Gdy ślad się urywa…

Siostra zgłasza zaginięcie brata, który… ją okradł. Starszy pan szuka żony, która wyszła z domu przed południem i nie wiadomo, co się z nią dzieje. 10-latek nie wrócił do domu ze szkoły. Wychowanek Domu Dziecka znowu „dał nogę” – pewnie do rodziców, w ten smród, brud i ubóstwo, ale to RODZINA. Elbląscy kryminalni prowadzą setki spraw dotyczących zaginięć, poszukiwań przestępców, ustalają też tożsamość denatów.
Policyjni „poszukiwacze” nie narzekają na brak zajęcia. Każdego dnia otrzymują nowe zgłoszenia o zaginięciach, prowadzą czynności związane ze starszymi sprawami, poszukują przestępców, za którymi sąd wydał listy gończe. W szafach piętrzą się teczki z dokumentami, a ludzi trzeba szukać.
Czerwony alarm, gdy znika dziecko
Kategorią pierwszą opatrzone są zaginięcia dzieci, osób starszych i schorowanych, a także osób, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie, że mogą targnąć się na swoje życie. Po takim zgłoszeniu policjanci mobilizują wszystkie dostępne siły i środki i przystępują do poszukiwań.
10-latek nie wraca do domu, bo – jak się później okazuje – grał w gry komputerowe z 18-letnim kolegą. A jaki to dla niego kolega? Taka różnica wieku może wskazywać na inny charakter tej znajomości.
– W takiej sytuacji powiadamiany jest dzielnicowy, który sprawdza 18-latka i jego kontakty z młodszym sąsiadem – mówi asp. Piotr Mikszewicz z referatu ds. poszukiwań i identyfikacji osób wydziału kryminalnego KMP w Elblągu.
Albo inny przykład – ojciec po dwóch dniach (!) zgłasza zaginięcie swoich nieletnich dzieci. Policjanci szukają i odnajdują dzieciaki u matki, która mieszka w innej miejscowości z konkubentem. Wiele wskazuje na to, że ojciec się nad nimi znęcał. Dzieci trafiają do Domu Dziecka, skąd zaraz uciekają. Sprawie przyjrzy się sąd.
I z innej beczki. Starszy mężczyzna zgłasza zaginięcie żony. Po kolejnym telefonie przyznaje, że kobieta lubiła spacery nad rzeką i może tam trzeba szukać. I faktycznie, policjanci jadą na wskazane miejsce i odnajdują pływające w wodzie zwłoki. Czy był to nieszczęśliwy wypadek? Być może starsza pani straciła równowagę i wpadła do wody.
W takich przypadkach znaczącą rolę odgrywa czas, jaki upływa od zaginięcia do momentu zgłoszenia.
- Zgłoszenie powinno być natychmiastowe, by zwiększyć szansę na szybkie odnalezienie osoby zaginionej – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Szczególnie, jeśli chodzi o dzieci czy osoby starsze.
Gdy ślad się urywa…
Ludzie znikają z różnych powodów. Czasem wyjeżdżają do pracy za granicę i nie chcą utrzymywać kontaktu z rodziną. Czasem mają coś na sumieniu, np. defraudację pieniędzy i chcą uniknąć odpowiedzialności. Jest również tak, że ślad się urywa, bo zaginięcie ma związek z uprowadzeniem. Są też tragiczne finały.
– Wszystkie przypadki są wnikliwie sprawdzane – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Nie zawsze sprawa wygląda tak, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Dzięki temu, że jesteśmy w strefie Schengen istnieje możliwość międzynarodowych poszukiwań. – Można namierzyć osobę poszukiwaną, gdy ta zostanie zatrzymana za granicą bądź choćby wylegitymowana – dodaje policyjny „poszukiwacz”.
Osób zaginionych poszukują policjanci, ale swoje działania podejmuje również rodzina.
– Najczęściej bliscy zgłaszają się do fundacji ITAKA, która specjalizuje się w poszukiwaniach zaginionych – wskazuje asp. Mikszewicz. – I ma wyniki swojej pracy.
Zdarza się, że osoba uznana za zaginioną odnajduje się, ale nie chce, by wiedziała o tym rodzina.
