UWAGA!

----

Niestety tak bywa zawsze

Być w Elblągu i nie spędzić wieczoru w „Słowiańskiej” – to nie mniejsze foux pas jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Aby stało się zadość elbląskiemu savoir-vivre’owi, ja również znalazłam się w tym najpopularniejszym w mieście lokalu, informował Elbląski Głos Wybrzeża z 29 stycznia 1956 r.


     Przy „czarnej” wytworzył się zupełnie miły nastrój. A gdy orkiestra zaczęła grać sentymentalne tango – nie można było życzyć sobie czegoś więcej.
     Szkoda wprawdzie, że poprzestano na jednym „kawałku”, ale cóż robić – widocznie co kraj, to inny obyczaj. Tak pomyślałam podążając za innymi do stolika.
     W tym momencie chwyciłam silnie Jacka za ramię, gdyż moja równowaga została zachwiana. Ku memu przerażeniu okazało się, że obcas od prawego czółenka smętnie potoczył się pod najbliższy stolik.
     Rozpacz moja nie miała granic. Ale Jacek, jako że miejscowy., zaofiarował się skoczyć do najbliższego szewca. A ja biedna przeżywałam męczarnie na myśl, że stracę tyle tańców… Zaoszczędzono mi jednak cierpienia…
     Bowiem gdy Jacek wrócił z pantoflem za „małą godzinkę” i zdążyłam nałożyć czółenko – orkiestra natychmiast zaczęła grać drugi dopiero „kawałek”.
     - Jacy mili ludzie – zwróciłam się do Jacka. Ten spojrzał na mnie ironicznie.
     - Moja droga – odparował – nie bądź zarozumiała, tutaj tak zawsze. W zeszłą sobotę Jurek zdążył między jednym a drugim tańcem pójść do domu i ogolić się. Gdy Nina zwróciła mu uwagę w tańcu na zbyt obfity zarost.
     A ja naiwna myślałam, że to wyjątkowo dla mnie…
     
oprac. Olaf B.

Najnowsze artykuły w dziale Dawno temu

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama