Trudny klimat, ostrzały i tęsknota

Do kraju wrócił generał Grzegorz Buszka, zastępca dowódcy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, który dowodził III Zmianą Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Dziś (20 listopada) na spotkaniu z dziennikarzami opowiadał o zadaniach, jakie polscy żołnierze wykonują na tej misji, o nastrojach panujących wśród ludności afgańskiej, o klimacie, o żołnierskiej tęsknocie za domem i rodziną.
III Zmiana PKW w Afganistanie pod dowództwem gen. bryg. Grzegorza Buszki realizowała zadania związane z koncentracją polskiego kontyngentu w prowincji Ghazni, które wymagało bardzo wiele precyzji i profesjonalizmu zarówno w zakresie planowania, jak i praktycznego przeprowadzenia.
- Pierwsze trzy zmiany PKW miały pododdziały rozmieszczone w czterech prowincjach, teraz tylko w jednej - mówi generał Grzegorz Buszka. - Naszym najważniejszym zadaniem było stworzenie warunków dla IV Zmiany. Chodziło o konsolidację sił w jednej prowincji. Powstały dwie bazy wojskowe, w jednej jest dowództwo. Są także dwie mniejsze bazy ogniowe, w których skupione jest również wojsko afgańskie, oraz dwa posterunki obserwacyjne przy drodze prowadzącej z Kabulu do Kandahar.
Jakie zadania stoją przed żołnierzami przebywającymi na misji w Afganistanie?
- Po pierwsze, zapewnienie bezpieczeństwa na powierzonym obszarze - wyjaśnia gen. Buszka. - Żołnierze mają również służyć pomocą rządowi afgańskiemu w rozwoju prowincji, biorą także udział w jej odbudowie.
Podczas III Zmiany równolegle realizowane były zadania mandatowe w powierzonej polakom strefie odpowiedzialności - przeprowadzono ponad 700 patroli w dzień i w nocy, ponad 50 zadań realizowanych przez siły szybkiego reagowania oraz ponad 300 konwojów.
Operacyjny wysiłek żołnierzy III Zmiany został okupiony tragiczną ofiarą życia czterech żołnierzy, bo nie wszyscy Afgańczycy są zadowoleni z obecności wojsk koalicji w ich kraju.
- Część uważa, że nasze wojska powinny opuścić Afganistan -mówi. gen. Grzegorz Buszka. -Dają temu wyraz, ostrzeliwując nasze patrole, podkładając ładunki wybuchowe. Obecnie ataki na siły koalicji są kompleksowe - najpierw wybuch, później ostrzał moździerzowy. 65 razy wymienialiśmy z nimi ogień. Latem tego roku ataki były zorganizowane i zuchwałe - mówi generał. - Prowadziliśmy walkę o drogę zaopatrzenia, którą w końcu wygraliśmy. Były też ataki na bazę, ale nie zdarzały się tak często jak w Iraku. Nowością jest - dodaje generał - ostrzeliwanie śmigłowców. W ten sposób zaatakowane zostały dwie polskie maszyny.
Aby zwiększyć bezpieczeństwo polskich żołnierzy, do Afganistanu trafiają nowoczesne pojazdy opancerzone oraz inny sprzęt.
- Jest coraz więcej Rosomaków, Afgańczycy mówią na nie „zielone diabły” - przyznaje gen. Grzegorz Buszka. - W sumie ma ich być 70. Dostaliśmy też nowe pojazdy opancerzone zamiast Hammerów. Są one ciężki i powolne, ale odporne na miny. Oczywiście żołnierze nie są w nich w pełni bezpieczni, ale na pewno bardziej niż w poprzednich.
Jednak nie wszyscy Afgańczycy są bojowo nastawieni wobec wojsk koalicji.
- Znaczna część ludności docenia nasz wkład w rozwój Afganistanu - twierdzi generał Buszka. - Są też tacy, którzy wręcz bardzo się cieszą z naszej obecności i chętnie widzieliby nas u siebie jak najdłużej. Ci po prostu dla nas pracują, dzięki nam robią kariery i zarabiają pieniądze. Jest to jednak nieliczna grupa.
Obecnie Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie liczy ok. 1600 żołnierzy, w tym 300 z jednostek 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Z czym, oprócz zagrożeń ze strony Afgańczyków, muszą się liczyć „misjonarze”?
- Tam jest bardzo trudny klimat - mówi gen. Buszka. - Jest sucho latem, a zimą ostre mrozy. Ja przez pierwsze 2-3 tygodnie nie mogłem się zaklimatyzować. Nie każdy przecież znosi dobrze pracę na wysokości ok. 2 tysięcy metrów nad poziomem morza.
Jest też tęsknota za domem i najbliższymi.
- Żołnierze mają do dyspozycji łączność internetową - mówi gen. Grzegorz Buszka. - Łączność telefoniczna jest ograniczona - każdy żołnierz ma 4 minuty dziennie na rozmowy z rodziną.
Żołnierze, którzy przebywają na misji w Afganistanie, mogą w każdej chwili zrezygnować i wrócić do kraju.
