest kiepskim. W tym miejscu przypomniał o swoich scenicznych epizodach. Na przykład o roli króla w przedstawieniu „Kopciuszek” w reż. Krystyny Jandy, którą to (mając do wypowiedzenia tylko kwestię: „Ciszej, bo nic nie słyszę”) i tak „położył”.
     Autor wspomniał, że prywatnie nie ogląda telewizji, namiętnie (co wiem już z książki) gra w scrabble oraz chętnie czyta. Obecnie zaś jak nie czyta, to pisze. I tu zaskoczył zebranych wielbicieli, zdradzając, że jest w trakcie tworzenia kryminału. Poczekamy, zobaczymy.
     Grzegorz Miecugow zdradził, w czym pomaga mu ukończona filozofia. Podzielił się z nami wstrząsającą historią, do której potrafił podejść z filozoficznym dystansem a także swoimi przemyśleniami na temat wszechświata, który go frapuje i fascynuje na tyle, że myśli, iż jeszcze kiedyś coś na ten temat napisze.
     Zapewnił zebranych, że nie zamierzał iść w ślady ojca, znanego dzienikarza, co jak widać się nie udało. Zdradził kulisy swojego występu w programie „Big Brother” oraz wyraził nadzieję, iż nie jest kojarzony tylko i wyłącznie z tym programem.
     Odnośnie książki, współautor stwierdził, że nie zamierzają już jej zmieniać, poprawiać czy też napisać kolejnej części. Na szczęście nie uważa, że książka jest zbyt szczera. Jak zdradził, jedyną osobą, której nie spodobało się zbyt częste wspominanie o whisky, była mama Tomasza Sianeckiego. Z rozbrajającą szczerością autor powiedział jednak: „kto nas zna, to wie, jak jest z tą whisky”.
     Na spotkaniu nie mogło oczywiście zabraknąć pytań o fenomen programu „Szkło kontaktowe”. W książce, która była powodem spotkania, panowie napisali:
     
     „Zawsze pytani jesteśmy o pomysł na stworzenie „Szkła”. I fajnie by było powiedzieć, że oto siedliśmy przy sobocie i przy kielichu zacnej nalewki (w naszym przypadku jest to nalewka „na myszach”, czyli whisky, którą Tomek - o zgrozo - pija z colą), jeden z nas brzdąkał na gitarze, drugi potrząsał przeszkadzajkami, i rozpoczęliśmy coś na kształt burzy mózgów, która mogłaby wyglądać tak:
     G: Tomaszu, a może zrobilibyśmy jakiś wspólny program?
     T: Tak, Grzegorzu, to dobry pomysł.
     G: Ale jaki?
     T: Może z telefonicznym udziałem widzów?
     G: Tomaszu, jesteś genialny!
     T: (skromnie) Wiem...
     G: I jeszcze SMS-y od widzów.
     T: Ach! Świetny pomysł! I mejle też.
     G: Taki full kontakt.
     T: Przez szkło.
     T + G: (razem i trumfialnie) „Szkło kontaktowe”!!!
     Ale tak, niestety, nie było, ani nawet nie mogło być, bo przecież nie umiemy grać na gitarze, z przeszkadzajkami też u nas krucho.”
     [„Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu”, Grzegorz Miecugow, Tomasz Sianecki, Świat Książki, Warszawa 2007; str. 26]
     
     Skąd więc taki niebywały wzrost popularności „Szkła”? Według Miecugowa, u podstaw zachwytu „Szkiełkiem” leży frustracja. Rozczarowanie rządami lewicy, niedotrzymywanie obietnic odnośnie wcześniejszych wyborów, po których kraj miał być mlekiem i miodem płynący - to tylko niektóre wymienione przez Miecugowa przyczyny wzrostu popularności programu. Programu, co warto w tym momencie zauważyć, który „odwrócił strumień relacji”. A więc dał możliwość wypowiedzenia się nam, widzom programu. Miecugow podkreślił, że do tego czasu nie wiedział, że w kilku słowach SMS-a można zmieścić sensowny przekaz, zabawną puentę. Takiego konceptu, jak zaznaczył, nieraz zazdrości esemsującym widzom. Nie bez znaczenia jest także dobór prowadzących i współpracowników programu, którzy wnoszą w tę złość i zawód politycznymi „elitami” nieco humoru i dystansu. Uznał również, że nazwanie przez Ludwika Dorna widowni „Szkła” wykształciuchami przyczyniło się do sukcesu programu. Widownia - w końcu nazwana i „sklasyfikowana” - poczuła swoją siłę. A efektem tego jest choćby bojkot TVN i TVN24 przez polityków PiS-u. To się nazywa siła oddziaływania!
     Jako człowiek mediów, Grzegorz Miecugow to cudowny towarzysz rozmów na temat telewizji w ogóle czy też misji telewizji. Który to wątek został zresztą na spotkaniu wywołany. Szkoda, że czas oraz miejsce nie bardzo pozwalały na szerszą dyskusję, bo chętnie dowiedziałabym się nieco więcej na ten temat. Niemniej i tak odnotowałam ciekawe spostrzeżenia.
     Dodam jeszcze, że w prywatnej rozmowie (przy podpisywaniu książki) podpytałam się Grzegorza Miecugowa o radio. Dowiedziałam się, że mimo, iż dostał propozycję prowadzenia piątkowej, porannej rozmowy w Salonie politycznym Trójki, nie mógł jej przyjąć. A szkoda. Na szczęście powiedział też, że mimo, iż teraz występuje w dwóch warszawskich rozgłośniach, to jeśliby miał kiedykolwiek wrócić do ogólnokrajowego radia, to obecnie mogłaby być to tylko Trójka.
     
     Mówi Grzegorz Miecugow:
pannakotta

Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • Miecugow to tuskowy naganiacz, koleś zawodowo zajmuje sie naganianiem ludzi dla Tuska, zreszta nieźle się na tym naganianiu finansowo ustawił, czas już weryfikuje jego ochy i achy na PO, jak to mówią słoma i błotka zawsze wylezie spod buciorów, bez znaczenia czy prawicuy, lewicy czy liberałów, czas robi swoje,
  • Skoro z Miecugowa robisz entuzjastę metod Towarzysza Górskiego i innej wszelakiej prominenci bezpagonnej - to, co o Tobie Łaskawco można powiedzieć mniej niż zero czy zero z plusem. Nie sadzę jednak, aby Pan Miecugow miał o Tobie takie zdanie i publicznie je wrażał. I na tym dość szczególnym akapicie polega wielka różnica miedzy WAMI i racz jej nie udowadniać tak niezbicie. Wstydu oszczędź, nam elblążanom.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    MiejscowyAborygen(2008-11-19)
  • zabolala tuskomatolka prawda o jego "ynteligencie" naganiaczu?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    łaskawca(2008-11-20)
  • Piewca tuskowych cudów zawitał na prowincji? Czyżby koniunktura na bicie piany i tłuczenie umysłów pryszczakom sie skończyła?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    axelxxl(2008-11-20)
  • pokażcie m i jedną rożnice pomiędzy ojcem dyrektorem Rydzykiem i ojcem dyrektorem Miecugowem, obaj maja taka samo nawiedzona publike, ale co ich różni? obaj plują jadem tak samo, na czym polega róznica?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    mokolk(2008-11-20)
Reklama