UWAGA!

----

Refleksje nad elbląską demografią (Zamechowskie żłobki i przedszkola, odc. 2)

 Elbląg, Place zabaw zamechowskich przedszkoli wyglądały jak większość placówek tego typu ówczesnej Polski. To zwykle gwarne miejsca wyposażone w proste (może nawet siermiężne) urządzenia rekreacyjne. Kto spośród urodzonych przed 1990 nie ma takich zdjęć w swoim albumie rodzinnym?
Place zabaw zamechowskich przedszkoli wyglądały jak większość placówek tego typu ówczesnej Polski. To zwykle gwarne miejsca wyposażone w proste (może nawet siermiężne) urządzenia rekreacyjne. Kto spośród urodzonych przed 1990 nie ma takich zdjęć w swoim albumie rodzinnym?

W poprzednim odcinku przypomniałem zamechowskie żłobki. Po ich ukończeniu dzieci zamechowców trafiały zwykle do zakładowych przedszkoli. Udało mi się ustalić, że na przestrzeni nieco ponad czterech dekad Zamech prowadził w sumie pięć – rozmieszczonych w różnych rejonach Elbląga - tego typu placówek, które doczekały się blisko 6900 wychowanków. W dzisiejszym odcinku przedstawię wysiłki, jakie Zamech czynił dla powołania nowych przedszkoli zakładowych oraz jak zmagał się z różnymi przeciwnościami losu w swojej misji opiekuńczo-wychowawczej. Na koniec dorzuciłem garść refleksji na temat roli, jaką Zamech odegrał oraz jaką mógł odegrać w demografii Elbląga.

Zamechowskie przedszkole nr 1 przy ul. Narciarskiej

Po koniec lat 40 XX w. uruchomiono pierwsze zamechowskie przedszkole na ul. Narciarskiej. Nawiasem mówiąc było to również jedno z pierwszych uruchomionych w powojennym Elblągu. Mieściło się ono w poniemieckim przedszkolu na osiedlu pracowniczych domów i bloków mieszkalnych wybudowanych w sąsiedztwie Schichau Maschinen- und Lokomotivfabrik dla zatrudnionych tam robotników. W czasach niemieckich dzielnica ta nazywała się Trettinkenhof, dziś jest to Zatorze. Nawiasem mówiąc to ciekawe, że w czasie II wojny światowej nieopodal tego przedszkola, mającego przecież być oazą bezpieczeństwa i dziecięcej niewinności, funkcjonował wzdłuż dzisiejszej ul. Fredry podobóz KL Stutthof.

 

To zamechowskie przedszkole było w stanie objąć swoją opieką 150 dzieci. Jednak od samego początku jego stan nie był najlepszy i z biegiem lat się systematycznie pogarszał. Jego "życie" przedłużane było wakacyjnymi remontami, które ze względu na szczupłość finansów jak i krótki czas trwania nie miały szans na radyklaną i długotrwałą poprawę standardów jego wnętrz. Doszło do tego, że z powodu słabych warunków sanitarnych jego zamknięcia stanowczo domagał się sanepid. Natomiast równie stanowczo sprzeciwiał się temu Wydział Oświaty Prezydium Miejskiej Rady Narodowej oraz sami rodzice - zamechowskie przedszkole na ul. Narciarskiej było bowiem jedyną placówką tego typu w tym rejonie miasta. Ostatecznie jednak w połowie lat 70. XX w. przedszkole zostało nieodwołanie zamknięte.

Udało mi się ustalić, że przedszkolem na ul. Narciarskiej na przestrzeni lat kierowały Halina Kostrzewska, Jadwiga Kroczak, Jadwiga Frączak.

 

Zamechowskie przedszkole nr 2 przy ul. Ratuszowej

Funkcjonowało tylko przez kilka lat na przełomie lat 40. i 50. XX w. w nieistniejącej już willi przy ul. Ratuszowej. Lokalizacja tej placówki w centrum miasta była bardzo wygodna, ale panowały tam bardzo nieodpowiednie warunki. Wilgoć powodowała częste zachorowania dzieci oraz szybkie psucie się produktów żywnościowych. „Na warcie pokoju” wspomina o dużej partii zgromadzonych na zimę ziemniaków, które zgniły w wilgotnej piwnicy. Zdarzały się też wypadki - dzieci spadały ze stromych schodów. W 1951 r. przedszkole to zostało zamknięte, a dzieci przeniesiono do obiektu przy ul. Dębowej.

