Stanowisko prezesa Fundacji Grupa Wodna (Śladem publikacji)

Po publikacji artykułu „Dziwne przypadki konkursu w ratuszu” otrzymaliśmy od Marcina Trudnowskiego, prezesa Fundacji Grupa Wodna prośbę o publikację jego stanowiska w tej sprawie. Publikujemy je poniżej w całości.
Przeczytałem artykuł. Liczę na to, że jest okazja aby wyjaśnić niedomówienia i sugestie i rozumiem, że taka jest intencja tej publikacji.
Przy decyzji o wzięciu udziału w konkursie miałem różne dylematy. Kierowałem się taką logiką: każdy konkurs ma wyznaczone daty, czyli ograniczony czas, nigdy tego czasu nie ma za dużo. Pojawienie się możliwości wzięcia udziału w konkursie mobilizuje do działania. Działanie jest rozłożone w czasie. Czasu zawsze ubywa. Każdy projekt musi kiedyś wystartować. Czasu jest mało, a pracy przy tworzeniu fundacji jeszcze dużo.
Konkurs to był mocny impuls
Dla mnie, jak już wspomniałem, ten konkurs to był mocny impuls, aby zmobilizować się i działać, zarówno z tematem doprowadzenia do końca zadania, jakim jest założenie fundacji jak i równocześnie tworzenia oferty do konkursu.
Daty pojawiające się w artykule: podpisanie aktu założycielskiego przed notariuszem, złożenie wniosku o wpis do KRS kończą a nie rozpoczynają twórczy jak i żmudny etap powstawania fundacji. Etap rejestracji to etap finalizowania formalności, na długość którego praktycznie nie ma się wpływu - może mieć znaczenie chyba tylko szybkość i jakość reakcji na wezwanie do uzupełnień.
Dlaczego notariusz w Iławie? Z trzech prostych powodów: 1) korzystałem z pomocy merytorycznej iławskiej organizacji wspierania inicjatyw pozarządowych, 2) u notariusza w Iławie był dostępny wolny termin praktycznie od ręki, a w Elblągu niestety nie, 3) koszty notariusza w Iławie włącznie z kosztami podróży były niższe niż w Elblągu.
Niezależnie od tego, widzę przynajmniej trzy przypadki, gdy warto złożyć projekt w konkursie, nawet jeśli nie spełnia się wszystkich warunków na dzień składania oferty (zauważam także wady).
Przypadek 1), gdy nikt nie składa innej propozycji;
przypadek 2), gdy inne propozycje także nie są kompletne;
przypadek 3), aby zdobyć doświadczenie przy tworzeniu i składaniu ofert.
Każdy z tych wariantów skutkuje dla oferenta różnymi możliwościami i konsekwencjami ale tylko i wyłącznie po, a nie w trakcie czy przed zamknięciem konkursu.
Podsumowując: równocześnie starałem się stworzyć sensowną koncepcję - realną do wykonania w zakładanym budżecie i atrakcyjną z punktu widzenia przyszłych klientów jak i domknąć temat założenia fundacji. Poświęciłem na to bardzo dużo czasu i energii - to moja decyzja, moje ryzyko i mój wybór. Nie mam pojęcia jak wygląda proces oceny takiego wniosku ale nie wydaje mi się, aby wadą wniosku była jego wysoka ocena.
Potrafię także wyobrazić sobie dylematy osób oceniających wnioski - widząc dobry, z punktu widzenia miasta, w tym przypadku turysty projekt oceniają go, ale mają wątpliwości co do możliwości podpisania umowy.
Jeśli mi czegoś dzisiaj żal, to właśnie tego - że postawiłem osoby oceniające mój projekt przed takim dylematem. I za to, tu przy okazji przepraszam. Nie miałem takich intencji.
Widzę sens w informacji turystycznej na przystani
Tak jak wcześniej deklarowałem - widzę sens w tym, aby w jakiejś formie informacja turystyczna była na przystani, mało tego, składając moją propozycję w konkursie liczyłem się z tym, że moja oferta nie wygra, więc założyłem, że niezależnie od wyniku i tak będę współpracował z każdym, kto wygra. Stawanie do takiego konkursu nie traktuję jako stawania przeciw komuś. Nie wiem, czy to czytelne - w mojej "mapie" to nie rywalizacja "z kimś" tyko "o coś" a przez wiele lat mojej rywalizacji sportowej, zawsze miałem ogromny szacunek dla rywali.
W przypadku jakichkolwiek wątpliwości pozostaję do dyspozycji
Marcin Trudnowski
Śródtytuły pochodzą od redakcji