Łóżeczko dla synka
Z łóżeczkami dziecinnymi jest bardzo ciężko. Gdy tylko pojawią się w sklepach, są od razu rozchwytywane przez różnych tatusiów i mamusie, informował Dziennik Bałtycki z 18 lutego 1958 r.
Będąc jeszcze w progu, żona zdyszanym, nabrzmiałym szczęściem głosem wykrzyknęła:
- Są łóżeczka!
Chwyciłem beret, szybko narzuciłem płaszcz i pognaliśmy na 1 Maja.
Z łóżeczkami dziecinnymi jest bardzo ciężko. Gdy tylko pojawią się w sklepach, są od razu rozchwytywane przez różnych tatusiów i mamusie.
Mieliśmy szczęście. Łóżeczka jeszcze były. Składane, żelazne, pomalowane na biało, w cenie 308 zł, wykonane przez Spółdzielnię Metalowo-Elektryczną im. Dzierżyńskiego w Elblągu. Zapłaciliśmy, zabraliśmy z żoną nasz nowy nabytek i radośnie podnieceni zanieśliśmy go do domu.
Było ciężkie.
- Solidna robota – myślałem zadowolony.
- No, składamy – powiedziała żona.
Pierwszą rzeczą, do której powziąłem pewne zastrzeżenia, były pręty od siatki sznurkowej, zabezpieczającej boki łóżeczka. Prętów było 4, a każdy innej długości. Pomyślałem, że tak widocznie musi być i zacząłem składać.
Za dziesięć minut synek będzie leżał w swoim własnym łóżeczku – rzekła z uśmiechem żona.
Po dwóch godzinach twórczego dopasowywania i mocowania się poszedłem na uginających się ze zmęczenia nogach po młotek, obcęgi, tzw. mesel i bormaszynę. Na wszelki wypadek wziąłem też śrubokręt, pilnik, piłkę do żelaza i kawałek łomu.
Minęły jednak znowu dwie godziny, zanim siedząc w fotelu, mogłem zadowolonym spojrzeniem obrzucić stojącej w całej swej okazałości łóżeczko.
- Położymy teraz materacyk – żona mówiła szeptem ze zmęczenia, gdyż dzielnie mi sekundowała przy „montażu”.
- Spuść z jednej strony siatkę. – Nie chciało mi się wstawać z fotela.
Siatka jednak ani drgnęła, chociaż żona próbowała na różne sposoby.
- Spróbuj z drugiej strony – powiedziałem nieco zaniepokojony.
Jednak i z tej strony siatka stawiła zacięty opór, mimo że już i ja zacząłem, się z nią szarpać.
Wszystko na nic. Byłem zrezygnowany. 308 zł za łóżeczko, plus 120 zł za materacyk zostały zamrożone do pierwszego, tzn. do chwili, kiedy będziemy mogli wezwać ślusarza. Na razie nie mamy pieniędzy. Synek będzie musiał jeszcze trochę się pomęczyć.
- Są łóżeczka!
Chwyciłem beret, szybko narzuciłem płaszcz i pognaliśmy na 1 Maja.
Z łóżeczkami dziecinnymi jest bardzo ciężko. Gdy tylko pojawią się w sklepach, są od razu rozchwytywane przez różnych tatusiów i mamusie.
Mieliśmy szczęście. Łóżeczka jeszcze były. Składane, żelazne, pomalowane na biało, w cenie 308 zł, wykonane przez Spółdzielnię Metalowo-Elektryczną im. Dzierżyńskiego w Elblągu. Zapłaciliśmy, zabraliśmy z żoną nasz nowy nabytek i radośnie podnieceni zanieśliśmy go do domu.
Było ciężkie.
- Solidna robota – myślałem zadowolony.
- No, składamy – powiedziała żona.
Pierwszą rzeczą, do której powziąłem pewne zastrzeżenia, były pręty od siatki sznurkowej, zabezpieczającej boki łóżeczka. Prętów było 4, a każdy innej długości. Pomyślałem, że tak widocznie musi być i zacząłem składać.
Za dziesięć minut synek będzie leżał w swoim własnym łóżeczku – rzekła z uśmiechem żona.
Po dwóch godzinach twórczego dopasowywania i mocowania się poszedłem na uginających się ze zmęczenia nogach po młotek, obcęgi, tzw. mesel i bormaszynę. Na wszelki wypadek wziąłem też śrubokręt, pilnik, piłkę do żelaza i kawałek łomu.
Minęły jednak znowu dwie godziny, zanim siedząc w fotelu, mogłem zadowolonym spojrzeniem obrzucić stojącej w całej swej okazałości łóżeczko.
- Położymy teraz materacyk – żona mówiła szeptem ze zmęczenia, gdyż dzielnie mi sekundowała przy „montażu”.
- Spuść z jednej strony siatkę. – Nie chciało mi się wstawać z fotela.
Siatka jednak ani drgnęła, chociaż żona próbowała na różne sposoby.
- Spróbuj z drugiej strony – powiedziałem nieco zaniepokojony.
Jednak i z tej strony siatka stawiła zacięty opór, mimo że już i ja zacząłem, się z nią szarpać.
Wszystko na nic. Byłem zrezygnowany. 308 zł za łóżeczko, plus 120 zł za materacyk zostały zamrożone do pierwszego, tzn. do chwili, kiedy będziemy mogli wezwać ślusarza. Na razie nie mamy pieniędzy. Synek będzie musiał jeszcze trochę się pomęczyć.
oprac. Olaf B.