 

Zamechowskie przedszkole nr 3 przy ul. Dębowej

Pod koniec roku 1950 w rozległym, parterowym budynku po byłym szpitalu niemieckim przy ul. Dębowej (dziś Al. Grunwaldzka) uruchomiono zamechowskie przedszkole nr 3. Przeniesiono tam dzieci z likwidowanego przedszkola z ul. Ratuszowej. Ze względu na odległość większość dzieci trzeba było tam przywozić. Ich zbiórka odbywała się pod bramą fabryczną we wczesnych godzinach porannych, tam też odstawiano dzieci po południu. Transport odbywał się samochodem ciężarowym krytym plandeką! Na początku placówka ta przyjmowała nieco ponad 100 dzieci, ale – w efekcie kolejnych modernizacji i rozbudów – liczba ta systematycznie się powiększała. W roku 1966 było to 170 dzieci, następnie w połowie lat 70 XX w. było to 260 dzieci. To wówczas ostatecznie zamknięto przedszkole nr 1 przy ul. Lotniczej, przenosząc stamtąd dzieci na Dębową. Aby ułatwić rodzicom transport tych dzieci do przedszkola przy ul. Dębowej z końcem lat 60. XX w. uruchomiono w hotelu robotniczym przy pl. Słowiańskim punkt zbiorczy dzieci, które dowożono do przedszkola na Dębowej kilkoma kursami zakładowego autobusu.

 

Udało mi się ustalić, że przedszkolem na ul. Dębowej na przestrzeni lat kierowały Krystyna Styfi, Halina Sobieraj, Stefania Karolak, Alicja Sulikowska.

W przedszkolu w roku 1981 wybuchł pożar. Placówkę zamknięto na blisko rok, by ją wyremontować, w prace włączyło się wiele przedsiębiorstw oraz osób prywatnych. Na czas remontu dzieci rozlokowano w innych przedszkolach. Była to sytuacja, która wywołała długotrwałe zakłócenie w całym miejskim systemie przedszkoli, które i bez tego były już przeładowane. Z tego też względu Zamech cały czas dramatycznie potrzebował nowych miejsc w przedszkolach i nieustannie poszukiwał wyjścia z tej sytuacji.

 

Zamechowskie przedszkole nr 4 przy ul. Saperów 4

W tym celu rozważano propozycję zaadoptowania na potrzeby przedszkola baraku jednokondygnacyjnego przy ul. Mazurskiej. Szacowano, że mogłoby się tam pomieścić na początek 120 dzieci, a po rozbudowie dwa razy więcej. Po dokonaniu dokładnych obliczeń jednak okazało się, że byłaby to inwestycja zbyt kosztowna i odstąpiono od niej. Postanowiono wówczas zaadoptować na cele przedszkola willę przy Saperów 4, w której do tej pory mieścił się zamechowski mini-hotel pracowniczy, a raczej mieszkania służbowe i pokoje gościnne dla młodej kadry technicznej. Budynek ten został poddany gruntownemu remontowi przystosowawczemu do funkcji przedszkola, które mogło pomieścić 70 dzieci. Oddano je do użytku 1 stycznia 1982 r., a jej pierwszą dyrektorką została Janina Lubecka.

 

W ten sposób baza zamechowskich przedszkoli w roku 1982 poszerzyła się i mogła objąć opieką 320 dzieci. Cóż z tego, skoro zaspakajało to tylko 60 procent potrzeb i 200 innych zamechowskich dzieci nadal czekało na objęcie ich opieką.

 

Zamechowskie przedszkole nr 5 przy ul. Szarych Szeregów

Dlatego w 1982 Zamech podjął się budowy kolejnego przedszkola, tym razem na Zawadzie przy ul. Szarych Szeregów. Obiekt ten zaprojektowano na 300 dzieci, z czego 120 miała przypaść dzieciom zamechowców. Nie było to więc typowe przedszkole zakładowe. Po wielu perypetiach i opóźnieniach z powodu niedoboru materiałów budowlanych ostatecznie oddano je do użytku we wrześniu 1985 r.. Po 1990 zostało przekształcone w przedszkole miejskie, a dziś jest Niepublicznym Przedszkolem Specjalnym.

 

Refleksje nad elbląską demografią

Bezsprzecznie zamechowskie przedszkola odegrały istotną rolę w powojennym systemie opiekuńczo-wychowawczym Elbląga, a sam Zamech oddziaływał na elbląską demografię w oczywisty sposób. Stawiam tezę, że powojenna demografia Elbląga to – przynajmniej w okresie do końca lat 90. XX w. – pochodna rozwoju Zamechu. Widoczne na wykresie w okolicach roku 1947 zahamowanie wzrostu populacji naszego miasta nastąpiło ze względu na brak perspektyw Stoczni nr 16. Po podjęciu decyzji o jej przekształceniu najpierw w Zakład Budowy Maszyn i Turbin, następnie w Fabrykę Turbin i Ciężkich Maszyn i w końcu 15 września 1948 r. w Zakłady Mechaniczne im. gen. K. Świerczewskiego (Zamech) przed miastem otworzyły się nowe perspektywy. Od roku 1948 więc przez kolejne 50 lat miał miejsce nieprzerwany, choć charakteryzujący się różną dynamiką, wzrost liczebności mieszkańców Elbląga. Śmiało można powiedzieć, że w tym czasie Zamech napędzał miasto.

Bardzo gwałtowny wzrost liczebności elblążan zarejestrowany w latach 1948-1959 to efekt powstania i burzliwego rozwoju Zakładów Mechanicznych Zamech i wyposażania go w pierwsze licencje. Kolejny zauważalny wzrost liczebności od wczesnych lat 70. XX to ewidentnie efekt uchwały rządowej 40/72 oraz województwa elbląskiego. Tym dwóm fazom wzrostu towarzyszy niespotykany wzrost liczebności urodzeń dzieci. „Głos Zamechu” w roku 1973 informował, że corocznie organizowana dla dzieci pracowniczych impreza zwana „choinką” objęła 5 tys. zamechowskich dzieci w wieku do 15 lat. Na podstawie załączonych wykresów łatwo obliczyć, że to aż 25 procent wszystkich dzieci w Elblągu w tym przedziale wiekowym. Innymi słowy co czwarte dziecko do 15. roku życia w ówczesnym Elblągu miało ojca i / lub matkę pracujących w Zamechu.

 

Warto wspomnieć, że prosperita Zamechu w latach 70. XX w. sprawiły, że ok. roku 1977, czyli niedługo po powstaniu województwa elbląskiego, pojawiły się niezwykle, może nawet niewiarygodnie śmiałe plany uczynienia z Elbląga – i w ciągu zaledwie półtora dekady! - aglomeracji miejskiej o populacji ćwierć miliona! Wiemy, że te zamierzenia się nie ziściły. Liczebność mieszkańców Elbląga nadal rosła, ale w tempie znacznie niższym. Lata 90. XX w., czyli ostatnia dekada Elbląga w roli miasta wojewódzkiego to wyhamowywanie wzrostu. Od roku 2000 następuje powolny, ale systematyczny spadek populacji Elbląga, któremu towarzyszy wyraźna zmiana struktury wiekowej społeczeństwa - silny spadek ilości narodzin i znaczący wzrost liczebności seniorów.

 

Czytelników pozostawiam z pytaniem (retorycznym?) czym byłby dziś Elbląg, gdyby w efekcie trwającej dekadę dłużej „zamechowskiej prosperity” jeszcze przed rokiem 1990 udało się mu się osiągnąć liczebność mieszkańców na poziomie powiedzmy 170 tys. Jestem przekonany, że dziś Elbląg byłby nadal miastem wojewódzkim, a los zaoszczędziłby nam gorzkiego doświadczenia „miasta pomniejszonego” … Zapraszam do dyskusji.

 

cdn. Daniel Lewandowski

Źródła, z jakich korzystałem przy tworzeniu tego opracowania:

  • „Elbląg i okolice. Informator krajoznawczy” – Franciszek Mamuszka, 1978
  • „Z badań nad stosunkami ludnościowymi Elbląga w latach 1945-1950” – Ryszard Kukier, Rocznik Elbląski Tom II / 1963
  • „Rozwój, struktura społeczna i zawodowa ludności Elbląga w latach 1950-1962” – Michał Oliwiecki, Rocznik Elbląski Tom III / 1965
  • Oblicze demograficzne miasta Elbląga w latach 1945-1975” - Izydor Sobczak, Rocznik Elbląski Tom VIII/ 1979
  • „Przyrost naturalny ludności miasta Elbląga w latach 1976-2018” – Witold Rakowski, Rocznik Elbląski XXXI / 2021
  • Roczniki „Na warcie pokoju” i „Głosu Zamechu”

 

Wszystkich zainteresowanych powojennymi dziejami Elbląga, a w szczególności jego przemysłem zachęcam do kontaktu pod adresem daniel.lewandowski1967@gmail.com. Liczę też na dzielenie się ciekawymi wątkami, które mogłyby się stać inspiracją do dalszych opowieści o Zamechu.

Zachęcam ponadto do zapoznania się z moimi wcześniejszymi, tematycznie związanymi publikacjami internetowymi:

 


Najnowsze artykuły w dziale Dawno temu

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Imponujące opracowanie. Może bardziej pasuje do Rocznika Elbląskiego niż do portELu..
  • "Miasto pomniejszone" z zakończenia tego artykułu to właściwe określenie Elbląga, który w zasadzie nie wiadomo dokąd zmierza. Prezydent wyznacza sobie ambitne plany w postaci otwarcia nocnego gabinetu dentystycznego. Już dziś wiemy, że droga wodna na Bałtyk, port i infrastruktura wokół niego to absolutnie już nie w tej kadencji. Dopiero w następnej, a może jeszcze dalszej. Liczebność miasta spada i za jakieś 10 lat spadnie poniżej 100 tys. Qvo Vadis Elblągu? Może ktoś od strategii Urzędu Miasta się odniesie do tego?
  • Ty myślisz że tylko Elbląg ma problem z demografią ? Podczas rządów PiS i kościoła ubyło MILION POLAKÓW.
  • Może to jest sposób na poprawienie demokracji ? Rozwiązać problem raz a dobrze. Ujawnić twarz i dane osobowe żeby rodzina była dumna że ma księdza w rodzinie
  • Maciezynstwo odradzane jest na lata ok.40tki, najczęściej 1 dziecko, albo single to tak to wyglada
  • A kto pamięta przedszkole i żłobek ZWP (potem Furnel) przy Dzierżyńskiego (dziś Browarna, i teren należy do browaru)?
  • Tu była brama gdzie płot jest jaśniejszy, a wzdłuż tych drzew był płot oddzielejący od browaru
  • To dzięki UE jest depopulacja i spadek urodzin bo dużo młodych wyjechało z Polski i nie ma zamiaru wracać bo nie ma do czego
  • GE chce budować w Elblągu potęgę na miarę Zanechu. Sęk w tym, że nie ma chętnych bo takie pokolenie genZ marzy o posadzie infkuencera na youtubie z garzą kilkunastu tysięcy za świrowanie pawiana
  • Nie ma nad czym dyskutować, Elblag miasto przemysłowe, po utracie statusu miasta wojewódzkiego, I dzięki likwidatorom czołowych zakładów pracy- Zamech, ZWP, ZAS, Renoma, Plastyk. Zakłady mięsne, Napr. SaM. itp - poszły sprawdzoną ścieżką Detroid, gdzie likwidacja przemysłu spowodowała, że wielomilionowe miasto- jago populacja spadła poniżej miliona, jeszcze przed 2000 r. - młodzi wyjechali w poszukiwaniu pracy a starzy pozostali w poszukiwaniu działek na cmentarzu. Przy tym drugim zajeciu UM - bardzo pomaga starym mieszkańcom w uzyskaniu miejsca spoczynku w tzw. Nekropoliach, gdzie delikwenta zamiast pogrzebać w obszernych grobach, funduje mu się w ładnie wymurowanych( coś na wzór poczkomatów), ale nie za dużych - funduje mu się miejsce spoczynku -tak by można było zmieścić tam urnę tym, którym zabrakło chęci w poszukiwaniu pracy. Oczywiŝcie słowo funduje jest tu sporą przesadą, bo spółce UM- Zakład Pogrzebowy- Pleban, trzeba nieźle zapłacić. Interes trwa aż do wyczerpania zasobów I jedynie pocieszające jest to, że ci, którzy to wszystko tak nam ładnie zorganizowali, już tež stoją w kolejce do swojego kolumbarium- tak właśnie powstają wymarłe miasta a jest ich całkiem sporo i to na wszystkich kontynentach - wspólny mianownik wszędzie jest ten sam- likwidacja przemysłu- są pomysły na ożywienie tych miast przez wprowadzenie Cmentarnych Kółek Róžańcowych
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Staruszek portier(2026-03-21)
  • @Realista. - General Electric to zachłanna i pazerna firma nastawiona tylko na zysk, która nie identyfikuje się z lokalnym środowiskiem ani jego potrzebami. Nie mają szansy się nawet pod tym względem zbliżyć do Zamechu w jego misji miastotwórczej. Skończą się zamówienia i zakład zniknie. Natomiast rzeczywiście dramatyczne poszukiwanie ludzi do pracy w GE przybiera groteskowy charakter. Podobno nawet pośredniak im pomaga. Ludzie przychodzą na dzień - dwa i znikają. Kiedyś dostać się do tef fabryki to był szczyt marzeń, a teraz szczyt desperacji
Reklama