UWAGA!

----

„To są nasze dzieci. Nasz dom, nasz świat”

 Elbląg, Zdjęcie stanowi jedynie ilustrację tekstu
Zdjęcie stanowi jedynie ilustrację tekstu (fot. pixabay)

Nie lubią słowa „podziw”. Wolą normalność. Nie chcą być pokazywani jako bohaterowie. Chcą, żeby ich dom był po prostu domem, a dzieci dziećmi, bez etykiet i wielkich słów. Dlatego, na ich prośbę, nie podajemy nawet ich imion. - To są nasze dzieci. Nasz dom, nasze królestwo, nasz świat. Po co w nim hałasować? - podkreślają zgodnie.

Mieli zostać trzy miesiące. Zostali dwadzieścia lat

Dwóch ośmiolatków. Chudzi, przestraszeni, trzymający się za ręce. Nie pisali. Nie czytali. Byli głodni i nie wiedzieli, czy jutro będzie spokojniejsze niż wczoraj. Trafili do domu ludzi, którzy sami byli wtedy bardzo młodzi i jeszcze nie wiedzieli, że ten jeden telefon odmieni całe ich życie.

Ona pracowała wtedy jako asystentka rodziny w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej.

- Dostałam pod opiekę rodzinę. Już po miesiącu okazało się, że dzieci nie mogą zostać w tym środowisku, bo mama musi przejść natychmiastowe leczenie odwykowe. Trzeba było szybko zdecydować, co stanie się z jej synami. Czy trafią do domu dziecka, czy znajdziemy im rodzinę zastępczą – opowiada.

Jej mąż również doskonale pamięta tamten dzień.

- Wiedziałem, że jest deficyt rodzin zastępczych. Od żony słyszałem też o problemach tej rodziny. Czułem przez skórę, że to może się wydarzyć. Zanim jeszcze przez telefon padły słowa: „Słuchaj, wiozę do domu dwóch ośmiolatków” - mówi z uśmiechem.

Nie mieli wtedy biologicznych dzieci. Nagle w ich życiu pojawiło się dwóch chłopców, którzy mieli zostać tylko na chwilę. Na trzy miesiące, do czasu zakończenia leczenia ich mamy. Mama ukończyła detoks, ale na dalsze leczenie już się nie zgłosiła. Po dzieci też nie wróciła. Później do chłopców dołączyła ich siostra. Tak „na chwilę” zamieniło się w rodzinę, którą tworzą do dziś.

- Dziś chłopcy mają po 28 lat. Mają swoje życie, partnerki, dzieci. Nadal do nas przychodzą. Oglądają z mężem mecze, wpadają z rodzinami, planujemy wspólne wakacje. Chodzimy do naszych wnuków na Dzień Babci i Dziadka. Po dwudziestu latach to są po prostu nasze dzieci. Nasza rodzina - mówią zgodnie.

To zdanie wraca podczas rozmowy kilka razy. Nie ma w nim patosu. Jest spokój i pewność, że więzi rodzą się nie tylko z pokrewieństwa.

 

Małe sukcesy, wielkie znaczenie

Przez kolejne lata ich życie nabrało tempa. Zmieniali miejsca zamieszkania. Urodziła się ich biologiczna córka. Byli rodziną niezawodową, później zawodową, zrobili przerwę, by po latach ponownie wrócić do zawodowej pieczy zastępczej.

W swoim domu gościli już około dwudziestu dzieci. Każde nauczyło ich czegoś nowego.

- Dwadzieścia lat temu wydawało mi się, że wszystko naprawię. Że nikt mi nie powie, że dzieci, które trafiły do rodzin zastępczych czegoś nie potrafią albo się nie nauczą. Chciałam wszystkim udowodnić, że dadzą radę - przyznaje. - Dziś jestem spokojniejsza. Wiem, że nie wszystkie dzieci rozwijają się w tym samym tempie i nie wszystkie muszą osiągnąć to samo. Niektóre skończą szkołę zawodową, inne będą miały trudności z nauką. Ale wcale nie muszą mieć samych piątek ani być idealne. Najważniejsze, żeby były szczęśliwe i, jeśli to możliwe, samodzielne.

Każde dziecko przynosi swoją historię

Dziś pod ich dachem mieszka siedmioro dzieci. Każde trafiło do tego domu z innymi doświadczeniami, emocjami i potrzebami. Wśród nich jest chłopiec w spektrum autyzmu, nastolatka z alkoholowym zespołem płodowym oraz dziewczynka, o której opiekunowie mówią, że jest „bombą emocjonalną”. Każde z tych dzieci potrzebuje czegoś innego, ale wszystkim trzeba poświęcić dużo uwagi.

- Jest u nas chłopiec, który na początku bardzo nie chciał zostać w naszym domu. Przez pierwsze miesiące sprawiał wiele trudności wychowawczych. Dziś świetnie się uczy, czyta książki i jest bardzo obowiązkowy. To zupełnie inny chłopiec niż ten, który do nas trafił. To są dzieci po przejściach i trzeba się ich po prostu nauczyć. Śmieję się czasem, że bardziej niepokoję się wtedy, gdy dzieci nie sprawiają problemów. Wiem, że gdzieś w środku mogą tłumić emocje, które kiedyś i tak wybuchną. Wolę, żeby stało się to od razu, niż żeby dziecko nosiło to wszystko w sobie. Kiedy wiem, z czym się mierzy, łatwiej mogę mu pomóc.

 

Dorosły odchodzi. Dziecko zostaje z emocjami

Wiele dzieci utrzymuje kontakt z rodzicami biologicznymi. To ważna część ich życia, ale jednocześnie źródło wielu trudnych emocji.

