Problem szkolnego dymka

- Na każdym kroku próbujemy uświadamiać uczniów, jakie są konsekwencje nadużywania tytoniu – mówi nauczycielka jednej z elbląskich szkół ponadgimnazjalnych. - Organizujemy pogadanki z fachowcami, rozmawiamy z młodzieżą na godzinach wychowawczych. Surowo przestrzegamy przed paleniem szczególnie na terenie szkoły. – dodaje. Nałóg jest jednak silniejszy od ucznia.
- Z dniem 15 listopada 2010 roku weszła w życie ustawa z dnia 8 kwietnia 2010 roku o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz. U. 2010/81/529) – czytamy na stronie http://www.poradnikdyrektora.pl. - Wprowadza ona bezwzględny zakaz palenia wyrobów tytoniowych w szkołach i placówkach oświatowych. Palić nie wolno nie tylko w budynku szkoły, ale również poza nim na terenie szkoły. Nie wolno również tworzyć palarni w tych jednostkach. Każdemu, kto złamie zakaz, grodzi kara grzywny do 500 zł.
W szkołach aż roi się od palaczy nie tylko wśród uczniów, lecz także wśród nauczycieli. Zakaz palenia jest dla tej części szkolnego środowiska, delikatnie rzecz ujmując, bardzo niewygodny. Cieszą się natomiast przeciwnicy tego nałogu, którym zapewnie przeszkadzał smród dochodzący z palarni, nierzadko mieszczącej się w sąsiedztwie pokoju nauczycielskiego. Pozostaje jednak pytanie, jak sobie z tym nieprzyjemnym nałogiem poradzić? Nerwowe ruchy uczniów na lekcjach, wiercenie się, bujanie na krzesłach, nerwowy chód nauczyciela palacza, uciążliwe triki i ta natrętna myśl, to dręczące pytanie: kiedy będzie dzwonek? kiedy sobie zapalę? - mówią same za siebie. Jak z tym żyć? Palić na terenie szkoły nie wolno, jednak jakoś trzeba sobie radzić.
W wielu przypadkach zakaz palenia powoduje, że palacze schodzą do „podziemia”. Nauczyciele chowają się w kantorkach, uczniowie uciekają za szkołę w poszukiwaniu jakiejś "dziupli" w celu uśpienia złośliwego nałogu. Nie przeszkadza im nawet złowroga aura, deszcz czy minus piętnaście stopni na termometrze. Dowodem na to, że młodzież nic sobie nie robi z poważnego zakazu jest smród dymu tytoniowego (który nadal czuć, mimo, że młodzieży przed budynkiem już dawno nie ma) i pety pozostawione na chodniku.
– Niestety zdarza nam się palić, gdzieś z tyłu za szkołą – mówi uczeń elbląskiej szkoły ponadgimnazjalnej. – Jest to po prostu potrzeba, z którą ciężko wygrać. Musimy chować się przed nauczycielami, którzy nas pilnują i wymyślają kary. Niektórzy koledzy zostali już ukarani za palenie przez straż miejską., jednak palą nadal. Wiemy, że nie można, ale nałóg to nałóg.
– Jeżeli chodzi o uczniów, to zawsze sobie jakoś radzą, wychodzą poza teren szkoły, a na ulicy można już swobodnie „kurzyć” – wspomina szkolne czasy zeszłoroczny elbląski maturzysta. – Zazwyczaj tak to właśnie wygląda, znajduje się jakieś miejsce, gdzie niczego nie widać. Zdarzało się także, że nauczyciele udawali, że tego nie widzą, niektórzy natomiast stosowali kary, zwłaszcza, gdy uczeń nie miał skończonych 18 lat. Jak już miał, to zazwyczaj przymykali oko – dodaje. – Czasami przychodziła do nas również policja wypisywać mandaty, ale to tak "raz na ruski rok". Poza tym wszyscy wtedy gasili papierosy i nie było wiadomo kto palił, a kto tylko sobie stał, więc policja była bezradna.
W przypadku uczniów palenie w szkole i jej okolicach zawsze było nielegalne. Nauczyciele, często także i palacze, szukali różnych sposobów i kar, by ujarzmić złośliwy nałóg swoich podopiecznych. Dziś i nauczyciele palacze znajdują się w nieciekawej sytuacji, bo jak tu wytrzymać pięć, sześć, a czasami osiem lekcji bez ukochanego dymka? Jak prowadzić zajęcia i opanować nerwowe drżenie rąk i poskromić rodzącą się agresję?
Złowrogi zakaz daje się także odczuć finansowo. Nierzadko zdarza się, także i u nas, w Elblągu, że uczniowskich palaczy na gorącym uczynku łapie straż miejsca, kręcąca się po okolicy. Czasami kończy się na pouczeniu, nierzadko na mandacie. Zdarza się także, że dyrekcja szkoły dzwoni po straż miejską, by uświadomić uczniów, że z łamaniem zakazów nie ma żartów.
– Na każdym kroku próbujemy uświadamiać uczniów, jakie są konsekwencje nadużywania tytoniu – mówi nauczycielka jednej z elbląskich szkół ponadgimnazjalnych. – Organizujemy pogadanki z fachowcami, rozmawiamy z młodzieżą na godzinach wychowawczych. Surowo przestrzegamy przed paleniem szczególnie na terenie szkoły, stosujemy różne kary, jednak niewiele to daje. Nie ma chyba jakiejś uniwersalnej recepty na wytępienie zjawiska palenia w szkole. Przypomina to walkę z wiatrakami.