- W trzeciej zmianie tylko ok. 4,5 proc. żołnierzy ewakuowało się na własne życzenie - mówi gen. Buszka. - Ale są też tacy, którzy w misjach mają duże doświadczenie i wylatują na nie kilkakrotnie. 30 proc. PKW to ci, którzy byli już w Iraku. Wiedzą więc, na co się decydują.
- Pierwsze trzy zmiany PKW miały pododdziały rozmieszczone w czterech prowincjach, teraz tylko w jednej - mówi generał Grzegorz Buszka. - Naszym najważniejszym zadaniem było stworzenie warunków dla IV Zmiany. Chodziło o konsolidację sił w jednej prowincji. Powstały dwie bazy wojskowe, w jednej jest dowództwo. Są także dwie mniejsze bazy ogniowe, w których skupione jest również wojsko afgańskie, oraz dwa posterunki obserwacyjne przy drodze prowadzącej z Kabulu do Kandahar.
Jakie zadania stoją przed żołnierzami przebywającymi na misji w Afganistanie?
- Po pierwsze, zapewnienie bezpieczeństwa na powierzonym obszarze - wyjaśnia gen. Buszka. - Żołnierze mają również służyć pomocą rządowi afgańskiemu w rozwoju prowincji, biorą także udział w jej odbudowie.
Podczas III Zmiany równolegle realizowane były zadania mandatowe w powierzonej polakom strefie odpowiedzialności - przeprowadzono ponad 700 patroli w dzień i w nocy, ponad 50 zadań realizowanych przez siły szybkiego reagowania oraz ponad 300 konwojów.
Operacyjny wysiłek żołnierzy III Zmiany został okupiony tragiczną ofiarą życia czterech żołnierzy, bo nie wszyscy Afgańczycy są zadowoleni z obecności wojsk koalicji w ich kraju.
- Część uważa, że nasze wojska powinny opuścić Afganistan -mówi. gen. Grzegorz Buszka. -Dają temu wyraz, ostrzeliwując nasze patrole, podkładając ładunki wybuchowe. Obecnie ataki na siły koalicji są kompleksowe - najpierw wybuch, później ostrzał moździerzowy. 65 razy wymienialiśmy z nimi ogień. Latem tego roku ataki były zorganizowane i zuchwałe - mówi generał. - Prowadziliśmy walkę o drogę zaopatrzenia, którą w końcu wygraliśmy. Były też ataki na bazę, ale nie zdarzały się tak często jak w Iraku. Nowością jest - dodaje generał - ostrzeliwanie śmigłowców. W ten sposób zaatakowane zostały dwie polskie maszyny.
Aby zwiększyć bezpieczeństwo polskich żołnierzy, do Afganistanu trafiają nowoczesne pojazdy opancerzone oraz inny sprzęt.
- Jest coraz więcej Rosomaków, Afgańczycy mówią na nie „zielone diabły” - przyznaje gen. Grzegorz Buszka. - W sumie ma ich być 70. Dostaliśmy też nowe pojazdy opancerzone zamiast Hammerów. Są one ciężki i powolne, ale odporne na miny. Oczywiście żołnierze nie są w nich w pełni bezpieczni, ale na pewno bardziej niż w poprzednich.
Jednak nie wszyscy Afgańczycy są bojowo nastawieni wobec wojsk koalicji.
- Znaczna część ludności docenia nasz wkład w rozwój Afganistanu - twierdzi generał Buszka. - Są też tacy, którzy wręcz bardzo się cieszą z naszej obecności i chętnie widzieliby nas u siebie jak najdłużej. Ci po prostu dla nas pracują, dzięki nam robią kariery i zarabiają pieniądze. Jest to jednak nieliczna grupa.
Obecnie Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie liczy ok. 1600 żołnierzy, w tym 300 z jednostek 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Z czym, oprócz zagrożeń ze strony Afgańczyków, muszą się liczyć „misjonarze”?
- Tam jest bardzo trudny klimat - mówi gen. Buszka. - Jest sucho latem, a zimą ostre mrozy. Ja przez pierwsze 2-3 tygodnie nie mogłem się zaklimatyzować. Nie każdy przecież znosi dobrze pracę na wysokości ok. 2 tysięcy metrów nad poziomem morza.
Jest też tęsknota za domem i najbliższymi.
- Żołnierze mają do dyspozycji łączność internetową - mówi gen. Grzegorz Buszka. - Łączność telefoniczna jest ograniczona - każdy żołnierz ma 4 minuty dziennie na rozmowy z rodziną.
Żołnierze, którzy przebywają na misji w Afganistanie, mogą w każdej chwili zrezygnować i wrócić do kraju.
- W trzeciej zmianie tylko ok. 4,5 proc. żołnierzy ewakuowało się na własne życzenie - mówi gen. Buszka. - Ale są też tacy, którzy w misjach mają duże doświadczenie i wylatują na nie kilkakrotnie. 30 proc. PKW to ci, którzy byli już w Iraku. Wiedzą więc, na co się decydują.
Agata Janik