Bażantarnia i… tramwaje
Dużym nakładem pieniędzy została odbudowana restauracja i kawiarnia z tarasem, a także wyremontowana muszla koncertowa, informował Głos Elbląga z 25 czerwca 1957 r.
W ubiegłych latach uczyniono wiele, aby udostępnić ogółowi mieszkańców Elbląga i przyjezdnym przepiękny szlak turystyczny w Bażantarni, związać ten rezerwuar przyrody z miastem i stworzyć jednocześnie ośrodek kulturalnego wypoczynku. Dużym nakładem pieniędzy została odbudowana restauracja i kawiarnia z tarasem, a także wyremontowana muszla koncertowa. Uporządkowano przy tym cały teren. Słowem – dla pełnego wykorzystania ośrodka potrzebne stało się tylko słońce. Tymczasem okazuje się, że zawsze znajdzie się taki „swawolny Dyzio”, który każdą godziwą przyjemność zepsuje. Tym „swawolnikiem” stało się Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Elblągu.
- Mamy was wozić do Bażantarni? Po co? – Nam to się nie kalkuluje, za dużo wychodzi prądu, wozy niszczą się.
Pomyśleli i zrobili pętlę, odległą o 1000 metrów od Bażantarni. Starsi i chorzy ludzie na serce zrezygnowali pierwsi. Inni wolą nie oglądać zachodu słońca na tle przyrody, bo od przystanku daleko, a nuż chuligani urządzą psikusa po drodze. Szyny tramwajowe zarosła więc trawa. Nasze zdanie brzmi krótko. Tramwaje miejskie są dla społeczeństwa, więc końcowy odcinek trzeba uruchomić ponownie i to jak najprędzej.
- Mamy was wozić do Bażantarni? Po co? – Nam to się nie kalkuluje, za dużo wychodzi prądu, wozy niszczą się.
Pomyśleli i zrobili pętlę, odległą o 1000 metrów od Bażantarni. Starsi i chorzy ludzie na serce zrezygnowali pierwsi. Inni wolą nie oglądać zachodu słońca na tle przyrody, bo od przystanku daleko, a nuż chuligani urządzą psikusa po drodze. Szyny tramwajowe zarosła więc trawa. Nasze zdanie brzmi krótko. Tramwaje miejskie są dla społeczeństwa, więc końcowy odcinek trzeba uruchomić ponownie i to jak najprędzej.
oprac. Olaf B.