Ogromny dół
Mieszkańcy kolonii robotniczej z okolic ul. Rechniewskiego chcieliby, aby na miejscu dołu ze śmieciami powstał ogródek jordanowski, albo skwer zadrzewiony z ławeczkami, gdzie po pracy można by odpocząć, informował Dziennik Bałtycki z 20 października 1954 r.
Elbląg zmienia w iście warszawskim tempie swój wygląd. Nikną gruzy, a na ich miejscu powstają nowe domy, szkoły, sklepy.
Cieszy oczy odbudowa centrum miasta, które jeszcze kilka lat temu – właściwie nie istniało.
Piękna będzie Aleja Świerczewskiego z odsłoniętym widokiem na gmach Prezydium MRN, nowe, okazałe budynki szkolne i odbudowane, odnowione domy mieszkalne.
Są jednak jeszcze miejsca, które wymagają szczególnej uwagi elbląskiego. Miasto-Projektu. Np. w kolonii robotniczej, skupiającej się przy ul. Daszyńskiego, Rechniewskiego, Próchnika, Okrzei, od kilku lat razi ogromny dół, zasypywany systematycznie śmieciami, wywożonymi przez ZOM, oraz gruzem.
Stworzyło się tam zbiorowisko gruzami i robactwa.
W pewnej części mieszkańcy bloków, oczyściwszy ziemię z kamieni i cegieł, utworzyli działki, sadzą na nich warzywa, ale to nie zupełnie pozwala ukryć nieprzyjemny widok. Szczególnie latem daje się we znaki unosząca się z dołu woń. Często nie można otworzyć okna. Bardzo wdzięczni byliby mieszkańcy kolonii robotniczej, gdyby na miejscu dołu powstał ogródek jordanowski, czy skwer zadrzewiony z ławeczkami, gdzie po pracy można by odpocząć, o około 300 dzieci miałoby odpowiednie miejsce do zabawy.
Cieszy oczy odbudowa centrum miasta, które jeszcze kilka lat temu – właściwie nie istniało.
Piękna będzie Aleja Świerczewskiego z odsłoniętym widokiem na gmach Prezydium MRN, nowe, okazałe budynki szkolne i odbudowane, odnowione domy mieszkalne.
Są jednak jeszcze miejsca, które wymagają szczególnej uwagi elbląskiego. Miasto-Projektu. Np. w kolonii robotniczej, skupiającej się przy ul. Daszyńskiego, Rechniewskiego, Próchnika, Okrzei, od kilku lat razi ogromny dół, zasypywany systematycznie śmieciami, wywożonymi przez ZOM, oraz gruzem.
Stworzyło się tam zbiorowisko gruzami i robactwa.
W pewnej części mieszkańcy bloków, oczyściwszy ziemię z kamieni i cegieł, utworzyli działki, sadzą na nich warzywa, ale to nie zupełnie pozwala ukryć nieprzyjemny widok. Szczególnie latem daje się we znaki unosząca się z dołu woń. Często nie można otworzyć okna. Bardzo wdzięczni byliby mieszkańcy kolonii robotniczej, gdyby na miejscu dołu powstał ogródek jordanowski, czy skwer zadrzewiony z ławeczkami, gdzie po pracy można by odpocząć, o około 300 dzieci miałoby odpowiednie miejsce do zabawy.
oprac. Olaf B.