- Dziecko czeka, przeżywa i ma nadzieję. Dorosły pojawia się na chwilę, a potem znika, zostawiając po sobie emocjonalny bałagan. My wychowujemy, odrabiamy z dzieckiem lekcje, ustalamy reguły i budujemy poczucie bezpieczeństwa. Czasami przez wiele tygodni wypracowujemy określony plan działania, a później rodzic pojawia się na chwilę i burzy wszystko, co udało się zbudować. Pozwala dziecku nie myć się, nie odrabiać lekcji, nie uczyć się. To jeden z najtrudniejszych aspektów naszej pracy.

 

Kiedy rodzina zastępcza staje się rodziną na zawsze

- Spośród siedmiorga dzieci, które obecnie są w naszej rodzinie zastępczej, tylko jedno nie jest dzieckiem wolnym prawnie. Tak naprawdę pozostała szóstka powinna trafić do adopcji, ale to się już nie wydarzy. Są za duże i bardzo trudno znaleźć dla nich rodziców adopcyjnych. Myślę, że za kilkanaście lat także z nimi będziemy obchodzić Dzień Babci i Dziadka, bo najprawdopodobniej dorosną właśnie w naszym domu.

Dziewczynka z zespołem FASD za rok skończy 18 lat, ale nigdy nie będzie samodzielna. Zawsze będzie potrzebowała wsparcia osoby dorosłej.

- Dopóki damy radę, będziemy to my. Później prawdopodobnie przejmie tę rolę asystent rodziny. Formalnie stanie się osobą dorosłą, jednak tej dorosłości nigdy w pełni nie osiągnie.

- Ludzie nie decydują się dziś na dzieci także z innych powodów. Zarobki są niewielkie, przyszłość niepewna, za naszą granicą trwa wojna, wszystko drożeje. Myślę, że to również wpływa na decyzje o rodzicielstwie i adopcji - dodają.

Sekret dużej rodziny

Nasi rozmówcy mają jeszcze jedną, dość zaskakującą refleksję. Uważają, że dzieci, których się nie urodziło, często wychowuje się łatwiej. Nie dlatego, że kocha się je mniej, ale dlatego, że w codziennych decyzjach łatwiej zachować spokój i kierować się rozsądkiem.

- Urodziłam tylko jedno dziecko i wiem, że byłam wobec niego nadopiekuńcza. To nie jest dobre. Trzeba racjonalnie podchodzić do wychowania i wydaje mi się, że łatwiej wychowuje się dzieci, których się nie urodziło. Poza tym, kiedy w domu jest ich więcej, one wzajemnie na siebie wpływają, uczą się od siebie i po prostu łatwiej się wychowują.

- Mamy dzieci w podobnym wieku: sześcio-, ośmio- i dziewięciolatki. Nie musimy siedzieć i bawić się z każdym z osobna, bo mają swoją grupę i świetnie bawią się razem. Dlatego uważamy, że jeśli ktoś decyduje się zostać rodziną zastępczą, warto rozważyć przyjęcie przynajmniej dwójki dzieci.

 

Nie ma idealnego kandydata na rodzica zastępczego

Nie da się przewidzieć wszystkich sytuacji ani przygotować na każde wyzwanie. Dlatego osobom, które zastanawiają się nad zostaniem rodziną zastępczą, nasi rozmówcy nie dają prostych recept.

- Nie ma idealnego wieku ani jednego właściwego momentu. Trzeba przede wszystkim poznać siebie i swoje możliwości. Jedni lepiej odnajdą się z małymi dziećmi, inni z większymi. Trzeba też pamiętać, że mając 50 lat, nie wezmę pod opiekę trójki małych dzieci i nie pójdę z nimi na rower. Warto znać swoje mocne i słabe strony.

- My na przykład wolimy wychowywać dzieci starsze, w wieku szkolnym. To nie znaczy, że jest łatwiej. Problemy są po prostu inne. Wiecznie jesteśmy na zebraniach, jesteśmy wzywani do szkoły, trzeba coś przygotować, kupić, a czasem dopiero wieczorem dowiadujemy się, że następnego dnia potrzebne są farby akwarelowe na plastykę. Pamiętam sytuację, kiedy o tym, że jedno z dzieci ich potrzebuje, dowiedzieliśmy się dopiero o godzinie 20.00. I też trzeba było znaleźć rozwiązanie - mówią z uśmiechem.

Zgodnie podkreślają, że wiedzą , że można żyć łatwiej czy wygodnie, ale wybrali taką drogę i innej na razie sobie nie wyobrażają.

- Dzieci to jednocześnie ogromna radość i ogromne wyzwanie - uśmiechają się nasi rozmówcy. -Sam kontakt z dzieckiem ma w sobie coś terapeutycznego i uzdrawiającego. Zarówno dla nas, jak i dla nich.

- Kiedyś bałam się ugotować obiad dla dziesięciu osób. Dziś robię to właściwie każdego dnia. U nas z obiadu zawsze zostaje porcja dla jeszcze jednej osoby. Nie ma znaczenia, czy przy stole siedzi pięć, osiem czy dziesięć osób. Zawsze zostaje. Czasami mówię do męża: „Słuchaj, znowu został mi obiad dla jeszcze jednej osoby”. A on już doskonale wie, co chcę powiedzieć - śmieje się nasza rozmówczyni.

Rodzicem zastępczym może stać małżeństwo lub osoba samotna. Od czego zacząć? Od rozmowy w Elbląskim Centrum Usług Społecznych. Zgłoś się: 780 191 899, 55 625 61 22.


Najnowsze artykuły w dziale Społeczeństwo

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama