W sprawie inkasa
Elbląscy inkasenci należą do ludzi raczej wygodnych. Dla sprawdzenia liczników przychodzą wtedy, kiedy im to odpowiada, mimo, że nikogo nie ma w domu, ponieważ cała rodzina pracuje, informował Dziennik Bałtycki z 17 grudnia 1957 r.
Pozostawiają w szparze drzwi rachunek opiewający na groszowe opłaty za dzierżawę liczników i uważają swój obowiązek za dobrze spełniony.
I tak ciągnie się to całymi miesiącami, jak to np. ma miejsce w domu przy ul. Kajki 8. Aż wreszcie za którymś razem inkasent zastaje kogoś w domu. Wystawia wtedy rachuneczek, a jakże, tylko suma jest tak duża, że trudno ją uregulować.
Proponuję więc zmienić godziny pracy inkasentów w taki sposób, żeby do mieszkań ludzi pracujących przychodzili po południu. Skończą się wówczas narzekania na wygodnictwo, a pieniążki będą wpływały zawsze terminowo, bez tworzenia zaległości.
I tak ciągnie się to całymi miesiącami, jak to np. ma miejsce w domu przy ul. Kajki 8. Aż wreszcie za którymś razem inkasent zastaje kogoś w domu. Wystawia wtedy rachuneczek, a jakże, tylko suma jest tak duża, że trudno ją uregulować.
Proponuję więc zmienić godziny pracy inkasentów w taki sposób, żeby do mieszkań ludzi pracujących przychodzili po południu. Skończą się wówczas narzekania na wygodnictwo, a pieniążki będą wpływały zawsze terminowo, bez tworzenia zaległości.
oprac. Olaf B.