Jak widać palenie na terenie szkoły to nadal dla belfrów problem. Mimo przeróżnych kar, próśb i gróźb nie da się wytępić tego zjawiska. Nauczyciele walczą z paleniem swych wychowanków (być może nie wszyscy wykazują wystarczająco konsekwencji), trudno go im jednak zupełnie wyeliminować.
W szkołach aż roi się od palaczy nie tylko wśród uczniów, lecz także wśród nauczycieli. Zakaz palenia jest dla tej części szkolnego środowiska, delikatnie rzecz ujmując, bardzo niewygodny. Cieszą się natomiast przeciwnicy tego nałogu, którym zapewnie przeszkadzał smród dochodzący z palarni, nierzadko mieszczącej się w sąsiedztwie pokoju nauczycielskiego. Pozostaje jednak pytanie, jak sobie z tym nieprzyjemnym nałogiem poradzić? Nerwowe ruchy uczniów na lekcjach, wiercenie się, bujanie na krzesłach, nerwowy chód nauczyciela palacza, uciążliwe triki i ta natrętna myśl, to dręczące pytanie: kiedy będzie dzwonek? kiedy sobie zapalę? - mówią same za siebie. Jak z tym żyć? Palić na terenie szkoły nie wolno, jednak jakoś trzeba sobie radzić.
W wielu przypadkach zakaz palenia powoduje, że palacze schodzą do „podziemia”. Nauczyciele chowają się w kantorkach, uczniowie uciekają za szkołę w poszukiwaniu jakiejś "dziupli" w celu uśpienia złośliwego nałogu. Nie przeszkadza im nawet złowroga aura, deszcz czy minus piętnaście stopni na termometrze. Dowodem na to, że młodzież nic sobie nie robi z poważnego zakazu jest smród dymu tytoniowego (który nadal czuć, mimo, że młodzieży przed budynkiem już dawno nie ma) i pety pozostawione na chodniku.
– Niestety zdarza nam się palić, gdzieś z tyłu za szkołą – mówi uczeń elbląskiej szkoły ponadgimnazjalnej. – Jest to po prostu potrzeba, z którą ciężko wygrać. Musimy chować się przed nauczycielami, którzy nas pilnują i wymyślają kary. Niektórzy koledzy zostali już ukarani za palenie przez straż miejską., jednak palą nadal. Wiemy, że nie można, ale nałóg to nałóg.
– Jeżeli chodzi o uczniów, to zawsze sobie jakoś radzą, wychodzą poza teren szkoły, a na ulicy można już swobodnie „kurzyć” – wspomina szkolne czasy zeszłoroczny elbląski maturzysta. – Zazwyczaj tak to właśnie wygląda, znajduje się jakieś miejsce, gdzie niczego nie widać. Zdarzało się także, że nauczyciele udawali, że tego nie widzą, niektórzy natomiast stosowali kary, zwłaszcza, gdy uczeń nie miał skończonych 18 lat. Jak już miał, to zazwyczaj przymykali oko – dodaje. – Czasami przychodziła do nas również policja wypisywać mandaty, ale to tak "raz na ruski rok". Poza tym wszyscy wtedy gasili papierosy i nie było wiadomo kto palił, a kto tylko sobie stał, więc policja była bezradna.
W przypadku uczniów palenie w szkole i jej okolicach zawsze było nielegalne. Nauczyciele, często także i palacze, szukali różnych sposobów i kar, by ujarzmić złośliwy nałóg swoich podopiecznych. Dziś i nauczyciele palacze znajdują się w nieciekawej sytuacji, bo jak tu wytrzymać pięć, sześć, a czasami osiem lekcji bez ukochanego dymka? Jak prowadzić zajęcia i opanować nerwowe drżenie rąk i poskromić rodzącą się agresję?
Złowrogi zakaz daje się także odczuć finansowo. Nierzadko zdarza się, także i u nas, w Elblągu, że uczniowskich palaczy na gorącym uczynku łapie straż miejsca, kręcąca się po okolicy. Czasami kończy się na pouczeniu, nierzadko na mandacie. Zdarza się także, że dyrekcja szkoły dzwoni po straż miejską, by uświadomić uczniów, że z łamaniem zakazów nie ma żartów.
– Na każdym kroku próbujemy uświadamiać uczniów, jakie są konsekwencje nadużywania tytoniu – mówi nauczycielka jednej z elbląskich szkół ponadgimnazjalnych. – Organizujemy pogadanki z fachowcami, rozmawiamy z młodzieżą na godzinach wychowawczych. Surowo przestrzegamy przed paleniem szczególnie na terenie szkoły, stosujemy różne kary, jednak niewiele to daje. Nie ma chyba jakiejś uniwersalnej recepty na wytępienie zjawiska palenia w szkole. Przypomina to walkę z wiatrakami.
Jak widać palenie na terenie szkoły to nadal dla belfrów problem. Mimo przeróżnych kar, próśb i gróźb nie da się wytępić tego zjawiska. Nauczyciele walczą z paleniem swych wychowanków (być może nie wszyscy wykazują wystarczająco konsekwencji), trudno go im jednak zupełnie wyeliminować.
gr