– Jeśli jest to osoba pełnoletnia, która nie życzy sobie, by podawać miejsce jej pobytu – nie robimy tego – mówi asp. Mikszewicz. – Informujemy tylko bliskich, że osoba się odnalazła, ale nie mówimy, gdzie.
Małolaty na gigancie
– Najwięcej kłopotów mamy z nieletnimi – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Plagą są uciekinierzy z placówek opiekuńczych, np. domu dziecka czy pogotowia opiekuńczego. Uciekają nawet kilka razy dziennie. Patrol przywiezie takiego małolata do placówki, policjanci jeszcze dobrze nie zamkną za sobą drzwi, a ten znowu „daje nogę”. Najczęściej do domu rodzinnego. Może on być najbardziej brudny, rodzice pijani, ale to dom rodzinny. I nie ma mocnych. Rekordziści mają na swoim koncie nawet kilkadziesiąt ucieczek. Dokumentacja się zbiera, a szukać trzeba.
Poszukiwany listem gończym
Policjanci kryminalni zajmują się również poszukiwaniem osób, za którymi sąd wydał listy gończe. To przestępcy pospolici, „alimenciarze”, osoby, które prowadziły samochód, będąc pod wpływem alkoholu, oszuści. Zdarzają się też „grube ryby”, czyli poszukiwani za zabójstwa, napady z bronią w ręku.
Okazuje się, że bardzo pomocne są publikacje prasowe.
– Po zamieszczeniu komunikatu często otrzymujemy telefony z informacjami o miejscu pobytu poszukiwanego – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Każdą sprawdzamy. Zdarza się, że poszukiwani sami się zgłaszają do komendy, bo nie wytrzymują presji. Wydaje im się, że po opublikowaniu zdjęcia i danych każdy człowiek na ulicy ich rozpozna. Tak było z mężczyzną poszukiwanym listem gończym od 9 lat. Sam przyszedł do nas, spakowany i stwierdził, że chce odsiedzieć wyrok, by mieć to już za sobą i rozpocząć inne życie.
NN
Komunikaty publikowane w mediach są również niezwykle pomocne przy ustalaniu tożsamości denatów.
– Przykład, zamieściliśmy zdjęcie zmarłego bezdomnego i już po pół godzinie mieliśmy informację, kto to jest – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – To bardzo ważne, by tożsamość została ustalona. Rodzina wówczas wie, co stało się z ich bliskim, który od lat nie dawał znaku życia. Może go pochować.
Osoby, których tożsamość nie zostaje ustalona, są grzebane na cmentarzu Dębica na koszt podatników.
Czerwony alarm, gdy znika dziecko
Kategorią pierwszą opatrzone są zaginięcia dzieci, osób starszych i schorowanych, a także osób, co do których istnieje uzasadnione podejrzenie, że mogą targnąć się na swoje życie. Po takim zgłoszeniu policjanci mobilizują wszystkie dostępne siły i środki i przystępują do poszukiwań.
10-latek nie wraca do domu, bo – jak się później okazuje – grał w gry komputerowe z 18-letnim kolegą. A jaki to dla niego kolega? Taka różnica wieku może wskazywać na inny charakter tej znajomości.
– W takiej sytuacji powiadamiany jest dzielnicowy, który sprawdza 18-latka i jego kontakty z młodszym sąsiadem – mówi asp. Piotr Mikszewicz z referatu ds. poszukiwań i identyfikacji osób wydziału kryminalnego KMP w Elblągu.
Albo inny przykład – ojciec po dwóch dniach (!) zgłasza zaginięcie swoich nieletnich dzieci. Policjanci szukają i odnajdują dzieciaki u matki, która mieszka w innej miejscowości z konkubentem. Wiele wskazuje na to, że ojciec się nad nimi znęcał. Dzieci trafiają do Domu Dziecka, skąd zaraz uciekają. Sprawie przyjrzy się sąd.
I z innej beczki. Starszy mężczyzna zgłasza zaginięcie żony. Po kolejnym telefonie przyznaje, że kobieta lubiła spacery nad rzeką i może tam trzeba szukać. I faktycznie, policjanci jadą na wskazane miejsce i odnajdują pływające w wodzie zwłoki. Czy był to nieszczęśliwy wypadek? Być może starsza pani straciła równowagę i wpadła do wody.
W takich przypadkach znaczącą rolę odgrywa czas, jaki upływa od zaginięcia do momentu zgłoszenia.
- Zgłoszenie powinno być natychmiastowe, by zwiększyć szansę na szybkie odnalezienie osoby zaginionej – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Szczególnie, jeśli chodzi o dzieci czy osoby starsze.
Gdy ślad się urywa…
Ludzie znikają z różnych powodów. Czasem wyjeżdżają do pracy za granicę i nie chcą utrzymywać kontaktu z rodziną. Czasem mają coś na sumieniu, np. defraudację pieniędzy i chcą uniknąć odpowiedzialności. Jest również tak, że ślad się urywa, bo zaginięcie ma związek z uprowadzeniem. Są też tragiczne finały.
– Wszystkie przypadki są wnikliwie sprawdzane – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Nie zawsze sprawa wygląda tak, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Dzięki temu, że jesteśmy w strefie Schengen istnieje możliwość międzynarodowych poszukiwań. – Można namierzyć osobę poszukiwaną, gdy ta zostanie zatrzymana za granicą bądź choćby wylegitymowana – dodaje policyjny „poszukiwacz”.
Osób zaginionych poszukują policjanci, ale swoje działania podejmuje również rodzina.
– Najczęściej bliscy zgłaszają się do fundacji ITAKA, która specjalizuje się w poszukiwaniach zaginionych – wskazuje asp. Mikszewicz. – I ma wyniki swojej pracy.
Zdarza się, że osoba uznana za zaginioną odnajduje się, ale nie chce, by wiedziała o tym rodzina.
– Jeśli jest to osoba pełnoletnia, która nie życzy sobie, by podawać miejsce jej pobytu – nie robimy tego – mówi asp. Mikszewicz. – Informujemy tylko bliskich, że osoba się odnalazła, ale nie mówimy, gdzie.
Małolaty na gigancie
– Najwięcej kłopotów mamy z nieletnimi – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Plagą są uciekinierzy z placówek opiekuńczych, np. domu dziecka czy pogotowia opiekuńczego. Uciekają nawet kilka razy dziennie. Patrol przywiezie takiego małolata do placówki, policjanci jeszcze dobrze nie zamkną za sobą drzwi, a ten znowu „daje nogę”. Najczęściej do domu rodzinnego. Może on być najbardziej brudny, rodzice pijani, ale to dom rodzinny. I nie ma mocnych. Rekordziści mają na swoim koncie nawet kilkadziesiąt ucieczek. Dokumentacja się zbiera, a szukać trzeba.
Poszukiwany listem gończym
Policjanci kryminalni zajmują się również poszukiwaniem osób, za którymi sąd wydał listy gończe. To przestępcy pospolici, „alimenciarze”, osoby, które prowadziły samochód, będąc pod wpływem alkoholu, oszuści. Zdarzają się też „grube ryby”, czyli poszukiwani za zabójstwa, napady z bronią w ręku.
Okazuje się, że bardzo pomocne są publikacje prasowe.
– Po zamieszczeniu komunikatu często otrzymujemy telefony z informacjami o miejscu pobytu poszukiwanego – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – Każdą sprawdzamy. Zdarza się, że poszukiwani sami się zgłaszają do komendy, bo nie wytrzymują presji. Wydaje im się, że po opublikowaniu zdjęcia i danych każdy człowiek na ulicy ich rozpozna. Tak było z mężczyzną poszukiwanym listem gończym od 9 lat. Sam przyszedł do nas, spakowany i stwierdził, że chce odsiedzieć wyrok, by mieć to już za sobą i rozpocząć inne życie.
NN
Komunikaty publikowane w mediach są również niezwykle pomocne przy ustalaniu tożsamości denatów.
– Przykład, zamieściliśmy zdjęcie zmarłego bezdomnego i już po pół godzinie mieliśmy informację, kto to jest – mówi asp. Piotr Mikszewicz. – To bardzo ważne, by tożsamość została ustalona. Rodzina wówczas wie, co stało się z ich bliskim, który od lat nie dawał znaku życia. Może go pochować.
Osoby, których tożsamość nie zostaje ustalona, są grzebane na cmentarzu Dębica na koszt podatników.
Agata Janik